Czerwcowo-książkowo:
Bez skrupułów
Harlan Coben
Interesujący, acz nie porywający kryminał. Intryga o średnim stopniu komplikacji, rozwiązana raczej na skutek zbiegów okoliczności, niż przy szczególnym udziale intelektu Myrona Bolitara - ów natomiast to typ bohatera, jakiego zazwyczaj nie trawię, czyli wysportowany, przystojny - ale mniejsza z tym - cieszący się mirem wśród pracowników FBI (której to agencji, oczywiście, jest byłym pracownikiem), jak i półświatka przestępczego, ponadto doskonale włada bronią, zna wschodnie sztuki walki, a gdyby to nie wystarczyło, jego najlepszy przyjaciel jest pozbawionym skrupułów zawodowym mordercą. Napisałem, że postaci takich, jak Myron "zazwyczaj" nie cierpię, ale ten konkretny gość, to wyjątek od reguły - w jakiś przewrotny sposób go polubiłem (czy to z powodu jego świetnych one-linerów, czy może dlatego, że jednak ma pewną "skazę", która czyni go bardziej "ludzkim" - wciąż mieszka z rodzicami).
Tak, jak wspomniałem, kryminał to raczej cienki, jakkolwiek czyta się dość przyjemnie - książka ma swoje momenty, które sprawiają, że uśmiech pojawia się na twarzy (z powodu większości "odzywek" Myrona i Wina Lockwooda) a i zakończenie, mimo słabego plotu, stanowi niemałe zaskoczenie.
Zniechęcony początkiem serii, jednakowoż, nie jestem, przy czym mam nadzieję, że kolejne książki okażą się (dużo) lepsze.
Ocena: 5/10
Kiedy Bóg był królikiem
Sarah Winman
"Kiedy Bóg był królikiem" była by znakomitą powieścią obyczajową, gdyby wszystko nie było tu takie akuratne, skrojone na miarę. Każdy wątek poprowadzony jest tak, aby osiągnąć zamierzony efekt, mający wywołać określoną reakcję, wzruszyć, wprawić w nostalgię, zmusić do konkretnej refleksji. Generalnie nie ma w tym nic złego, ale nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że losy głównej bohaterki, jak i postaci, które odcisnęły piętno na jej życiu i jego w taki, a nie inny sposób postrzeganie, to motywy przerabiane już po wielokroć w literaturze, czy filmie. Motywy ograne, żeby nie użyć brzydkiego słowa: "klisze". Dorastanie, homoseksualizm, molestowanie w dzieciństwie, rozbite rodziny a na dokładkę radzenie sobie z chorobą i starzeniem się, oraz, cóż, samograj w postaci "11 września" - za dużo tych momentów "wzruszeń" - i, niestety, nie podziałało to na mnie zupełnie.
Stylistycznie interesująco, ale niczego, co wybijałoby się ponad "stany średnie" nie uświadczyłem. Szkoda, bo opis i opinie mocno mnie do tej powieści zachęciły...
Ocena: 5/10
Chłopaki w sofixach
Jakub Porada
Ta książka mogłaby być znakomitym wehikułem czasu, zabierającym w nostalgiczną podróż po latach osiemdziesiątych, gdyby autorowi starczyło mocy twórczej. Niestety, mimo pewnych elementów tak rozrzewniająco znajomych, opowieść o dorastaniu w PRL kipi wprost od banałów, truizmów i mądrości życiowej spod budki z piwem. Za dużo ogólników, za mało osobistych refleksji. Za dużo żartów z brodą, zbyt mały dystans autora do samego siebie (wychodzi na postać sofisty, który mimo, iż był w samym środku "zwierzyńca", to jednak zawsze trochę z boku, czy raczej powyżej).
Nie sprawdzają się też "Chłopaki...", jako leksykon dorastania w PRL, bowiem za dużo tu chaosu, jakby autor chciał upchnąć, jak najwięcej urosłych obecnie niemal do rangi symboli, elementów dnia powszedniego tamtej epoki - a poprzez natłok luźno powiązanych i pojawiających się w najmniej oczekiwanych momentach refleksji, kiedy pisarz - niejako - gubi wątek, skupiając się na zupełnie czymś innym niż mówił dosłownie kilka zdań wcześniej, książka ta pozbawiona jest przyswajalnej formy, zmienia się w mało angażujący słowotok, niezrozumiały momentami również dla mnie, który wiele tego, o czym autor wspomina, pamięta. A co tu dopiero mówić o czytelniku młodszym?
I jeszcze jedno, może mnie pamięć zawodzi, ale w wielu momentach miałem wrażenie, że Pan Porada pogubił się nieco w chronologii - niektóre z programów telewizyjnych, o których wspomina, pojawiały się nieco później niż w latach, o których pisze. No, ale może to wina tego "przeskakiwania" z tematu na temat, i to ja się pogubiłem, bo on miał na myśli jeszcze inny okres.
Na pochwałę zasługują końcowe rozdziały, kiedy autor odpuszcza sobie sztubacką stylistykę i sięga po nieco inne, niż podwórkowe mądrości, środki stylistyczne - powiem szczerze, w tych ostatnich rozdziałach naprawdę powiało nostalgią i bólem przemijania. I żal tylko, że cała książka nie została utrzymana w podobnym tonie...
Ocena: 6/10
Terror
Dan Simmons
Mimo niesamowitego, wciągającego i jednocześnie przytłaczającego klimatu tej opowieści, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że opisana historia zyskała by, gdyby autor poddał ją kilku radykalnym skrótom. Zachodzi to casus obu "Endymionów", gdzie też przez dużą część książki raczeni byliśmy nic nie wnoszącymi do fabuły, często podobnymi do siebie opisami - cóż, "Terror" też nuży, zwłaszcza w drugiej części powieści, gdzie, cóż, bohaterowi idą, idą i idą... Wiem, co autor chciał w ten sposób osiągnąć, ale na mnie to, niestety, nie podziałało, tak, jak sobie to umyślił.
Żeby nie było - to jest wciąż bardzo dobra powieść, o walce o przetrwanie, walce z nieustępliwą naturą, ludzkimi słabościami. Walce o zachowanie człowieczeństwa i opowieść o tym, jak cienka od zbydlęcenia oddziela nas granica. Klimat lodowej pustyni uchwycony w sposób perfekcyjny - sama historia jednakowoż rozczarowuje, pomimo doskonałego finału.
Ocena: 6/10
1Q84 - t. 1
Haruki Murakami
Murakami, to dla mnie sprawdzona "marka". W "1Q84" autor nieśpiesznie zarysowuje fabułę, niemal niczego wprost nie zdradzając i pozostawiając wiele, bardzo wiele naszym domysłom. Wnioski, które wyciągamy przyprawiają o niepokojący dreszczyk, a masa niedomówień, z którymi pozostajemy pod koniec tomu pierwszego zwiększa apetyt na więcej, do nieomal nieznośnego poziomu. To malutkie, upchane poniekąd między wierszami elementy niesamowitości w realnym świecie, w połączeniu z niepewnością względem tego, który z przedstawianych tu wątków jest tym, cóż, prawdziwym, a który opowieścią w opowieści (wiem, brzmi to dziwnie) daje naprawdę niesamowity, w magiczny sposób przyciągający efekt, zaostrzający pragnienie poznania ciągu dalszego.
Percepcję, jak zwykle w przypadku tegoż autora, psuło mi tylko dziwnie bezpruderyjne podejście postaci do spraw seksu. No, ale taki to już jest ten Murakami...
Ocena 7/10
Śmierć Achillesa
Boris Akunin
Nadal stylowo i urzekająco, acz nieco mniej interesująco pod względem fabularnym, jak i stopnia komplikacji intrygi. Fandorin, powraca niejako w swej "pierwotnej" postaci brylującego towarzysko everymana, tym razem wzbogaconego o doświadczenia wyniesione z swych wojaży po Japonii. Pewne elementy owych nowych "doświadczeń" wypadają tu nadzwyczaj kuriozalnie, i pomimo mojego "patrzenia przez palce" na swoistą "pocztówkową" umowność w zakresie sposobu prowadzenia narracji, ciężko mi było pogodzić się z groteskowością wplecionych w powieść tychże japońskich motywów. Nawiasem mówiąc, zdecydowanie wolę tego wycofanego, nieco ponurego Fandorina, niż bywalca salonów w typie Jamesa Bonda.
Druga część książki, przedstawiająca origin antagonisty - miejscami tylko interesująca - to najbardziej nużący i jednocześnie najsłabszy element tej powieści. Natomiast samo rozwiązanie zagadek nazbyt oczywiste, co we wcześniejszych powieściach Akunina miejsca raczej nie miało.
To nadal kawałek solidnej, znakomicie się czytającej prozy, jakkolwiek tym razem pojawiło się kilka rys, które przeszkodziły mi w pełnym i bezkrytycznym jej chłonięciu.
Ocena: 5/10
Walet Pikowy
Boris Akunin
Ta część wydaje się być swego rodzaju odprężającym antraktem w "kronikach" dokonań Fandorina. Nie można w tym przypadku mówić o jakiejkolwiek intrydze kryminalnej - ot, Moskwę nawiedziła "szajka" słynnych, diablo chytrych oszustów i punktem wyjścia jest to, że... "trafiła kosa na kamień", bowiem po drugiej stronie znalazł się nie kto inny, jak równie przebiegły detektyw.
Cała fabuła sprowadza się więc do tego, kto kogo wykiwa - i powiem szczerze, mimo (a może z powodu?) tej pełnej rozluźnienia atmosfery, cholernie mi się podobało. Jest ciekawie, kolejne "heisty" Waleta Pikowego są naprawdę interesujące, a jego przepychanki z Fandorinem śledzi się z niemałym - mimo wszystko - napięciem.
Krótko: bardzo fajny, pełen humoru, relaksujący i zgrabnie sklecony odcinek przygód moskiewskiego Sherlocka Holmesa.
Ocena 6/10
Dekorator
Boris Akunin
Po odprężającym epizodzie, jakim był "Walet pikowy", nadeszła pora na mocne uderzenie. Tym razem przenikliwy moskiewski detektyw zmierzy się z nie byle kim, tylko z samym Kubą Rozpruwaczem na gościnnych "występach" w Moskwie.
Intryga w tej części jest, bodajże, najlepiej opracowaną z dotychczas przeze mnie czytanych książek z serii, jakkolwiek samo rozwiązanie wywołało spory niedosyt. Ponadto, po raz kolejny, Akunin nie darował sobie komplementarnego zakończenia, dając nam - raczej średnio interesujące, bo łatwe do przeniknięcia i bez tego - wyjaśnienie wszystkich "niedomówień" dwugłosem obu stron, Fandorina i Rozpruwacza. Było to, raz że zbędne, dwa - niepotrzebnie rozciągnięte na cały końcowy rozdział.
Jest też "Dekorator" najbrutalniejszą ze znanych mi powieści Akunina - zarówno pod względem opisów, które mocno kontrastują z gawędziarskim sposobem narracji, jak i sposobem poczynania sobie autora z bohaterami. Cóż, inhumacji lubianych bohaterów, w takim stylu, nie powstydziłby się sam George R. R. Martin...
Może wydając wielce pochlebną opinię o kolejnej książce Akunina wydam się nudny, ale cóż innego mogę powiedzieć? Świetna powieść - choć kulejąca, co nieco, w finale - ze skrzętnie opracowaną, pełną pełniących zasłonę dymną wskazówek, intrygą - po prostu jeszcze jeden wyśmienity kryminał rosyjskiego pisarza.
Ocena: 7/10
Kapuściński non-fiction
Artur Domosławski
Bardzo dobra, sprawnie spisana biografia, której autor nie boi się poruszać tematów delikatnych a nawet tych, które rzucają niezbyt przychylne światło na sylwetkę reportera - porusza się jednak w tych "ciemnych" rejonach z wielkim taktem i finezją, nie feruje jednoznacznych wyroków i często analizuje problem spod różnych kątów widzenia.
Najpiękniejsze w tej książce było dla mnie to, że po jej odłożeniu, miałem odczucie ukończenia długiej i pouczającej podróży, niejako obok człowieka, którego życie autor biografii tak znakomicie nakreślił - wraz z nim przeżywałem sukcesy i porażki, drobne lęki i strach przed rzeczami ostatecznymi. I mimo, iż z rozpoczęciem lektury opinia moja o Kapuścińskim daleka była od pozytywnej, to wraz z jej ukończeniem, nie potrafię uczynić nic innego, niż pochylić z szacunkiem głowę przed tym wielkim człowiekiem.
Ocena: 7/10
Bez skrupułów
Harlan Coben
Interesujący, acz nie porywający kryminał. Intryga o średnim stopniu komplikacji, rozwiązana raczej na skutek zbiegów okoliczności, niż przy szczególnym udziale intelektu Myrona Bolitara - ów natomiast to typ bohatera, jakiego zazwyczaj nie trawię, czyli wysportowany, przystojny - ale mniejsza z tym - cieszący się mirem wśród pracowników FBI (której to agencji, oczywiście, jest byłym pracownikiem), jak i półświatka przestępczego, ponadto doskonale włada bronią, zna wschodnie sztuki walki, a gdyby to nie wystarczyło, jego najlepszy przyjaciel jest pozbawionym skrupułów zawodowym mordercą. Napisałem, że postaci takich, jak Myron "zazwyczaj" nie cierpię, ale ten konkretny gość, to wyjątek od reguły - w jakiś przewrotny sposób go polubiłem (czy to z powodu jego świetnych one-linerów, czy może dlatego, że jednak ma pewną "skazę", która czyni go bardziej "ludzkim" - wciąż mieszka z rodzicami).
Tak, jak wspomniałem, kryminał to raczej cienki, jakkolwiek czyta się dość przyjemnie - książka ma swoje momenty, które sprawiają, że uśmiech pojawia się na twarzy (z powodu większości "odzywek" Myrona i Wina Lockwooda) a i zakończenie, mimo słabego plotu, stanowi niemałe zaskoczenie.
Zniechęcony początkiem serii, jednakowoż, nie jestem, przy czym mam nadzieję, że kolejne książki okażą się (dużo) lepsze.
Ocena: 5/10
Kiedy Bóg był królikiem
Sarah Winman
"Kiedy Bóg był królikiem" była by znakomitą powieścią obyczajową, gdyby wszystko nie było tu takie akuratne, skrojone na miarę. Każdy wątek poprowadzony jest tak, aby osiągnąć zamierzony efekt, mający wywołać określoną reakcję, wzruszyć, wprawić w nostalgię, zmusić do konkretnej refleksji. Generalnie nie ma w tym nic złego, ale nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że losy głównej bohaterki, jak i postaci, które odcisnęły piętno na jej życiu i jego w taki, a nie inny sposób postrzeganie, to motywy przerabiane już po wielokroć w literaturze, czy filmie. Motywy ograne, żeby nie użyć brzydkiego słowa: "klisze". Dorastanie, homoseksualizm, molestowanie w dzieciństwie, rozbite rodziny a na dokładkę radzenie sobie z chorobą i starzeniem się, oraz, cóż, samograj w postaci "11 września" - za dużo tych momentów "wzruszeń" - i, niestety, nie podziałało to na mnie zupełnie.
Stylistycznie interesująco, ale niczego, co wybijałoby się ponad "stany średnie" nie uświadczyłem. Szkoda, bo opis i opinie mocno mnie do tej powieści zachęciły...
Ocena: 5/10
Chłopaki w sofixach
Jakub Porada
Ta książka mogłaby być znakomitym wehikułem czasu, zabierającym w nostalgiczną podróż po latach osiemdziesiątych, gdyby autorowi starczyło mocy twórczej. Niestety, mimo pewnych elementów tak rozrzewniająco znajomych, opowieść o dorastaniu w PRL kipi wprost od banałów, truizmów i mądrości życiowej spod budki z piwem. Za dużo ogólników, za mało osobistych refleksji. Za dużo żartów z brodą, zbyt mały dystans autora do samego siebie (wychodzi na postać sofisty, który mimo, iż był w samym środku "zwierzyńca", to jednak zawsze trochę z boku, czy raczej powyżej).
Nie sprawdzają się też "Chłopaki...", jako leksykon dorastania w PRL, bowiem za dużo tu chaosu, jakby autor chciał upchnąć, jak najwięcej urosłych obecnie niemal do rangi symboli, elementów dnia powszedniego tamtej epoki - a poprzez natłok luźno powiązanych i pojawiających się w najmniej oczekiwanych momentach refleksji, kiedy pisarz - niejako - gubi wątek, skupiając się na zupełnie czymś innym niż mówił dosłownie kilka zdań wcześniej, książka ta pozbawiona jest przyswajalnej formy, zmienia się w mało angażujący słowotok, niezrozumiały momentami również dla mnie, który wiele tego, o czym autor wspomina, pamięta. A co tu dopiero mówić o czytelniku młodszym?
I jeszcze jedno, może mnie pamięć zawodzi, ale w wielu momentach miałem wrażenie, że Pan Porada pogubił się nieco w chronologii - niektóre z programów telewizyjnych, o których wspomina, pojawiały się nieco później niż w latach, o których pisze. No, ale może to wina tego "przeskakiwania" z tematu na temat, i to ja się pogubiłem, bo on miał na myśli jeszcze inny okres.
Na pochwałę zasługują końcowe rozdziały, kiedy autor odpuszcza sobie sztubacką stylistykę i sięga po nieco inne, niż podwórkowe mądrości, środki stylistyczne - powiem szczerze, w tych ostatnich rozdziałach naprawdę powiało nostalgią i bólem przemijania. I żal tylko, że cała książka nie została utrzymana w podobnym tonie...
Ocena: 6/10
Terror
Dan Simmons
Mimo niesamowitego, wciągającego i jednocześnie przytłaczającego klimatu tej opowieści, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że opisana historia zyskała by, gdyby autor poddał ją kilku radykalnym skrótom. Zachodzi to casus obu "Endymionów", gdzie też przez dużą część książki raczeni byliśmy nic nie wnoszącymi do fabuły, często podobnymi do siebie opisami - cóż, "Terror" też nuży, zwłaszcza w drugiej części powieści, gdzie, cóż, bohaterowi idą, idą i idą... Wiem, co autor chciał w ten sposób osiągnąć, ale na mnie to, niestety, nie podziałało, tak, jak sobie to umyślił.
Żeby nie było - to jest wciąż bardzo dobra powieść, o walce o przetrwanie, walce z nieustępliwą naturą, ludzkimi słabościami. Walce o zachowanie człowieczeństwa i opowieść o tym, jak cienka od zbydlęcenia oddziela nas granica. Klimat lodowej pustyni uchwycony w sposób perfekcyjny - sama historia jednakowoż rozczarowuje, pomimo doskonałego finału.
Ocena: 6/10
1Q84 - t. 1
Haruki Murakami
Murakami, to dla mnie sprawdzona "marka". W "1Q84" autor nieśpiesznie zarysowuje fabułę, niemal niczego wprost nie zdradzając i pozostawiając wiele, bardzo wiele naszym domysłom. Wnioski, które wyciągamy przyprawiają o niepokojący dreszczyk, a masa niedomówień, z którymi pozostajemy pod koniec tomu pierwszego zwiększa apetyt na więcej, do nieomal nieznośnego poziomu. To malutkie, upchane poniekąd między wierszami elementy niesamowitości w realnym świecie, w połączeniu z niepewnością względem tego, który z przedstawianych tu wątków jest tym, cóż, prawdziwym, a który opowieścią w opowieści (wiem, brzmi to dziwnie) daje naprawdę niesamowity, w magiczny sposób przyciągający efekt, zaostrzający pragnienie poznania ciągu dalszego.
Percepcję, jak zwykle w przypadku tegoż autora, psuło mi tylko dziwnie bezpruderyjne podejście postaci do spraw seksu. No, ale taki to już jest ten Murakami...
Ocena 7/10
Śmierć Achillesa
Boris Akunin
Nadal stylowo i urzekająco, acz nieco mniej interesująco pod względem fabularnym, jak i stopnia komplikacji intrygi. Fandorin, powraca niejako w swej "pierwotnej" postaci brylującego towarzysko everymana, tym razem wzbogaconego o doświadczenia wyniesione z swych wojaży po Japonii. Pewne elementy owych nowych "doświadczeń" wypadają tu nadzwyczaj kuriozalnie, i pomimo mojego "patrzenia przez palce" na swoistą "pocztówkową" umowność w zakresie sposobu prowadzenia narracji, ciężko mi było pogodzić się z groteskowością wplecionych w powieść tychże japońskich motywów. Nawiasem mówiąc, zdecydowanie wolę tego wycofanego, nieco ponurego Fandorina, niż bywalca salonów w typie Jamesa Bonda.
Druga część książki, przedstawiająca origin antagonisty - miejscami tylko interesująca - to najbardziej nużący i jednocześnie najsłabszy element tej powieści. Natomiast samo rozwiązanie zagadek nazbyt oczywiste, co we wcześniejszych powieściach Akunina miejsca raczej nie miało.
To nadal kawałek solidnej, znakomicie się czytającej prozy, jakkolwiek tym razem pojawiło się kilka rys, które przeszkodziły mi w pełnym i bezkrytycznym jej chłonięciu.
Ocena: 5/10
Walet Pikowy
Boris Akunin
Ta część wydaje się być swego rodzaju odprężającym antraktem w "kronikach" dokonań Fandorina. Nie można w tym przypadku mówić o jakiejkolwiek intrydze kryminalnej - ot, Moskwę nawiedziła "szajka" słynnych, diablo chytrych oszustów i punktem wyjścia jest to, że... "trafiła kosa na kamień", bowiem po drugiej stronie znalazł się nie kto inny, jak równie przebiegły detektyw.
Cała fabuła sprowadza się więc do tego, kto kogo wykiwa - i powiem szczerze, mimo (a może z powodu?) tej pełnej rozluźnienia atmosfery, cholernie mi się podobało. Jest ciekawie, kolejne "heisty" Waleta Pikowego są naprawdę interesujące, a jego przepychanki z Fandorinem śledzi się z niemałym - mimo wszystko - napięciem.
Krótko: bardzo fajny, pełen humoru, relaksujący i zgrabnie sklecony odcinek przygód moskiewskiego Sherlocka Holmesa.
Ocena 6/10
Dekorator
Boris Akunin
Po odprężającym epizodzie, jakim był "Walet pikowy", nadeszła pora na mocne uderzenie. Tym razem przenikliwy moskiewski detektyw zmierzy się z nie byle kim, tylko z samym Kubą Rozpruwaczem na gościnnych "występach" w Moskwie.
Intryga w tej części jest, bodajże, najlepiej opracowaną z dotychczas przeze mnie czytanych książek z serii, jakkolwiek samo rozwiązanie wywołało spory niedosyt. Ponadto, po raz kolejny, Akunin nie darował sobie komplementarnego zakończenia, dając nam - raczej średnio interesujące, bo łatwe do przeniknięcia i bez tego - wyjaśnienie wszystkich "niedomówień" dwugłosem obu stron, Fandorina i Rozpruwacza. Było to, raz że zbędne, dwa - niepotrzebnie rozciągnięte na cały końcowy rozdział.
Jest też "Dekorator" najbrutalniejszą ze znanych mi powieści Akunina - zarówno pod względem opisów, które mocno kontrastują z gawędziarskim sposobem narracji, jak i sposobem poczynania sobie autora z bohaterami. Cóż, inhumacji lubianych bohaterów, w takim stylu, nie powstydziłby się sam George R. R. Martin...
Może wydając wielce pochlebną opinię o kolejnej książce Akunina wydam się nudny, ale cóż innego mogę powiedzieć? Świetna powieść - choć kulejąca, co nieco, w finale - ze skrzętnie opracowaną, pełną pełniących zasłonę dymną wskazówek, intrygą - po prostu jeszcze jeden wyśmienity kryminał rosyjskiego pisarza.
Ocena: 7/10
Kapuściński non-fiction
Artur Domosławski
Bardzo dobra, sprawnie spisana biografia, której autor nie boi się poruszać tematów delikatnych a nawet tych, które rzucają niezbyt przychylne światło na sylwetkę reportera - porusza się jednak w tych "ciemnych" rejonach z wielkim taktem i finezją, nie feruje jednoznacznych wyroków i często analizuje problem spod różnych kątów widzenia.
Najpiękniejsze w tej książce było dla mnie to, że po jej odłożeniu, miałem odczucie ukończenia długiej i pouczającej podróży, niejako obok człowieka, którego życie autor biografii tak znakomicie nakreślił - wraz z nim przeżywałem sukcesy i porażki, drobne lęki i strach przed rzeczami ostatecznymi. I mimo, iż z rozpoczęciem lektury opinia moja o Kapuścińskim daleka była od pozytywnej, to wraz z jej ukończeniem, nie potrafię uczynić nic innego, niż pochylić z szacunkiem głowę przed tym wielkim człowiekiem.
Ocena: 7/10
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
03-07-2012, 00:04





