Sięgnąłem z ciekawości po "Atlas chmur".
Obawiałem się, że będzie to coś kiczowatego i pełnego "mądrości" jak książki mistrza Coelho, ale jednak autor nie serwuje tak nachalnie żadnych prawd objawionych. W sumie książka jest pod tym względem tak subtelna (albo nijaka), że ja nie widzę tu nic, co mogłoby być podstawą dla filmu w stylu "Drzewa życia", w którym autorzy starają się objąć cały sens ludzkiej egzystencji. Jak dla mnie to mieszanka zwykłej powieści przygodowej, science fiction i czegoś jeszcze. Aspiracje niby są, ale dla mnie wrzucenie do fabuły wątku reinkarnacji nie czyni z książki jakiegoś objawionego traktatu.
Mamy tu kilka opowiadań, które łączą się ze sobą małymi punktami stycznymi (ktoś np. przeczytał dziennik opisujący fabułę wcześniejszego opowiadania). Jest to chyba bezsensowny zabieg, bo akcja poszczególnych historii nie wpływa na siebie nawzajem, a bohaterowie nie są w żadnej relacji. Wygląda to na udziwnienie, które ma sztucznie wprowadzić głębię do książki.
Nie wiem co myśleć o formie. Każde opowiadanie jest pisane innym stylem, a ich umiejscowienie w książce także jest oryginalne - historie są podzielone na połowy; najpierw dostajemy początki, a po dotarciu do środka powieści, zaczynamy czytać zakończenia i to w takiej kolejności, że finał "Atlasu chmur" to koniec pierwszego opowiadania. Wszystko to jest na pewno efektowne, ale mam wrażenie, że jałowe. I nie wiem co powieść (prócz tej efektowności) na tym zabiegu zyskała. A straciła na pewno harmonię i spójność.
Jednak gdybym miał oceniać "Atlas chmur" jako antologię opowiadań, to nie byłoby tak źle. Niektóre (jak antyutopijna historia Sonmi) są naprawdę świetne. Po prostu nie łączą się one w satysfakcjonującą całość.
Gdyby nie fakt, że "Atlas chmur" to światowy bestseller, pomyślałbym w pokorze, że pewnie nie zrozumiałem dzieła Davida Mitchella. Ale po prostu zbyt wiele się spodziewałem i źle podszedłem do książki, mając w głowie
Edit:
Muszę jeszcze przejechać się po zakończeniu.
Liczyłem na ciekawą puentę, która połączy wszystkie opowiadania i pozwoli spojrzeć na "Atlas chmur" z nowej perspektywy. Ale książka nie ma prawdziwego zakończenia - jest jedynie finał pierwszego opowiadania.
Obawiałem się, że będzie to coś kiczowatego i pełnego "mądrości" jak książki mistrza Coelho, ale jednak autor nie serwuje tak nachalnie żadnych prawd objawionych. W sumie książka jest pod tym względem tak subtelna (albo nijaka), że ja nie widzę tu nic, co mogłoby być podstawą dla filmu w stylu "Drzewa życia", w którym autorzy starają się objąć cały sens ludzkiej egzystencji. Jak dla mnie to mieszanka zwykłej powieści przygodowej, science fiction i czegoś jeszcze. Aspiracje niby są, ale dla mnie wrzucenie do fabuły wątku reinkarnacji nie czyni z książki jakiegoś objawionego traktatu.
Mamy tu kilka opowiadań, które łączą się ze sobą małymi punktami stycznymi (ktoś np. przeczytał dziennik opisujący fabułę wcześniejszego opowiadania). Jest to chyba bezsensowny zabieg, bo akcja poszczególnych historii nie wpływa na siebie nawzajem, a bohaterowie nie są w żadnej relacji. Wygląda to na udziwnienie, które ma sztucznie wprowadzić głębię do książki.
Nie wiem co myśleć o formie. Każde opowiadanie jest pisane innym stylem, a ich umiejscowienie w książce także jest oryginalne - historie są podzielone na połowy; najpierw dostajemy początki, a po dotarciu do środka powieści, zaczynamy czytać zakończenia i to w takiej kolejności, że finał "Atlasu chmur" to koniec pierwszego opowiadania. Wszystko to jest na pewno efektowne, ale mam wrażenie, że jałowe. I nie wiem co powieść (prócz tej efektowności) na tym zabiegu zyskała. A straciła na pewno harmonię i spójność.
Jednak gdybym miał oceniać "Atlas chmur" jako antologię opowiadań, to nie byłoby tak źle. Niektóre (jak antyutopijna historia Sonmi) są naprawdę świetne. Po prostu nie łączą się one w satysfakcjonującą całość.
Gdyby nie fakt, że "Atlas chmur" to światowy bestseller, pomyślałbym w pokorze, że pewnie nie zrozumiałem dzieła Davida Mitchella. Ale po prostu zbyt wiele się spodziewałem i źle podszedłem do książki, mając w głowie
Cytat:coś na kształt „Drzewa życia” Malicka, pomieszanego ze „Źródłem” Aronofskiego:)
Edit:
Muszę jeszcze przejechać się po zakończeniu.
Liczyłem na ciekawą puentę, która połączy wszystkie opowiadania i pozwoli spojrzeć na "Atlas chmur" z nowej perspektywy. Ale książka nie ma prawdziwego zakończenia - jest jedynie finał pierwszego opowiadania.
07-10-2012, 23:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-10-2012, 00:09 przez patyczak.)





