Na szybciutko podsumowanie czytelniczego sierpnia. Tym razem książek dałem radę zgłębić, jakby mniej, ale za to więcej ceglastych (w tem jedna w języku obcem). Przepraszam ;)
Moja siostra moja miłość
Joyce Carol Oates
Doskonała, dość nietypowa - mocno kojarząca mi się w warstwie narracji z "Historią Lisey" Stephena Kinga - powieść obyczajowa.
Niesamowicie wstrząsająca i jednocześnie hipnotyzująca opowieść, której narratorem jest brat zamordowanej w tajemniczych okolicznościach, sławnej dziecięcej gwiazdy łyżwiarstwa figurowego, jest niczym podróż do zupełnie innego świata. Świata ludzi zamożnych, ludzi z pierwszych stron tabloidów. Jest to jednak podróż wgłąb przerażających wręcz miejsc, gdzie gasną światła reflektorów, nie sięgają obiektywy kamer, gdzie nie ma uczuć, kolorów, barw i blichtru.
Pozorowana nieporadność stylu narratora dodaje tej historii autentyczności, tragedia traktowanych przedmiotowo, niekochanych dzieci, głęboko wzrusza a aura tajemnicy skrywająca okoliczności śmierci Bliss Rampike i jej stopniowe odkrywanie wręcz nie pozwala oderwać się od lektury.
Ocena: 4/5
Welin
Hal Duncan
W przypadku "Welinu" ciężko o jakieś podsumowanie, mogące zachęcić, lub zniechęcić potencjalnego czytelnika. Książka ma momenty naprawdę wciągające, zwykle takie, gdzie zachowana jest jakaś spójność struktury któregoś ze "ściegów", z których składa się ta opowieść, potem nagle narracja rwie się, przeszłość miesza się z teraźniejszością, rzeczywistość z mitami, baśniowość z cyberpunkiem. Forma ta wymaga od czytelnika maksymalnego skupienia i koncentracji, bowiem zdarza się, że na przestrzeni kilku następujących po sobie akapitów, autor zmienia sposób narracji, miejsce i czas akcji, oraz bohaterów w nich uczestniczących, tudzież występujących w innych, niż uprzednio wcieleniach.
Mimo bogactwa warsztatowego i świetnego, acz ciężkiego do okiełznania pomysłu, jest to książka, po którą z pewnością nie sięgnąłbym po raz kolejny, mimo, iż pełne zrozumienie jej wymaga z całą pewnością kilkukrotnego przeczytania. I chociaż koncepcja zręcznego połączenia naprawdę niezliczonej wersji mitów, poematów i legend może przypaść do gustu, to nie zmienia to faktu, że "Welin" jest książką bardzo złożoną i zagmatwaną, w związku z tym, w przeważającej części, raczej męczącą.
Podsumowując, polecam tą powieść wszystkim miłośnikom literatury skomplikowanej, trudnej w odbiorze, ciężkiej i raczej mało przyjemnej, czyli wszelkiej maści książkowym masochistom.
Ocena: 3/5
Czarna Bezgwiezdna Noc
Stephen King
Bardzo dobry, aczkolwiek nie wybitny i niczym szczególnym na tle twórczości autora się niewyróżniający zbiorek nowel, które nie są ani tak mroczne, ani tak wstrząsające, jakby tego chciał sam autor (patrz: posłowie).
Najciekawszym i najbardziej poruszającym jest tutaj opowiadanie kończące "Czarną bezgwiezdną noc" - "Udane małżeństwo". Zaczyna się spokojnie, niemal nostalgicznie, a potem nagle rzucani jesteśmy wraz główną bohaterką na bardzo głęboką wodę. Historia wciąga, trzyma w napięciu, a ostatnia rozmowa Darcy z jej gościem to mistrzostwo świata w budowaniu klimatu.
Złe wrażenie pozostawił "Dobry interes" - odwołujący się do formuły przypowieści, zgrabnie napisany tekst, pozostawia nas bez jakichkolwiek wniosków ze strony autora, bez puenty i podsumowania. Cóż, może takie właśnie miało być to zakończenie, które jednak coś tam o tym, jacy egoistyczni bywamy, mówi, ale jednak pewien niedosyt pozostawia.
Wszystkie historie opowiedziane są znanym i kochanym przez większość wielbicieli twórczości Kinga, gawędziarskim tonem. Ci, którzy cenią sobie taką narrację, do której sama fabuła wydaje się być czasem raczej dodatkiem, niż głównym daniem, z pewnością się nie zawiodą. I choć naprawdę nie jest tak, że historie w zbiorku tym zawarte są w jakimś szczególnym stopniu nieciekawe, to przyznać trzeba, że istnieją w dorobku pisarza zarówno lepsze antologie, jak i same opowiadania.
Ocena: 3/5
Dziewczyna z sąsiedztwa
Jack Ketchum
Jakoś tak po przeczytaniu jednej-trzeciej "Dziewczyny z sąsiedztwa" przypomniałem sobie, że tą opartą na faktach historię poznałem wcześniej w filmie "An American Crime". Nie zmienia to faktu, że jej siła oddziaływania i sposób, w jaki została przez Jacka Ketchuma opisana wywarła na mnie, po raz kolejny, niesamowite wrażenie. Autor nie stosuje tu tanich chwytów, mających jedynie szokować. Odnosi się wręcz wrażenie, że opowiada jedynie to, co było konieczne, by pokazać, jak łatwo popaść w zobojętnienie, odciąć się od krzywdy ludzkiej dziejącej się na naszych oczach i, że granicę, za którą leży plugawość i zwierzęce wręcz okrucieństwo przekroczyć jest niezwykle łatwo.
Historia ta, opowiedziana po raz kolejny, w dużo lepszy, niż robi to filmowy obraz sposób, zostawia po sobie naprawdę silne wrażenie i lęk przed złem tkwiącym w każdym człowieku. Złem, które może się dziać tu i teraz, na naszej ulicy, w domu obok...
Ocena: 4/5
A Dance With Dragons
George R. R. Martin
Mistrzowsko poprowadzona "Nawałnica mieczy" bardzo wysoko podniosła poprzeczkę, której nie udało się Martinowi przeskoczyć zarówno "Ucztą dla wron", jak i "A Dance With Dragons". Najnowsza część "Pieśni Lodu i Ognia" plasuje się na tej samej pozycji, co poprzedzający ją tom, cierpi na podobne "ułomności" i nieco irytuje ciężkim do usprawiedliwienia rozciągnięciem głównych wątków. O ile "Ucztę dla wron" można było uprzednio uznać za antrakt przed prawdziwym "trzęsieniem ziemi", tak po lekturze "Tańca ze smokami" to usprawiedliwienie staje się kompletnie nieuzasadnione.
Wracając jednak do "A Dance with Dragons" - trzęsienia ziemi, tudzież "nawałnicy mieczy" ani spodziewanego "starcia królów" tutaj prawie nie uświadczymy. Dwa główne wątki, których akcja osadzona jest na niejako dwóch przeciwległych biegunach, Murze i Meereen, zostały rozwleczone do granic przyzwoitości. Dzieje się tam niewiele, i paradoksalnie większego wpływu na fabułę - w szerszym ujęciu - nie mają.
Od czasu do czasu spotykamy się z innymi bohaterami, których "przygody" zdają się być dużo bardziej ciekawe, choć z założenia mniej epickie. Nasuwa się tu wniosek, że zdecydowanie lepiej by było, gdyby okroić wątki z Muru i Zatoki Niewolniczej a więcej miejsca w tym tysiąc stronicowym woluminie poświęcić tym postaciom, którym "dostały się" nieledwie dwa, czy trzy rozdziały, a historie których prowadzone były naprawdę interesująco. Dotyczy, to zwłaszcza nowych postaci, z których jedna zdaje się być prawdziwym "gamechangerem" w "grze o tron". Jednak, jak to u Martina, to nic pewnego...
Fabularnie, do czego przyzwyczaiła nas "Pieśni Lodu i Ognia", to ponownie pasmo niekończących się spisków, zdrad i "podchodów". Ciężko tu napisać coś konkretnego, nie ocierając się o zdradzanie ważkich punktów tej opowieści, więc ograniczę się tylko do tego, że fani tej serii, z pewnością nie poczują się zawiedzeni, chociaż - jak wspomniałem - nie jest to poziom "Nawałnicy mieczy". Nie sposób jednak oprzeć się pewnemu wrażeniu, że Martin wykorzystał już pełen zasób swoich literackich trików, i w związku z tym trudniej mu zaskoczyć czytelnika, a co za tym idzie siła rażenia niektórych zwrotów akcji nie jest już tak potężna, jak bywało to wcześniej.
Oczywiście żal żegnać się z niektórymi "odchodzącymi" w tym tomie bohaterami - w tym jednym, którego, jak sądzę, wielu z nas, fanów serii, będzie brakować - i nie sądzę, by pojawiające się na scenie nowe postaci były w stanie zdobyć sobie tyle czytelniczej sympatii, jak kilku z tych, których w "A Dance with Dragons" pożegnaliśmy.
Podsumowując, w obrębie serii tom zasługuje jedynie na trzy gwiazdki, jakkolwiek i tak, Martin po raz kolejny pozostawia każdy ze znanych mi, współczesnych utworów z pola epic fantasy daleko w tyle. "A Dance With Dragons" to książka świetna, doskonale napisana, obfitująca w liczne zwroty akcji, acz niepozbawiona dość uciążliwych mielizn fabularnych w dwóch, najbardziej eksponowanych wątkach.
Ocena: 3/5
I jeszcze gdyby kogoś interesowała lepiej skonstruowana, ciekawiej napisana i bardziej szczegółowa, ale również pozbawiona spoilerów opinia - w której zasadzie wychodzi na to samo, co ja miałem na myśli, ale talentu mi brakło, coby to tak ładnie opisać - to zapraszam do fajnej recenzji A Dance With Dragons na blogu Shadowmage.
Moja siostra moja miłość
Joyce Carol Oates
Doskonała, dość nietypowa - mocno kojarząca mi się w warstwie narracji z "Historią Lisey" Stephena Kinga - powieść obyczajowa.
Niesamowicie wstrząsająca i jednocześnie hipnotyzująca opowieść, której narratorem jest brat zamordowanej w tajemniczych okolicznościach, sławnej dziecięcej gwiazdy łyżwiarstwa figurowego, jest niczym podróż do zupełnie innego świata. Świata ludzi zamożnych, ludzi z pierwszych stron tabloidów. Jest to jednak podróż wgłąb przerażających wręcz miejsc, gdzie gasną światła reflektorów, nie sięgają obiektywy kamer, gdzie nie ma uczuć, kolorów, barw i blichtru.
Pozorowana nieporadność stylu narratora dodaje tej historii autentyczności, tragedia traktowanych przedmiotowo, niekochanych dzieci, głęboko wzrusza a aura tajemnicy skrywająca okoliczności śmierci Bliss Rampike i jej stopniowe odkrywanie wręcz nie pozwala oderwać się od lektury.
Ocena: 4/5
Welin
Hal Duncan
W przypadku "Welinu" ciężko o jakieś podsumowanie, mogące zachęcić, lub zniechęcić potencjalnego czytelnika. Książka ma momenty naprawdę wciągające, zwykle takie, gdzie zachowana jest jakaś spójność struktury któregoś ze "ściegów", z których składa się ta opowieść, potem nagle narracja rwie się, przeszłość miesza się z teraźniejszością, rzeczywistość z mitami, baśniowość z cyberpunkiem. Forma ta wymaga od czytelnika maksymalnego skupienia i koncentracji, bowiem zdarza się, że na przestrzeni kilku następujących po sobie akapitów, autor zmienia sposób narracji, miejsce i czas akcji, oraz bohaterów w nich uczestniczących, tudzież występujących w innych, niż uprzednio wcieleniach.
Mimo bogactwa warsztatowego i świetnego, acz ciężkiego do okiełznania pomysłu, jest to książka, po którą z pewnością nie sięgnąłbym po raz kolejny, mimo, iż pełne zrozumienie jej wymaga z całą pewnością kilkukrotnego przeczytania. I chociaż koncepcja zręcznego połączenia naprawdę niezliczonej wersji mitów, poematów i legend może przypaść do gustu, to nie zmienia to faktu, że "Welin" jest książką bardzo złożoną i zagmatwaną, w związku z tym, w przeważającej części, raczej męczącą.
Podsumowując, polecam tą powieść wszystkim miłośnikom literatury skomplikowanej, trudnej w odbiorze, ciężkiej i raczej mało przyjemnej, czyli wszelkiej maści książkowym masochistom.
Ocena: 3/5
Czarna Bezgwiezdna Noc
Stephen King
Bardzo dobry, aczkolwiek nie wybitny i niczym szczególnym na tle twórczości autora się niewyróżniający zbiorek nowel, które nie są ani tak mroczne, ani tak wstrząsające, jakby tego chciał sam autor (patrz: posłowie).
Najciekawszym i najbardziej poruszającym jest tutaj opowiadanie kończące "Czarną bezgwiezdną noc" - "Udane małżeństwo". Zaczyna się spokojnie, niemal nostalgicznie, a potem nagle rzucani jesteśmy wraz główną bohaterką na bardzo głęboką wodę. Historia wciąga, trzyma w napięciu, a ostatnia rozmowa Darcy z jej gościem to mistrzostwo świata w budowaniu klimatu.
Złe wrażenie pozostawił "Dobry interes" - odwołujący się do formuły przypowieści, zgrabnie napisany tekst, pozostawia nas bez jakichkolwiek wniosków ze strony autora, bez puenty i podsumowania. Cóż, może takie właśnie miało być to zakończenie, które jednak coś tam o tym, jacy egoistyczni bywamy, mówi, ale jednak pewien niedosyt pozostawia.
Wszystkie historie opowiedziane są znanym i kochanym przez większość wielbicieli twórczości Kinga, gawędziarskim tonem. Ci, którzy cenią sobie taką narrację, do której sama fabuła wydaje się być czasem raczej dodatkiem, niż głównym daniem, z pewnością się nie zawiodą. I choć naprawdę nie jest tak, że historie w zbiorku tym zawarte są w jakimś szczególnym stopniu nieciekawe, to przyznać trzeba, że istnieją w dorobku pisarza zarówno lepsze antologie, jak i same opowiadania.
Ocena: 3/5
Dziewczyna z sąsiedztwa
Jack Ketchum
Jakoś tak po przeczytaniu jednej-trzeciej "Dziewczyny z sąsiedztwa" przypomniałem sobie, że tą opartą na faktach historię poznałem wcześniej w filmie "An American Crime". Nie zmienia to faktu, że jej siła oddziaływania i sposób, w jaki została przez Jacka Ketchuma opisana wywarła na mnie, po raz kolejny, niesamowite wrażenie. Autor nie stosuje tu tanich chwytów, mających jedynie szokować. Odnosi się wręcz wrażenie, że opowiada jedynie to, co było konieczne, by pokazać, jak łatwo popaść w zobojętnienie, odciąć się od krzywdy ludzkiej dziejącej się na naszych oczach i, że granicę, za którą leży plugawość i zwierzęce wręcz okrucieństwo przekroczyć jest niezwykle łatwo.
Historia ta, opowiedziana po raz kolejny, w dużo lepszy, niż robi to filmowy obraz sposób, zostawia po sobie naprawdę silne wrażenie i lęk przed złem tkwiącym w każdym człowieku. Złem, które może się dziać tu i teraz, na naszej ulicy, w domu obok...
Ocena: 4/5
A Dance With Dragons
George R. R. Martin
Mistrzowsko poprowadzona "Nawałnica mieczy" bardzo wysoko podniosła poprzeczkę, której nie udało się Martinowi przeskoczyć zarówno "Ucztą dla wron", jak i "A Dance With Dragons". Najnowsza część "Pieśni Lodu i Ognia" plasuje się na tej samej pozycji, co poprzedzający ją tom, cierpi na podobne "ułomności" i nieco irytuje ciężkim do usprawiedliwienia rozciągnięciem głównych wątków. O ile "Ucztę dla wron" można było uprzednio uznać za antrakt przed prawdziwym "trzęsieniem ziemi", tak po lekturze "Tańca ze smokami" to usprawiedliwienie staje się kompletnie nieuzasadnione.
Wracając jednak do "A Dance with Dragons" - trzęsienia ziemi, tudzież "nawałnicy mieczy" ani spodziewanego "starcia królów" tutaj prawie nie uświadczymy. Dwa główne wątki, których akcja osadzona jest na niejako dwóch przeciwległych biegunach, Murze i Meereen, zostały rozwleczone do granic przyzwoitości. Dzieje się tam niewiele, i paradoksalnie większego wpływu na fabułę - w szerszym ujęciu - nie mają.
Od czasu do czasu spotykamy się z innymi bohaterami, których "przygody" zdają się być dużo bardziej ciekawe, choć z założenia mniej epickie. Nasuwa się tu wniosek, że zdecydowanie lepiej by było, gdyby okroić wątki z Muru i Zatoki Niewolniczej a więcej miejsca w tym tysiąc stronicowym woluminie poświęcić tym postaciom, którym "dostały się" nieledwie dwa, czy trzy rozdziały, a historie których prowadzone były naprawdę interesująco. Dotyczy, to zwłaszcza nowych postaci, z których jedna zdaje się być prawdziwym "gamechangerem" w "grze o tron". Jednak, jak to u Martina, to nic pewnego...
Fabularnie, do czego przyzwyczaiła nas "Pieśni Lodu i Ognia", to ponownie pasmo niekończących się spisków, zdrad i "podchodów". Ciężko tu napisać coś konkretnego, nie ocierając się o zdradzanie ważkich punktów tej opowieści, więc ograniczę się tylko do tego, że fani tej serii, z pewnością nie poczują się zawiedzeni, chociaż - jak wspomniałem - nie jest to poziom "Nawałnicy mieczy". Nie sposób jednak oprzeć się pewnemu wrażeniu, że Martin wykorzystał już pełen zasób swoich literackich trików, i w związku z tym trudniej mu zaskoczyć czytelnika, a co za tym idzie siła rażenia niektórych zwrotów akcji nie jest już tak potężna, jak bywało to wcześniej.
Oczywiście żal żegnać się z niektórymi "odchodzącymi" w tym tomie bohaterami - w tym jednym, którego, jak sądzę, wielu z nas, fanów serii, będzie brakować - i nie sądzę, by pojawiające się na scenie nowe postaci były w stanie zdobyć sobie tyle czytelniczej sympatii, jak kilku z tych, których w "A Dance with Dragons" pożegnaliśmy.
Podsumowując, w obrębie serii tom zasługuje jedynie na trzy gwiazdki, jakkolwiek i tak, Martin po raz kolejny pozostawia każdy ze znanych mi, współczesnych utworów z pola epic fantasy daleko w tyle. "A Dance With Dragons" to książka świetna, doskonale napisana, obfitująca w liczne zwroty akcji, acz niepozbawiona dość uciążliwych mielizn fabularnych w dwóch, najbardziej eksponowanych wątkach.
Ocena: 3/5
I jeszcze gdyby kogoś interesowała lepiej skonstruowana, ciekawiej napisana i bardziej szczegółowa, ale również pozbawiona spoilerów opinia - w której zasadzie wychodzi na to samo, co ja miałem na myśli, ale talentu mi brakło, coby to tak ładnie opisać - to zapraszam do fajnej recenzji A Dance With Dragons na blogu Shadowmage.
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
01-09-2011, 00:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-09-2011, 00:10 przez BezcelowyAlbatros.)





