Nie kumam fenomenu "Pacific Rim" kompletnie. Ot zwykła akcyjka sci-fi robiąca podobne wrażenie co "Oblivion", tj. obejrzałeś raz a pół godziny później już kompletnie nic z dzieła Del Toro nie pamiętasz. Para głównych bohaterów nudna i nieciekawa. Oboje mają w sobie tyle charyzmy, co worek gwoździ. Dwójka irytujących naukowców rzucająca sucharami irytowała mnie prawie tak samo jak wymuszony humor w Transformersach. Nawet Elba zamiast rozsadzać ekran swoją obecnością, gra po prostu poprawnie. Efekty specjalne rzeczywiście robią wrażenie i niektóre walki są całkiem nieźle zrobione. Niestety im dłużej "Pacific Rim" trwał, tym pojedynki mechów ze stworami z kosmosu robiły się coraz bardziej nużące i monotonne.
Co mnie najbardziej śmieszy? Del Toro stworzył film do bólu poprawny i nijaki pełen klisz i schematów, a jest wychwalany jako twórca genialnego blockbustera. Z kolei kilka lat wstecz wszyscy jeździli po Transformersach czy Battleship, od których "Pacific Rim" wcale bardziej oryginalny nie jest. Klisza na kliszy kliszę pogania i za to Del Toro dostaje 71% na Rotten Tomatoes.
Co mnie najbardziej śmieszy? Del Toro stworzył film do bólu poprawny i nijaki pełen klisz i schematów, a jest wychwalany jako twórca genialnego blockbustera. Z kolei kilka lat wstecz wszyscy jeździli po Transformersach czy Battleship, od których "Pacific Rim" wcale bardziej oryginalny nie jest. Klisza na kliszy kliszę pogania i za to Del Toro dostaje 71% na Rotten Tomatoes.
14-07-2013, 20:14





