Bójka z kolesiami z baru była zajebista, jedna z najlepszych scen filmu. Ale nie ważne czy jego przeciwnicy to rednecki, a sam Reacher to były żołnierz, członek żandarmerii, operator SAS, czy jebaka z Mosadu. W filmie jest on prawdziwą Alphą i Omegą. Przypomnij sobie końcówkę, czarnego detektywa, który chowa się za nieznośną Rosamund Pike i sposób w jaki Reacher go załatwił w ciągu niecałej sekundy. To tyle względem jego "przyziemnych" umiejętności.
Już pomijając porównanie do Bonda - nie mam absolutnie nic przeciwko ideii przerysowanego, większego niż życie twardziela, który jest tak zajebisty, że może sobie ostrzyć nóż na własnym zaroście. Ale to trzeba jakoś fajnie wykorzystać. Może wrzucić w ramy jakieś konwencji. W JR wszystko było jakieś takie meh i rozklekotane, a ta postać się tam marnowała. Ten film się stara za co plus, ma świetne momenty, a ogólny pomysł ma spory potencjał, jednak całość częściej pudłuje niż trafia imho. Tyle ode mnie. Lece na powtórkę "Collateral", żeby utwierdzić się w przekonaniu, że Vincent to czysty kult i później Cię o to zbesztać ;)
Już pomijając porównanie do Bonda - nie mam absolutnie nic przeciwko ideii przerysowanego, większego niż życie twardziela, który jest tak zajebisty, że może sobie ostrzyć nóż na własnym zaroście. Ale to trzeba jakoś fajnie wykorzystać. Może wrzucić w ramy jakieś konwencji. W JR wszystko było jakieś takie meh i rozklekotane, a ta postać się tam marnowała. Ten film się stara za co plus, ma świetne momenty, a ogólny pomysł ma spory potencjał, jednak całość częściej pudłuje niż trafia imho. Tyle ode mnie. Lece na powtórkę "Collateral", żeby utwierdzić się w przekonaniu, że Vincent to czysty kult i później Cię o to zbesztać ;)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
04-05-2013, 23:10





