Nie wiem też wciąż, jak mam się ustosunkować do sceny w piwnicy. Jak ktoś pisał - sztampowy monolog Fincher staral sie ratować autoironią, ale pasowalo to jak pięść do nosa do wizji jaka wczesniej systematycznie kreowal przez 2,5 godziny. Napiecie w tym momencie siadlo, a dramat dla doroslych zamienil sie w zupelny pastisz. Okrutny i bezwzgledny morderca stal sie smiesznym klaunem i przez to chyba ciężar filmu opadł i po seansie nie poczulam sie ani troche zszargana czy zdeptana.
15-01-2012, 13:42





