Księga dżungli - autora chyba nie trzeba przedstawiać. Szokujące doznanie dla osoby, która zna tylko kreskówkę Disneya i jakąś wersję aktorską. To nie powieść tylko zbiór opowiadań? Wątek Mowgliego przewija się tylko w 3 z 7 tekstów? Część historyjek nawet nie dzieje się w dżungli?! Nie tego się spodziewałem. Liczyłem na cool przygody maderfakera Mowgliego, a dostaję perypetie foki, muła i poganiacza słoni. Rozczarowałem się. Powiedzmy sobie szczerze: żaden pomysł na przygodowe opowiadanie nie dorówna temu o dziecku wychowanym przez wilki.
Ale ok, książka jest bardzo dobrze napisana - czyta się ją na jednym tchu (mówi się tak?). Co mnie zdziwiło, to jej, hm, niepoprawność polityczna. Jest tu np. historia, w której pojawia się rodzina węży. Węże polują, bo taka natura tych zwierząt, ale ewidentnie się kochają, mają uczucia, troszczą się o młode. I CIUL - są wężami i są złe, i główny bohater - zarozumiały mały skurwysyński ichneumon - zabija je i ich dzieci, a ptaki tańczą nad zwłokami taniec zwycięstwa. Poważnie, WTF?! :D Ta książka, napisana dla młodych czytelników, tak bardzo odbiega od współczesnego polit-poprawnego modelu powieści dla dzieci, jak to tylko możliwe.
W skrócie: podobało mi się.
Old Surehand - w sumie dopiero zacząłem czytać (jestem na ok. 70 stronie), ale trudno powstrzymać się od komentarza.:) Naiwne toto i głupiutkie, ale sympatyczne. Western w wydaniu mitologicznym, w którym ludzie dzielą się na trzy "rodzaje" (archetypy wręcz): 1. mężni, wielcy bohaterowie, propagujący przyjaźń między rasami; 2. tępi debile - albo nieszkodliwi, albo stanowiący niewielkie zagrożenie; 3. podli, knujący, niegodziwi, prawdziwie niebezpieczni, inteligentni złoczyńcy. To wszystko - tutaj nie ma innych postaci. Ci "najlepsi" są odpowiednikami greckich herosów, ci najgorsi mogliby być przeciwnikami Batmana. Fajna bajka - mógłby być z niej fajny film.
Ale ok, książka jest bardzo dobrze napisana - czyta się ją na jednym tchu (mówi się tak?). Co mnie zdziwiło, to jej, hm, niepoprawność polityczna. Jest tu np. historia, w której pojawia się rodzina węży. Węże polują, bo taka natura tych zwierząt, ale ewidentnie się kochają, mają uczucia, troszczą się o młode. I CIUL - są wężami i są złe, i główny bohater - zarozumiały mały skurwysyński ichneumon - zabija je i ich dzieci, a ptaki tańczą nad zwłokami taniec zwycięstwa. Poważnie, WTF?! :D Ta książka, napisana dla młodych czytelników, tak bardzo odbiega od współczesnego polit-poprawnego modelu powieści dla dzieci, jak to tylko możliwe.
W skrócie: podobało mi się.
Old Surehand - w sumie dopiero zacząłem czytać (jestem na ok. 70 stronie), ale trudno powstrzymać się od komentarza.:) Naiwne toto i głupiutkie, ale sympatyczne. Western w wydaniu mitologicznym, w którym ludzie dzielą się na trzy "rodzaje" (archetypy wręcz): 1. mężni, wielcy bohaterowie, propagujący przyjaźń między rasami; 2. tępi debile - albo nieszkodliwi, albo stanowiący niewielkie zagrożenie; 3. podli, knujący, niegodziwi, prawdziwie niebezpieczni, inteligentni złoczyńcy. To wszystko - tutaj nie ma innych postaci. Ci "najlepsi" są odpowiednikami greckich herosów, ci najgorsi mogliby być przeciwnikami Batmana. Fajna bajka - mógłby być z niej fajny film.
03-06-2012, 21:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-06-2012, 22:00 przez military.)






