Star Trek VI - doskonałe zakończenie serii i najlepszy sequel oryginału. Świetnie nakręcony, ze świetnymi efektami, wciągający od pierwszej chwili. Zdjęcia - piękne. Bitwa kosmiczna - rewelacyjna, dynamiczna, a jednocześnie klasyczna. Film bardzo w duchu najnowszego, Abramsowego Star Treka, ale moim zdaniem lepszy. Wątek nienawiści Kirka do Klingonów - początkowo zaskakujący, fajnie rozegrany.
Efekty specjalne robią wielkie wrażenie, mimo że dziś to techniczne zabytki. Kiedy pojawiają się na ekranie, coś znaczą, do czegoś służą, czuć że to coś... specjalnego. Pomyśleć, że gdyby Meyer dostał podobny budżet na Khana, i on wyglądałby równie świetnie. To ciekawe, że VI wygląda o cały kosmos lepiej niż V, a budżet był tylko minimalnie większy.
Jeśli miałbym na coś narzekać, to na przewidywalność i na czerstwe zakończenie, rodem ze Scooby Doo. No i brak trochę Goldsmitha. Mimo tych drobnostek - podobało mi się niesamowicie, cały film obejrzałem z bananem na pysku. 9/10. Idealne staroszkolne przygodowe kino s-f.
Efekty specjalne robią wielkie wrażenie, mimo że dziś to techniczne zabytki. Kiedy pojawiają się na ekranie, coś znaczą, do czegoś służą, czuć że to coś... specjalnego. Pomyśleć, że gdyby Meyer dostał podobny budżet na Khana, i on wyglądałby równie świetnie. To ciekawe, że VI wygląda o cały kosmos lepiej niż V, a budżet był tylko minimalnie większy.
Jeśli miałbym na coś narzekać, to na przewidywalność i na czerstwe zakończenie, rodem ze Scooby Doo. No i brak trochę Goldsmitha. Mimo tych drobnostek - podobało mi się niesamowicie, cały film obejrzałem z bananem na pysku. 9/10. Idealne staroszkolne przygodowe kino s-f.
27-10-2011, 19:03






