Przyznam, że dawno, ale to bardzo dawno nie miałem takiego problemu z oceną filmu. Nadal zresztą kotłuje mi się straszny mętlik co do noty dla "Dziewczyny". Nie wiem, czy to zwyczajne rozczarowanie, czy też nadal nie oswoiłem się z filmem... Po kilku dyskusjach muszę jednak przyznać, że rozdawanie tak wysokich ocen jest na wyrost, a należałoby to uczynić w oderwaniu od uwielbienia dla twórców, ekipy. Recenzję jeszcze maznę, a tymczasem...
Jest dokładnie tak, jak przewidziałem. Amerykańska adaptacja z werwą deklasuje szwedzkiego, przyzwoitego w gruncie rzeczy konkurenta i nie pozostawia złudzeń co do tego, która ekranizacja jest tą właściwą. Pierwszorzędne zdjęcia, dźwięk i montaż składają się na realizatorską najwyższą półkę, a muzyka, mimo, iż tym razem miałem drobne wątpliwości, wypada na ekranie nadspodziewanie dobrze.
Świetna obsada, zarówno drugi plan (wyraziści Skarsg?rd oraz Plummer), jak i pierwszy - Craig jak zwykle charyzmatyczny, ale nie tylko - naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Mara to w ogóle osobny temat. Jest cudowna, subtelna, wizualnie jakby żywcem wyjęta z książki, zupełnie wtapia się w swoją postać. Ma w sobie więcej ludzkiego pierwiastka i wrażliwości (ostatnia scena) niż Noomi Rapace, a jednocześnie nie ustępuje jej pod względem niezależności, siły. Zdecydowanie przekładam ją nad pierwszą odtwórczynię.
Reżysersko pierwsza klasa, od razu poczuć można, czyj film oglądamy. Wydaje mi się jednak, że w niektórych fragmentach tradycyjna narracja lepiej by się sprawdziła, a Fincher powtarza manewry znane z "The Social Network". Poza tym czasami brakuje jakiegoś łącznika z odbiorcą i film nie zawsze bardzo angażuje. Niemniej, Fincher z pewnością plasuje się w piątce reżyserów 2011 roku i mam nadzieję, że pewna szacowna kapituła nosi to w pamięci.
8.5/10
Jest dokładnie tak, jak przewidziałem. Amerykańska adaptacja z werwą deklasuje szwedzkiego, przyzwoitego w gruncie rzeczy konkurenta i nie pozostawia złudzeń co do tego, która ekranizacja jest tą właściwą. Pierwszorzędne zdjęcia, dźwięk i montaż składają się na realizatorską najwyższą półkę, a muzyka, mimo, iż tym razem miałem drobne wątpliwości, wypada na ekranie nadspodziewanie dobrze.
Świetna obsada, zarówno drugi plan (wyraziści Skarsg?rd oraz Plummer), jak i pierwszy - Craig jak zwykle charyzmatyczny, ale nie tylko - naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Mara to w ogóle osobny temat. Jest cudowna, subtelna, wizualnie jakby żywcem wyjęta z książki, zupełnie wtapia się w swoją postać. Ma w sobie więcej ludzkiego pierwiastka i wrażliwości (ostatnia scena) niż Noomi Rapace, a jednocześnie nie ustępuje jej pod względem niezależności, siły. Zdecydowanie przekładam ją nad pierwszą odtwórczynię.
Reżysersko pierwsza klasa, od razu poczuć można, czyj film oglądamy. Wydaje mi się jednak, że w niektórych fragmentach tradycyjna narracja lepiej by się sprawdziła, a Fincher powtarza manewry znane z "The Social Network". Poza tym czasami brakuje jakiegoś łącznika z odbiorcą i film nie zawsze bardzo angażuje. Niemniej, Fincher z pewnością plasuje się w piątce reżyserów 2011 roku i mam nadzieję, że pewna szacowna kapituła nosi to w pamięci.
8.5/10
13-01-2012, 22:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-01-2012, 01:25 przez Galadh.)





