Też tak macie, że jak czytacie o kolejnych bestsellerach, to dostajecie nieziemskiej kurwicy? Pierwszy raz słyszę o tej powieści, więc poszukałem trochę informacji i jedną z nich była liczba sprzedanych egzemplarzy - 65 milionów - to tak jakby każdy Francuz albo każdy Brytyjczyk miał tę książkę u siebie na półce. Następnie doczytałem, że majątek pisarki szacowany jest na 15-20 mln $.
A potem posłuchałem sobie fragmentu, ściągnąłem pdf i przeczytałem kawałek i po prostu piana mi się na pysku zbiera. Nie dość, że tragicznie napisane, to jednocześnie przeraźliwie denne. Naprawdę ciężko mi zrozumieć to wszechobecne umiłowanie tandety. I chociaż wiem, że tak jest ze wszystkim - chociażby z filmami - to w przypadku książek wszelkie sukcesy kasowe gówien wpieniają mnie znacznie bardziej. Nie wiem z czego to wynika, może z tego, że ludzie praktycznie nie czytają książek, a mimo tego, co kilka lat jest eksplozja czytelnictwa jednego konkretnego hitu, który chociaż ssie pałę pozwala zarobić grafomanom dziesiątki lub setki milionów dolarów.
I o ile np. sukces takiego Kinga (również oskarżanego o grafomaństwo) jest dla mnie zrozumiały, bo nasrał miliard powieści i zbiorów opowiadań przez prawie 40 lat i jest bardziej rzemieślnikiem ciosającym te swoje historie według notorycznie powielanych motywów, to nie potrafię ogarnąć tych wszystkich jednorazowych wyskoków pisarskich rozciąganych na trylogie, tetralogie i chujwieilologie. Kurwa, od czego to zależy, że jakaś mormonka napisze godną pożałowania historię o romansujących wampirach (nie tworząc przy tym żadnego specjalnie oryginalnego uniwersum, ani ciekawych postaci) i dobije do co najmniej 120 milionów egzemplarzy. Tym czasem ktoś inny napisze właściwie identyczną poziomem powieść a przeczyta ją jego mama, tata i znajomi z pracy.
Ta z kolei wykorzystuje tanią pikanterię, tworzy literaturę porno i sprzedaje tyle egzemplarzy, że można nimi obdarować wszystkich obywateli paru europejskich krajów. Tymczasem połowa z tych obywateli ma w szufladach swoje teksty, lepsze, tylko kuźwa nie o wampirach i bez palców w dupie, więc co najwyżej mogą je wydać za dopłatą z własnej kieszeni oraz niemal stuprocentową pewnością, że inwestycja ta się nie zwróci. Aż się prosi, żeby napisać jakieś tanie gówno pod publikę o gwałcie na feministce przez żydowskiego Antychrysta homoseksualistę. Bestseller murowany.
A potem posłuchałem sobie fragmentu, ściągnąłem pdf i przeczytałem kawałek i po prostu piana mi się na pysku zbiera. Nie dość, że tragicznie napisane, to jednocześnie przeraźliwie denne. Naprawdę ciężko mi zrozumieć to wszechobecne umiłowanie tandety. I chociaż wiem, że tak jest ze wszystkim - chociażby z filmami - to w przypadku książek wszelkie sukcesy kasowe gówien wpieniają mnie znacznie bardziej. Nie wiem z czego to wynika, może z tego, że ludzie praktycznie nie czytają książek, a mimo tego, co kilka lat jest eksplozja czytelnictwa jednego konkretnego hitu, który chociaż ssie pałę pozwala zarobić grafomanom dziesiątki lub setki milionów dolarów.
I o ile np. sukces takiego Kinga (również oskarżanego o grafomaństwo) jest dla mnie zrozumiały, bo nasrał miliard powieści i zbiorów opowiadań przez prawie 40 lat i jest bardziej rzemieślnikiem ciosającym te swoje historie według notorycznie powielanych motywów, to nie potrafię ogarnąć tych wszystkich jednorazowych wyskoków pisarskich rozciąganych na trylogie, tetralogie i chujwieilologie. Kurwa, od czego to zależy, że jakaś mormonka napisze godną pożałowania historię o romansujących wampirach (nie tworząc przy tym żadnego specjalnie oryginalnego uniwersum, ani ciekawych postaci) i dobije do co najmniej 120 milionów egzemplarzy. Tym czasem ktoś inny napisze właściwie identyczną poziomem powieść a przeczyta ją jego mama, tata i znajomi z pracy.
Ta z kolei wykorzystuje tanią pikanterię, tworzy literaturę porno i sprzedaje tyle egzemplarzy, że można nimi obdarować wszystkich obywateli paru europejskich krajów. Tymczasem połowa z tych obywateli ma w szufladach swoje teksty, lepsze, tylko kuźwa nie o wampirach i bez palców w dupie, więc co najwyżej mogą je wydać za dopłatą z własnej kieszeni oraz niemal stuprocentową pewnością, że inwestycja ta się nie zwróci. Aż się prosi, żeby napisać jakieś tanie gówno pod publikę o gwałcie na feministce przez żydowskiego Antychrysta homoseksualistę. Bestseller murowany.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
10-01-2013, 04:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2013, 15:37 przez Persona non grata.)






