Nie chce się tu za dużo rozpisywac, bo nie będę mógł się wdać w dyskusję, bo prawdopodobnie jutro wyjeżdżam. Ale niech będzie, pokrótce w sumie to, co już wcześniej wspominałem:
Uważam, że film grzęźnie w realizmie pozostając dość bezpłciowym. Brakuje mu scen czy dialogów wartych zapamiętania. Rozmowy są naturalistyczne, czasem zabawne, ale nie dość charakterystyczne by bym chciał do nich wracać i wracać. Nie ma absolutnie żadnej sceny, którą potrzebowałbym zobaczyć ponownie albo która wzbudziła moje emocje w stylu zostawienia mnie z "wow" tkwiącym w gardle.
To samo tyczy się głównego bohatera. To everyman, który niby ma jakieś tam życie, ale mógłby być każdym i nie robi większego wrażenia. Topie brakuje charyzmy i magnetyzmu by przyciągnąć do ekranu, a jego postaci jaj i czegoś interesującego, co sprawiłoby, że chcę go oglądać. To nie jest postać jednowymiarowa w żadnym razie, ale to nie znaczy, że interesująca. Tym wyraźniejsze jest to, gdy obok jest dwóch tak przykuwających do ekranu aktorów, jak Jakubik i Lubos. Choć obaj grają karykatury to wolałbym oglądać ich niż realistycznego Króla.
A propos bohaterów Arkadiusza Jakubika i Eryka Lubosa oraz motywów z filmu. Moralność i nauczki w filmie są tak tanie i przewidywalne, że aż zgrzytałem zębami. Ksiądz? No to dupczy. Polityk? To pijak i kłamca. Rozpustny seksoholik? Agresywny buldożer rasista oczekujący z ekscytacją dziecka? CIEKAWE JAK SKOŃCZĄ. Taniocha okropna. Kontrast jest zbyt jaskrawy i łopatologiczny by mnie rozbawił, zamiast przyprawić o fejspalm.
W sumie to mniej więcej tyle. Coś tam może więcej w UF jest. Ogolnie bawiłem się dobrze, bo to dobre kino, ale jakby to był film amerykański nie myślałbym o nim dłużej. Ot, dobre kino, ale spływa.
Uważam, że film grzęźnie w realizmie pozostając dość bezpłciowym. Brakuje mu scen czy dialogów wartych zapamiętania. Rozmowy są naturalistyczne, czasem zabawne, ale nie dość charakterystyczne by bym chciał do nich wracać i wracać. Nie ma absolutnie żadnej sceny, którą potrzebowałbym zobaczyć ponownie albo która wzbudziła moje emocje w stylu zostawienia mnie z "wow" tkwiącym w gardle.
To samo tyczy się głównego bohatera. To everyman, który niby ma jakieś tam życie, ale mógłby być każdym i nie robi większego wrażenia. Topie brakuje charyzmy i magnetyzmu by przyciągnąć do ekranu, a jego postaci jaj i czegoś interesującego, co sprawiłoby, że chcę go oglądać. To nie jest postać jednowymiarowa w żadnym razie, ale to nie znaczy, że interesująca. Tym wyraźniejsze jest to, gdy obok jest dwóch tak przykuwających do ekranu aktorów, jak Jakubik i Lubos. Choć obaj grają karykatury to wolałbym oglądać ich niż realistycznego Króla.
A propos bohaterów Arkadiusza Jakubika i Eryka Lubosa oraz motywów z filmu. Moralność i nauczki w filmie są tak tanie i przewidywalne, że aż zgrzytałem zębami. Ksiądz? No to dupczy. Polityk? To pijak i kłamca. Rozpustny seksoholik? Agresywny buldożer rasista oczekujący z ekscytacją dziecka? CIEKAWE JAK SKOŃCZĄ. Taniocha okropna. Kontrast jest zbyt jaskrawy i łopatologiczny by mnie rozbawił, zamiast przyprawić o fejspalm.
W sumie to mniej więcej tyle. Coś tam może więcej w UF jest. Ogolnie bawiłem się dobrze, bo to dobre kino, ale jakby to był film amerykański nie myślałbym o nim dłużej. Ot, dobre kino, ale spływa.
11-02-2013, 01:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-02-2013, 01:13 przez Gal Anonim.)





