Do Mierzwiaka: z tym popiołem to masz rację - w ogole cały film jest bardzo konceptualny.
wracając do mojej propozycji :) ja widzę to tak: na tle sino-czerwonego nieba odcinają się kontury statku. otwiera się klapa umieszczona pod kadłubem i z wnętrza pojazdu wysypuje się kawalkada odpadków, która następnie ląduje na powierzchni planety na jakimś upiornym złomowisku. pojazd zatacza kółko i znika w chmurach.
schodzimy na ziemię - widać śmietnisko, pokryte siecią fabryk i kompleksów przerabiających złom na jakies tam surowce. w kompleksach fabrycznych pracują maszyny przystosowane do tego typu roboty (a zatem pojazdy, buldożery, autoboty właśnie). Na skutek nieporozumień w społeczności maszyn, tworzą się dwie frakcje. W pewnym momencie dochodzi do buntu - walka toczy się o władzę, o to, kto pracuje, a kto pracę dawkuje. Na czele jednej frakcji staje Optimus - na czele drugiej Megatron. Pierwszy został wytypowany głosem ogółu. Drugi - sięgnąłby po władzę przemocą. Wszystko po to, żeby już na starcie odseparować od siebie "dobrych" i "złych" (bardzo chciałbym, aby historia miała klasyczne korzenie; wówczas ewentualny wstrząs w zakończeniu byłby murowany).
Nowe jednostki powstawałby w fabrykach rękami robotów z elementów zużytej maszynerii, zalegającej na wielkich polach (widzę te scenę przed oczami: w strugach kwaśnego deszczu roboty przeczesują rozległe śmietnisko w poszukiwaniu części do swoich projektów).
aby całość zyskała tragicznego wydźwięku :) roboty podlegałby procesowi "starzenia się". tak chciałbym poprowadzić intrygę, żeby na końcu stanęli naprzeciw siebie dwaj "umierający" przeciwnicy i stoczyli patetyczny ostatni bój, rozstrzygający o wszystkim. jak powiedziałem, overture z "Kingdom ofHeaven" byłaby idealnym akompaniamentem dla końcowego pojedynku.
nie wiem, co o tym sądzicie, ale według mnie takie postawienie kwestii maszyn byłoby w kinie czymś najzupełniej świeżym. literatura sci-fi dostarcza wielu znamienitych przykładów, wystarczyłoby stosownie "uszczegółowić" tę opowieść i mamy naprawdę fajną historię - brudną, mroczną, samowystarczalną, bez ratowania ludzkości i amerykańskiego heroizmu.
aha, jeszcze coś tytułem wyjaśnienia:
akcja toczyłaby się wyłącznie na złomowisku (pokrywającym całą powierzchnie planety). niesprzyjające warunki pogodowe, spore wahania temperatur etc. nie wiadomo, kto dostarcza śmieci, kto umieścił na tej planecie maszyny do ich obróbki i segregacji. planeta stanowiłaby jeden z wielu punktów rozsianych we wszechświecie, do którego zwoziłoby się odpadki i toksyczne motywy.
kurde. przypomnijcie sobie początek A3 i te dźwigi porastające zbocze. To jest To.
wracając do mojej propozycji :) ja widzę to tak: na tle sino-czerwonego nieba odcinają się kontury statku. otwiera się klapa umieszczona pod kadłubem i z wnętrza pojazdu wysypuje się kawalkada odpadków, która następnie ląduje na powierzchni planety na jakimś upiornym złomowisku. pojazd zatacza kółko i znika w chmurach.
schodzimy na ziemię - widać śmietnisko, pokryte siecią fabryk i kompleksów przerabiających złom na jakies tam surowce. w kompleksach fabrycznych pracują maszyny przystosowane do tego typu roboty (a zatem pojazdy, buldożery, autoboty właśnie). Na skutek nieporozumień w społeczności maszyn, tworzą się dwie frakcje. W pewnym momencie dochodzi do buntu - walka toczy się o władzę, o to, kto pracuje, a kto pracę dawkuje. Na czele jednej frakcji staje Optimus - na czele drugiej Megatron. Pierwszy został wytypowany głosem ogółu. Drugi - sięgnąłby po władzę przemocą. Wszystko po to, żeby już na starcie odseparować od siebie "dobrych" i "złych" (bardzo chciałbym, aby historia miała klasyczne korzenie; wówczas ewentualny wstrząs w zakończeniu byłby murowany).
Nowe jednostki powstawałby w fabrykach rękami robotów z elementów zużytej maszynerii, zalegającej na wielkich polach (widzę te scenę przed oczami: w strugach kwaśnego deszczu roboty przeczesują rozległe śmietnisko w poszukiwaniu części do swoich projektów).
aby całość zyskała tragicznego wydźwięku :) roboty podlegałby procesowi "starzenia się". tak chciałbym poprowadzić intrygę, żeby na końcu stanęli naprzeciw siebie dwaj "umierający" przeciwnicy i stoczyli patetyczny ostatni bój, rozstrzygający o wszystkim. jak powiedziałem, overture z "Kingdom ofHeaven" byłaby idealnym akompaniamentem dla końcowego pojedynku.
nie wiem, co o tym sądzicie, ale według mnie takie postawienie kwestii maszyn byłoby w kinie czymś najzupełniej świeżym. literatura sci-fi dostarcza wielu znamienitych przykładów, wystarczyłoby stosownie "uszczegółowić" tę opowieść i mamy naprawdę fajną historię - brudną, mroczną, samowystarczalną, bez ratowania ludzkości i amerykańskiego heroizmu.
aha, jeszcze coś tytułem wyjaśnienia:
akcja toczyłaby się wyłącznie na złomowisku (pokrywającym całą powierzchnie planety). niesprzyjające warunki pogodowe, spore wahania temperatur etc. nie wiadomo, kto dostarcza śmieci, kto umieścił na tej planecie maszyny do ich obróbki i segregacji. planeta stanowiłaby jeden z wielu punktów rozsianych we wszechświecie, do którego zwoziłoby się odpadki i toksyczne motywy.
kurde. przypomnijcie sobie początek A3 i te dźwigi porastające zbocze. To jest To.
29-03-2007, 13:49






