Children of Huang Shi, kolejny film dotykający konfliktu Japonia-Chiny z lat 30. Tym razem jest to historia George'a Hogg'a i sześćdziesięciu sierot, którzy zostali zmuszeni do ucieczki by ocalić swe życia. Podróż do "ziemi obiecanej" jest długa, męcząca i groźna (w zamyśle, bo wcale tego nie widać), sam Hogg to jakiś dziennikarzyna który chce zrobić reportaż o Nanjing, ale zostaje ranny i cudem nie traci życia, aż wreszcie trafia do sierocińca i tam przechodzi niezbyt wiarygodną przemianę, pomagając dzieciom, naprawiając co się da, budując boisko do koszykówki i ucząc angielskiego. W sumie to wszystko. Prosty film, który nie wykorzystuje potencjału.
Tym większa szkoda, bo to film dotyczący wojny - jest więc rozmach jakiego nie uświadczy się w polskim kinie. Miasta to kupy gruzów, dziesiątki statystów biegają tu i tam z karabinami i się strzelają, po niebie śmigają samoloty, bardzo często coś wybucha, miasteczka są zatłoczone i pełne chaosu, no po prostu urok Chin z lat 30. Trochę to wszystko opada, kiedy akcja przenosi się na prowincję, do sierocińca i dalej na pustkowia, ale i tak jest w miarę dobrze, bo kraj to ładny i jest na czym zawiesić oko. Treściowo nie jest jednak zbyt dobrze, o czym już mówiłem.
Michelle Yeoh Chow Yun-Fat oraz Radha Mitchell nie grają co prawda głównej roli, jednak bardzo miło się na nich patrzy i chyba są najlepszym punktem całego filmu, bo rolę główną gra Jonathan Rhys-Meyers i niezbyt dobrze się wywiązuje. Jest bo jest, ciężko mi się do niego przekonać, niczym szczególnie się nie wyróżnia. Zwłaszcza, że cały film jest raczej zbiorem scen, niż jedną, spójną całością. Mógł to być naprawdę dobry materiał, a jest ledwo poprawny.
Tym większa szkoda, bo to film dotyczący wojny - jest więc rozmach jakiego nie uświadczy się w polskim kinie. Miasta to kupy gruzów, dziesiątki statystów biegają tu i tam z karabinami i się strzelają, po niebie śmigają samoloty, bardzo często coś wybucha, miasteczka są zatłoczone i pełne chaosu, no po prostu urok Chin z lat 30. Trochę to wszystko opada, kiedy akcja przenosi się na prowincję, do sierocińca i dalej na pustkowia, ale i tak jest w miarę dobrze, bo kraj to ładny i jest na czym zawiesić oko. Treściowo nie jest jednak zbyt dobrze, o czym już mówiłem.
Michelle Yeoh Chow Yun-Fat oraz Radha Mitchell nie grają co prawda głównej roli, jednak bardzo miło się na nich patrzy i chyba są najlepszym punktem całego filmu, bo rolę główną gra Jonathan Rhys-Meyers i niezbyt dobrze się wywiązuje. Jest bo jest, ciężko mi się do niego przekonać, niczym szczególnie się nie wyróżnia. Zwłaszcza, że cały film jest raczej zbiorem scen, niż jedną, spójną całością. Mógł to być naprawdę dobry materiał, a jest ledwo poprawny.
21-07-2012, 12:23





