Czyli rozumiem, że to taki sequel Drive z przeformowaną złotą zasadą Hollywood: więcej, mocniej i...wolniej? Chyba przydałby się Refnowi jakiś producent jęczący nad jego głową, bo niedługo baloniki pełne samozachwytu na których się unosi, wyniosą go gdzieś w okolice krainy Oz.
14-06-2013, 16:36





