Kojimie po prostu brakuje redaktora. Kogoś, kto powiedziałby: stary, te twoje miłosne dialogi śmierdzą limburgerem, a metafory masz subtelne jak Andrew Golota. O ile sama fabuła jest ok, to dialogi bywają tak niemożliwie dosłowne, tak kiczowate, tak grafomańskie, tak pseudoartystyczne, że tylko chrapliwy głos Davida Haytera ratuje je przed totalną klęską.
Ale z drugiej strony - może to wina tłumaczy.
Ale z drugiej strony - może to wina tłumaczy.
04-03-2012, 23:10






