Naprawdę dobry film.
Właściwie poziom ten sam co w poprzedniej części, ale niektóre sceny perełki podnoszą ocenę w górę.
Spoilery.
Genialna sekwencja przygotowywania Hogwartu do obrony i świetne sceny retrospekcji. Bałem się tego, co Yates zrobi z wątkiem Snape'a, ale ostatecznie zostałem pozytywnie zaskoczony. Cały motyw jest chyba jeszcze bardziej emocjonujący i wzruszający niż w książce i nareszcie poświęcono mu więcej czasu, niż 10 sekund na krótką przebitkę z przeszłości. Aktorstwo Rickmana nie do opisania, w końcu miał więcej do zagrania niż poprzednich filmach Yates'a razem wziętych:)
Miło, że fajerwerki mimo wszystko nie zdominowały filmu i jednak postanowiono skupić się na ważniejszych wątkach. W chwili obecnej nie wyobrażam sobie wręcz Insygniów Śmierci w jednym, dwugodzinnym filmie. To, co wykastrowano w poprzednich częściach to jedno, ale obydwie części "siódemki" o udziwo zdołały uratować historię. Cięcia i skróty są jednak nadal - skąd Luna nagle znalazła się w zamku? Dziecko Tonks i Lupina - jeśli ktoś w pierwszej części przegapił kilkusekundowy moment, w którym Tonks STARA się pochwalić swoim stanem, to może być zaskoczony, kiedy w Part II okaże się nagle, że dziecko jest już dawno na świecie.
Muzyka bardzo dobra, ale soundtrack z pierwszej części podobał mi się bardziej. Brawa za wykorzystanie utworów z poprzednich części - naprawdę miły akcent i ładna klamra łącząca całość. Już się bałem, że Desplat, podobnie jak Hooper, całkowicie zapomni o genialnych motywach Williamsa. Inna sprawa, że pojawiajacy się w filmie utwór Hoopera to jedna z jego lepszych prac.
Cóż więcej - przyzwoite domknięcie serii. Całe szczęście, że Yates utrzymał poziom i nie spieprzył finału, chociaż z takim materiałem to było ciężkie.
3D - uff. Niepotrzebne, fakt, ale przynajmniej nie spartaczone. Konwersja dopracowana, nie rzucały mi się w oczy jakieś większe babole, a głębia niektórych scen oddana świetnie. Bałem się nieco jakości w Heliosie, ale było bardzo dobrze - obraz żyleta, dostatecznie jasny i kolorowy.
Właściwie poziom ten sam co w poprzedniej części, ale niektóre sceny perełki podnoszą ocenę w górę.
Spoilery.
Genialna sekwencja przygotowywania Hogwartu do obrony i świetne sceny retrospekcji. Bałem się tego, co Yates zrobi z wątkiem Snape'a, ale ostatecznie zostałem pozytywnie zaskoczony. Cały motyw jest chyba jeszcze bardziej emocjonujący i wzruszający niż w książce i nareszcie poświęcono mu więcej czasu, niż 10 sekund na krótką przebitkę z przeszłości. Aktorstwo Rickmana nie do opisania, w końcu miał więcej do zagrania niż poprzednich filmach Yates'a razem wziętych:)
Miło, że fajerwerki mimo wszystko nie zdominowały filmu i jednak postanowiono skupić się na ważniejszych wątkach. W chwili obecnej nie wyobrażam sobie wręcz Insygniów Śmierci w jednym, dwugodzinnym filmie. To, co wykastrowano w poprzednich częściach to jedno, ale obydwie części "siódemki" o udziwo zdołały uratować historię. Cięcia i skróty są jednak nadal - skąd Luna nagle znalazła się w zamku? Dziecko Tonks i Lupina - jeśli ktoś w pierwszej części przegapił kilkusekundowy moment, w którym Tonks STARA się pochwalić swoim stanem, to może być zaskoczony, kiedy w Part II okaże się nagle, że dziecko jest już dawno na świecie.
Muzyka bardzo dobra, ale soundtrack z pierwszej części podobał mi się bardziej. Brawa za wykorzystanie utworów z poprzednich części - naprawdę miły akcent i ładna klamra łącząca całość. Już się bałem, że Desplat, podobnie jak Hooper, całkowicie zapomni o genialnych motywach Williamsa. Inna sprawa, że pojawiajacy się w filmie utwór Hoopera to jedna z jego lepszych prac.
Cóż więcej - przyzwoite domknięcie serii. Całe szczęście, że Yates utrzymał poziom i nie spieprzył finału, chociaż z takim materiałem to było ciężkie.
3D - uff. Niepotrzebne, fakt, ale przynajmniej nie spartaczone. Konwersja dopracowana, nie rzucały mi się w oczy jakieś większe babole, a głębia niektórych scen oddana świetnie. Bałem się nieco jakości w Heliosie, ale było bardzo dobrze - obraz żyleta, dostatecznie jasny i kolorowy.
19-07-2011, 22:01





