Nie lubię Star Treka.
Przynajmniej tak mi się wydawało do wczoraj, bo wczoraj obejrzałem ten film z opadniętą szczęką. On jest NIESAMOWITY!
Podoba mi się, jak Wise potrafi wzbudzić w widzu przekonanie, że właśnie doświadcza czegoś wielkiego i ważnego. To można zrobić tylko w jeden sposób: nie spiesząc się. I właśnie dlatego tylko ułamek współczesnych filmów s-f można uznać za "ważne" - reszta skacze po miejscach, postaciach i tematach jak dziecko z ADHD.
Zabił mnie ten film długimi ujęciami genialnie wykonanych modeli, czy ogólnie przepięknymi efektami analogowymi, którym nie dorównuje żadne CGI. W CGI nie da się oddać tego zachwytu nad technologią, który tutaj buduje powolna jazda kamery wokół remontowanego Enterprise. Oczy mi się zaświeciły na widok statków czy stacji kosmicznych - jakie to szczegółowe, ile pracy w to włożono, jakie to NAMACALNE i prawdziwe... Chmura i jej wnętrze natomiast spowodowały u mnie szok. Te efekty są FENOMENALNE! A to 1979 rok!
No i fabuła - gdzie teraz znajdę blockbuster, w którym problemów nie rozwiązuje się rozpierduchą i szybką akcją? Gdzie znajdę film, w którym obcy jest naprawdę OBCY, który nie chce po prostu niszczyć i zagarniać, tylko ma o wiele bardziej złożone cele? Ten film jest niesamowicie głęboki i mądry, zwłaszcza w porównaniu z nowym Star Trekiem, który teraz wydaje mi się tylko wydmuszką.
A do tego muzyka - kapitalna! Nuciłem ją do końca dnia, nie mówiąc że obejrzałem napisy do końca, tylko po to żeby jej posłuchać.
Co mi się nie podobało?
- hipisowskie kostiumy, które postarzały się najbardziej - ale to rzecz marginalna, szybko przestałem zwracać na nią uwagę. A poza tym zawsze to coś świeższego niż współczesne kostiumy, projektowane na jedno kopyto.
Hm, miałem wyliczyć wady, ale... to chyba wszystko.
Podsumowując: 10/10. Zaskoczenie roku. Wiem już, czemu ludzie lubią kapitana Kirka - Shatner to cienki aktor, ale ma kupę charyzmy. Dziś wezmę się za Gniew Khana, mam nadzieję że będzie równie dobry.
Przynajmniej tak mi się wydawało do wczoraj, bo wczoraj obejrzałem ten film z opadniętą szczęką. On jest NIESAMOWITY!
Podoba mi się, jak Wise potrafi wzbudzić w widzu przekonanie, że właśnie doświadcza czegoś wielkiego i ważnego. To można zrobić tylko w jeden sposób: nie spiesząc się. I właśnie dlatego tylko ułamek współczesnych filmów s-f można uznać za "ważne" - reszta skacze po miejscach, postaciach i tematach jak dziecko z ADHD.
Zabił mnie ten film długimi ujęciami genialnie wykonanych modeli, czy ogólnie przepięknymi efektami analogowymi, którym nie dorównuje żadne CGI. W CGI nie da się oddać tego zachwytu nad technologią, który tutaj buduje powolna jazda kamery wokół remontowanego Enterprise. Oczy mi się zaświeciły na widok statków czy stacji kosmicznych - jakie to szczegółowe, ile pracy w to włożono, jakie to NAMACALNE i prawdziwe... Chmura i jej wnętrze natomiast spowodowały u mnie szok. Te efekty są FENOMENALNE! A to 1979 rok!
No i fabuła - gdzie teraz znajdę blockbuster, w którym problemów nie rozwiązuje się rozpierduchą i szybką akcją? Gdzie znajdę film, w którym obcy jest naprawdę OBCY, który nie chce po prostu niszczyć i zagarniać, tylko ma o wiele bardziej złożone cele? Ten film jest niesamowicie głęboki i mądry, zwłaszcza w porównaniu z nowym Star Trekiem, który teraz wydaje mi się tylko wydmuszką.
A do tego muzyka - kapitalna! Nuciłem ją do końca dnia, nie mówiąc że obejrzałem napisy do końca, tylko po to żeby jej posłuchać.
Co mi się nie podobało?
- hipisowskie kostiumy, które postarzały się najbardziej - ale to rzecz marginalna, szybko przestałem zwracać na nią uwagę. A poza tym zawsze to coś świeższego niż współczesne kostiumy, projektowane na jedno kopyto.
Hm, miałem wyliczyć wady, ale... to chyba wszystko.
Podsumowując: 10/10. Zaskoczenie roku. Wiem już, czemu ludzie lubią kapitana Kirka - Shatner to cienki aktor, ale ma kupę charyzmy. Dziś wezmę się za Gniew Khana, mam nadzieję że będzie równie dobry.
17-10-2011, 07:53






