Cytat:PROF. EPSTEIN
A był taki jeden, Ptasiek go nazywaliśmy, co ciągle
odgrażał się, że umie latać. Właśnie odleciał.
KUROZWĘCKI
Odleciał? Jezu, makabra.
PROF.EPSTEIN
Makabra to była w ?82, jak Margareth poszła bić się o
Falklandy. Trzymaliśmy tu paranoika chorego na AIDS.
Odgrażał się, że zabije się, jeśli nie przeniesiemy go
do szpitalnego. Mówiliśmy mu, że będziemy go pilnować,
że bez nas nie pierdnie, a to przebiegłe bydlę postawiło
na swoim. I nie próbował odciąć sobie palca jak inni, o
nie. Wiesz co zrobił? Rozgryzł sobie żyły na przegubach.
Wyobrażasz sobie?... Jucha obsikała wszystkie ściany
wokół, kilku pielęgniarzy?
Sorry, ale... To niezamierzona komedia. :) Ktoś mówi "makabra", a drugi gościu: "makabra?" - i zachęcony zaczyna opowiadać jakąś niesamowicie kiczowatą historię. Po prostu widać, że wszystko wcześniej w tej scenie napisałeś tylko po to, żeby padło słowo-klucz i można było przejść do tej kwestii. Przez co całość wygląda sztucznie. Poza tym - po co takie szczegóły? Po co tyle dosłowności? Czy profesor jest jakimś zboczeńcem-fetyszystą gore? W ogóle nienaturalne te dialogi, przynajmniej moim zdaniem. Ludzie tak nie rozmawiają. Nie lepiej np. tak?
Cytat:Dr: - [przejęty] Makabra.
Prof: - Makabra? [patrząc na jakąś kartę pacjenta, półgębkiem] Pan doktor młody, nie był tu w 82.
Dr: - Czemu? Co się stało?
Prof: - Pacjent... [kończy pisać, patrzy na doktorka] Schizofrenik. Przegryzł sobie tętnice nadgarstkowe. [macha ręką, nie chce mu się o tym mówić]
Siostra: - Ha, żeby tylko. Rozszarpał je na kawałki. Trzeba było malować cały pokój.
Prof: - Siostro...
Siostra: - No już, już, nic nie mówię, ale nawet panu profesorowi wtedy żołądek wysiadł. To tutaj to nic specjalnego. Dzień jak co dzień.
Dr: - Jak co dzień?
Siostra: - [rozbawiona] Pan doktor lepiej zacznie się przyzwyczajać.
No ale tylko tak sobie mówię - sam lubię się bawić dialogami.:)
17-02-2012, 11:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-02-2012, 11:48 przez military.)






