Jakieś 2 godziny temu wróciłem z kina, więc pora na moją relację:
UWAGA TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY!!!
Sam film uważam, za dobry, ale nic więcej. Może powinienem wręcz napisać przyzwoity. Znaczy się nie wyszedłem jakoś zniesmaczona z kina, jak to przy ostatnich Potterach miało miejsce, ale też pewien niedosyt i przekonanie, że więcej się mogło z potencjału książki wyciągnąć.
Film i co jest dziwne jak na Harry'ego Pottera, zdawał mi się krótki, może nawet za krótki. Twórcy za bardzo skupili się dla samej akcji, dla akcji i szkoda, że nie dodali paru spokojniejszych momentów, mogących bardziej coś wytłumaczyć, skupić się na czymś, pokazać co czują bohaterowie itd.
A tak to czasami odnosiło się wrażenie, że twórcy chcieli jak najwięcej postaci do filmu władować, ale mieli za mało czasu. Przez co niektóre postacie w filmie zaraz jak się pojawią od razu znikają. I w sumie po za naszymi głównymi bohaterami i może Voldemortem czy Snapem (chociaż jego też bardzo mało jest), to mamy głównie role epizodyczne.
Sama akcja nie jest zła. Było parę fajnych scen. Podobało mi się wydłużenie decydującej walki Harry'ego z Voldemortem, gdyż rzeczywiście książkowa wersja była za mało filmowa. Ale... Kompletnie nie podobała mi się część walki, kiedy Harry zepchnął Voldemorta w przepaść. I niestety ostatni, najważniejsza część walki: Czytając książkę myślałem, że Harry złapał Czarną Różdżkę, która dalej rzucała śmiercionośne zaklęcie i wtedy wycelował nim w Voldemorta? A nie jak w filmie, że Voldemortowi wypadła z ręki różdżka i koniec z nim.
Sama bitwa nie była też aż tak epicka jak sądziłem i jak trailery sugerowały. Niestety kiedy dochodziło do bezpośrednich pojedynków w samym Hogwarciu to nawet to trochę biednie wyglądało. Szczególnie zawiodłem się finałową walką z Bellatrix Lastrange, która odczuwałem, jakby została tak trochę wklejona na siłę i jakaś taka bezpłciowa była.
W sumie bezpłciowych momentów było sporo, ale widać jednak u Yatesa pewien postęp. I tak też sceny Gringotta i ze smokiem zaliczam na plus. Podobnie jak i wspomnienia Snape'a, czy też epilog, którego z tego co pisał Mierzwiak miało nie być.
Najbardziej jednak nie podobały mi się efekty specjalne i miejscami plastyczna strona filmu. Pal licho sześć, że 3D w ogóle nie odczuwałem, ale w wielu miejscach film i efekty strasznie raziły sztucznością. Wystarczy tylko wspomnieć o omawianej już scenie w Komnacie Tajemnic, gdzieś czuć było green-box. A takich scen było więcej. Szczególnie sztucznością raziła scena w tzw. jak ja to nazywam "przedsionku nieba". Wprost na odległość widać była, że Harry i Dumbledore nie znajdują się w miejscu, które ich otacza. Czy też latanie na miotłach w Pokoju Życzeń, które strasznie raziło sztucznością.
Co jak co, ale akurat co do efektów to myślałem, że się przyłożą.
Zadowolony jestem z samej końcówki, czy z epilogu, chociaż Hermiona jak na 40stkolatkę to prezentowała się naprawdę nieźle ;) Szczególnie uroku i jakże potrzebnej magii dodała muzyka Johna Williamsa, która pojawiła się w epilogu jak i na napisach końcowych, gdzie wreszcie w pełnej okazałości pojawiło się "Hedwige's Theme". Wtedy naprawdę poczułem dawną magię.
I w sumie nawet miło spędziłem ten czas w kinie. Pewien niedosyt i żal, że tak lubiana kiedyś przeze mnie seria, jednak aż tak super się nie kończy pozostaje, ale na szczęście obeszło się bez niesmaku.
Film OK, któremu oczywiście do "Więźnia Azkabanu" dalej sporo brakuje, ale trudno tak najwidoczniej miało być.
Mam tylko nadzieję, że ten film nie pobije kasowo "Titanica" i "Avatara", gdyż aż tak wielki to on nie jest.
Ocena 6/10
UWAGA TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY!!!
Sam film uważam, za dobry, ale nic więcej. Może powinienem wręcz napisać przyzwoity. Znaczy się nie wyszedłem jakoś zniesmaczona z kina, jak to przy ostatnich Potterach miało miejsce, ale też pewien niedosyt i przekonanie, że więcej się mogło z potencjału książki wyciągnąć.
Film i co jest dziwne jak na Harry'ego Pottera, zdawał mi się krótki, może nawet za krótki. Twórcy za bardzo skupili się dla samej akcji, dla akcji i szkoda, że nie dodali paru spokojniejszych momentów, mogących bardziej coś wytłumaczyć, skupić się na czymś, pokazać co czują bohaterowie itd.
A tak to czasami odnosiło się wrażenie, że twórcy chcieli jak najwięcej postaci do filmu władować, ale mieli za mało czasu. Przez co niektóre postacie w filmie zaraz jak się pojawią od razu znikają. I w sumie po za naszymi głównymi bohaterami i może Voldemortem czy Snapem (chociaż jego też bardzo mało jest), to mamy głównie role epizodyczne.
Sama akcja nie jest zła. Było parę fajnych scen. Podobało mi się wydłużenie decydującej walki Harry'ego z Voldemortem, gdyż rzeczywiście książkowa wersja była za mało filmowa. Ale... Kompletnie nie podobała mi się część walki, kiedy Harry zepchnął Voldemorta w przepaść. I niestety ostatni, najważniejsza część walki: Czytając książkę myślałem, że Harry złapał Czarną Różdżkę, która dalej rzucała śmiercionośne zaklęcie i wtedy wycelował nim w Voldemorta? A nie jak w filmie, że Voldemortowi wypadła z ręki różdżka i koniec z nim.
Sama bitwa nie była też aż tak epicka jak sądziłem i jak trailery sugerowały. Niestety kiedy dochodziło do bezpośrednich pojedynków w samym Hogwarciu to nawet to trochę biednie wyglądało. Szczególnie zawiodłem się finałową walką z Bellatrix Lastrange, która odczuwałem, jakby została tak trochę wklejona na siłę i jakaś taka bezpłciowa była.
W sumie bezpłciowych momentów było sporo, ale widać jednak u Yatesa pewien postęp. I tak też sceny Gringotta i ze smokiem zaliczam na plus. Podobnie jak i wspomnienia Snape'a, czy też epilog, którego z tego co pisał Mierzwiak miało nie być.
Najbardziej jednak nie podobały mi się efekty specjalne i miejscami plastyczna strona filmu. Pal licho sześć, że 3D w ogóle nie odczuwałem, ale w wielu miejscach film i efekty strasznie raziły sztucznością. Wystarczy tylko wspomnieć o omawianej już scenie w Komnacie Tajemnic, gdzieś czuć było green-box. A takich scen było więcej. Szczególnie sztucznością raziła scena w tzw. jak ja to nazywam "przedsionku nieba". Wprost na odległość widać była, że Harry i Dumbledore nie znajdują się w miejscu, które ich otacza. Czy też latanie na miotłach w Pokoju Życzeń, które strasznie raziło sztucznością.
Co jak co, ale akurat co do efektów to myślałem, że się przyłożą.
Zadowolony jestem z samej końcówki, czy z epilogu, chociaż Hermiona jak na 40stkolatkę to prezentowała się naprawdę nieźle ;) Szczególnie uroku i jakże potrzebnej magii dodała muzyka Johna Williamsa, która pojawiła się w epilogu jak i na napisach końcowych, gdzie wreszcie w pełnej okazałości pojawiło się "Hedwige's Theme". Wtedy naprawdę poczułem dawną magię.
I w sumie nawet miło spędziłem ten czas w kinie. Pewien niedosyt i żal, że tak lubiana kiedyś przeze mnie seria, jednak aż tak super się nie kończy pozostaje, ale na szczęście obeszło się bez niesmaku.
Film OK, któremu oczywiście do "Więźnia Azkabanu" dalej sporo brakuje, ale trudno tak najwidoczniej miało być.
Mam tylko nadzieję, że ten film nie pobije kasowo "Titanica" i "Avatara", gdyż aż tak wielki to on nie jest.
Ocena 6/10
19-07-2011, 02:27





