Obejrzałem. Nie bolało. I to mnie zawsze w takich filmach wkurza, bo są kiepskie już z definicji, ale dobrze się je ogląda. Wolę takie, przy których ledwo da się wysiedzieć do końca, bo wtedy przynajmniej wiadomo, że to prawdziwy gniot :)
W zasadzie nie wiem co miałbym napisać. Aktorstwo? Nie istnieje, ale Farrella dobrze się ogląda i udało mu się pociągnąć film, za co szacunek, bo o jego postaci nie da się powiedzieć dokładnie nic. To samo dotyczy reszty bohaterów, na czele z Kate Beckinsale, która jest tak przerysowana i cool suczowata, że... nawet mi się w tej, ekhm, roli podobała.
Na plus muszę uznać scenografię i niektóre designy. To, że wszystkie poduszkowce wyglądają tak samo to jakieś nieporozumienie, a roboty są tak banalne, że bardziej się już nie da, ale podobała mi się architektura, zwłaszcza dzielnicy w której mieszkał Farrell. Panoramy miasta też niczego sobie, było w tym wszystkim trochę świeżości. Nie rozumiem tylko dlaczego to futurystyczne UK i Australia wyglądają dokładnie tak samo?
W ogóle całe tło fabularne (a później, jak się okazuje, fabuła) tego filmu to jakieś kuriozum. Nienawidzę, gdy film zaczyna się od informacji tekstowych wprowadzających w sytuację świata filmu, bo nigdy nie wynika z tego nic dobrego. Tutaj jest mowa o jakiejś wojnie biologicznej, przez którą zostały tylko dwa obszary - UK i Australia. Eeee... ale dlaczego tylko te dwa? No tak, bo potrzebowali takich miejsc, które można by połączyć w linii prostej windą przez jądro ziemi :P No dobra, ale jest mowa o tym, że najcenniejszym surowcem stała się przestrzeń, co wyjaśnia takie zatłoczenie i unoszące się w powietrzu struktury mieszkalne. Znowu, no dobra, ale skąd to ograniczenie przestrzeni? Ano ze skażenia reszty świata, która ma postapokaliptyczny krajobraz i żółto-brązową kolorystykę. Aha, ale zaraz, dlaczego UK i Australia nie są skażone? Co je oddziela od reszty świata, że panują tam całkiem inne warunki, powietrze jest nie skażone, a na niebie świeci słońce? Najwyraźniej umożliwia to jakaś technologia, ale jaka? Co to? Jak to wygląda? Nie dowiemy się, bo jak zwykle trzeba uwierzyć na słowo tekstowi z początku filmu.
Wizualnie jest dobrze, efekty specjalne na poziomie, tylko te nieszczęsne flary! Większość wygląda niestety jak dodana w postprodukcji i trudno tu mówić o doznaniach estetycznych na poziomie Star Treka czy Super 8.
Zakończenie sugeruje - i nie, nie ukryję tego w spoilerze, bo to tak banalne i oczywiste, że głowa boli - że to wszystko dzieje się w głowie głównego bohatera, jest efektem wizyty w Rekall. Skoro tak, to tym bardziej rodzi się pytanie: po co ten film powstał?
W zasadzie nie wiem co miałbym napisać. Aktorstwo? Nie istnieje, ale Farrella dobrze się ogląda i udało mu się pociągnąć film, za co szacunek, bo o jego postaci nie da się powiedzieć dokładnie nic. To samo dotyczy reszty bohaterów, na czele z Kate Beckinsale, która jest tak przerysowana i cool suczowata, że... nawet mi się w tej, ekhm, roli podobała.
Na plus muszę uznać scenografię i niektóre designy. To, że wszystkie poduszkowce wyglądają tak samo to jakieś nieporozumienie, a roboty są tak banalne, że bardziej się już nie da, ale podobała mi się architektura, zwłaszcza dzielnicy w której mieszkał Farrell. Panoramy miasta też niczego sobie, było w tym wszystkim trochę świeżości. Nie rozumiem tylko dlaczego to futurystyczne UK i Australia wyglądają dokładnie tak samo?
W ogóle całe tło fabularne (a później, jak się okazuje, fabuła) tego filmu to jakieś kuriozum. Nienawidzę, gdy film zaczyna się od informacji tekstowych wprowadzających w sytuację świata filmu, bo nigdy nie wynika z tego nic dobrego. Tutaj jest mowa o jakiejś wojnie biologicznej, przez którą zostały tylko dwa obszary - UK i Australia. Eeee... ale dlaczego tylko te dwa? No tak, bo potrzebowali takich miejsc, które można by połączyć w linii prostej windą przez jądro ziemi :P No dobra, ale jest mowa o tym, że najcenniejszym surowcem stała się przestrzeń, co wyjaśnia takie zatłoczenie i unoszące się w powietrzu struktury mieszkalne. Znowu, no dobra, ale skąd to ograniczenie przestrzeni? Ano ze skażenia reszty świata, która ma postapokaliptyczny krajobraz i żółto-brązową kolorystykę. Aha, ale zaraz, dlaczego UK i Australia nie są skażone? Co je oddziela od reszty świata, że panują tam całkiem inne warunki, powietrze jest nie skażone, a na niebie świeci słońce? Najwyraźniej umożliwia to jakaś technologia, ale jaka? Co to? Jak to wygląda? Nie dowiemy się, bo jak zwykle trzeba uwierzyć na słowo tekstowi z początku filmu.
Wizualnie jest dobrze, efekty specjalne na poziomie, tylko te nieszczęsne flary! Większość wygląda niestety jak dodana w postprodukcji i trudno tu mówić o doznaniach estetycznych na poziomie Star Treka czy Super 8.
Zakończenie sugeruje - i nie, nie ukryję tego w spoilerze, bo to tak banalne i oczywiste, że głowa boli - że to wszystko dzieje się w głowie głównego bohatera, jest efektem wizyty w Rekall. Skoro tak, to tym bardziej rodzi się pytanie: po co ten film powstał?
19-11-2012, 14:49





