Czym Pitch Black nie jest:
- nie jest filmem genialnym w swoim gatunku;
- nie jest filmem lepszym niż Screamers;
Czym Pitch Black jest:
- jest filmem bardzo, bardzo dobrym (w swoim gatunku i w ogóle);
- jest filmem lepszym niż 99% współczesnych produkcji z rodziny sci-fi/horror;
- jest jedynym filmem, który inteligentnie i umiarkowanie korzysta z pomysłowości twórców Trylogii "Alien".
produkcja na moje oko raczej telewizyjna. efekty specjalne oczywiście lepsze niż w genialnej "Tajemnicy Syriusza", aczkolwiek ciągle znajdujemy się na poziomie dobrze wyposażonego domowego studia.
pamiętacie, jak pisałem o "Tłumaczce"? w "Tłumaczce" agent FBI traci z oczu super ważnego świadka i mówi: "Shit". w Pitch Black gliniarz odpowiedzialny za eskortowanie więźniów wypuszcza z rąk Riddicka i mówi: "Motherfucker". przekleństw jest cała masa, przeklinają dzieci i dorośli. pisze o tym wyłącznie dlatego, bo to dzisiaj rzadkość, żeby dorośli przeklinali, zwłaszcza w filmie sci-fi o komiksowym bohaterze, który ma wypolerowane gałki oczne i doskonale widzi w ciemności. tak, Riddick spokojnie mógłby zasilić szeregi mniej lub bardziej potrzaskanych filmowych bohaterów amerykańskich komiksów dla dzieci, ale tego nie czyni. zamiast rozśmieszać młodzież, woli babrać się we krwi i przeklinać. bardzo zły przykład.
film składa się z wielu naprawdę przemyślanych (miejscami ocierających się o maestrię) "myków". np.
bohater omiata okolicę lornetką. wszędzie pustynia i jakieś przeżarte erozją słupy skalne. nagle dostrzega coś, co przypomina drzewa. mówi: "Jeśli są drzewa, będzie i woda." przywołuje ocalałych członków załogi i wszyscy wyruszają w stronę oazy. co się okazuje po dotarciu na miejsce? że "drzewa", które widział przez lornetkę bohater, to nic innego jak kości - skamieniałe wyrostki osadzone na kręgosłupie jakichś gigantycznych stworzeń. załoga doczłapała do ogromnego cmentarzyska, zawalonego monstrualnymi szkieletami.
z tej sceny początek biorą dwa inne kapitalne motywy, które pokazują, że reżyser panuje nad filmem:
a) jeden z bohaterów na widok skamielin pyta: "Co mogło zabić tak olbrzymie stworzenia?" (w tym momencie napięcie skacze niczym słupek rtęci zanurzony w gorącej wodzie);
b) kości noszą na sobie ślady pasożytów: pokryte są siecią kanalików, coś jak drewno wydrążone przez korniki. jak dla mnie super sprawa, dbałość o szczegóły godna złotej palmy + budowanie klimatu opuszczonej, martwej planety.
powyższa scena to tylko przykład, jak się rzekło - jeden z wielu warsztatowo dopicowanych fragmentów całości.
moja ulubiona kwestia: dzieciak do Riddicka: "Ilu ludzi muszę zabić, żeby dostać takie oczy?"
-----------------------------------------------
film kosztował około 20 baniek. zarobił - 50. spiderman 3 w jeden weekend zgarnął coś ponad 140. do refleksji.
nigdy nie sądziłem, że kupię sobie film, w którym główną rolę gra Vin Dizel :)
- nie jest filmem genialnym w swoim gatunku;
- nie jest filmem lepszym niż Screamers;
Czym Pitch Black jest:
- jest filmem bardzo, bardzo dobrym (w swoim gatunku i w ogóle);
- jest filmem lepszym niż 99% współczesnych produkcji z rodziny sci-fi/horror;
- jest jedynym filmem, który inteligentnie i umiarkowanie korzysta z pomysłowości twórców Trylogii "Alien".
produkcja na moje oko raczej telewizyjna. efekty specjalne oczywiście lepsze niż w genialnej "Tajemnicy Syriusza", aczkolwiek ciągle znajdujemy się na poziomie dobrze wyposażonego domowego studia.
pamiętacie, jak pisałem o "Tłumaczce"? w "Tłumaczce" agent FBI traci z oczu super ważnego świadka i mówi: "Shit". w Pitch Black gliniarz odpowiedzialny za eskortowanie więźniów wypuszcza z rąk Riddicka i mówi: "Motherfucker". przekleństw jest cała masa, przeklinają dzieci i dorośli. pisze o tym wyłącznie dlatego, bo to dzisiaj rzadkość, żeby dorośli przeklinali, zwłaszcza w filmie sci-fi o komiksowym bohaterze, który ma wypolerowane gałki oczne i doskonale widzi w ciemności. tak, Riddick spokojnie mógłby zasilić szeregi mniej lub bardziej potrzaskanych filmowych bohaterów amerykańskich komiksów dla dzieci, ale tego nie czyni. zamiast rozśmieszać młodzież, woli babrać się we krwi i przeklinać. bardzo zły przykład.
film składa się z wielu naprawdę przemyślanych (miejscami ocierających się o maestrię) "myków". np.
bohater omiata okolicę lornetką. wszędzie pustynia i jakieś przeżarte erozją słupy skalne. nagle dostrzega coś, co przypomina drzewa. mówi: "Jeśli są drzewa, będzie i woda." przywołuje ocalałych członków załogi i wszyscy wyruszają w stronę oazy. co się okazuje po dotarciu na miejsce? że "drzewa", które widział przez lornetkę bohater, to nic innego jak kości - skamieniałe wyrostki osadzone na kręgosłupie jakichś gigantycznych stworzeń. załoga doczłapała do ogromnego cmentarzyska, zawalonego monstrualnymi szkieletami.
z tej sceny początek biorą dwa inne kapitalne motywy, które pokazują, że reżyser panuje nad filmem:
a) jeden z bohaterów na widok skamielin pyta: "Co mogło zabić tak olbrzymie stworzenia?" (w tym momencie napięcie skacze niczym słupek rtęci zanurzony w gorącej wodzie);
b) kości noszą na sobie ślady pasożytów: pokryte są siecią kanalików, coś jak drewno wydrążone przez korniki. jak dla mnie super sprawa, dbałość o szczegóły godna złotej palmy + budowanie klimatu opuszczonej, martwej planety.
powyższa scena to tylko przykład, jak się rzekło - jeden z wielu warsztatowo dopicowanych fragmentów całości.
moja ulubiona kwestia: dzieciak do Riddicka: "Ilu ludzi muszę zabić, żeby dostać takie oczy?"
-----------------------------------------------
film kosztował około 20 baniek. zarobił - 50. spiderman 3 w jeden weekend zgarnął coś ponad 140. do refleksji.
nigdy nie sądziłem, że kupię sobie film, w którym główną rolę gra Vin Dizel :)
15-05-2007, 18:13






