Fajny temat, dobre opisy Mefista (choć jak zwykle trochę w nich świruje ;) Trzy pierwsze ryany to od lat u mnie czołówka filmów sensacyjnych, które stanowią właściwie kino wzorcowe w swoim gatunku. Nie dało się tego zrobić lepiej i już. "Polowanie..." uważam za najlepsze, ale pozostałe dwa są za nim tylko o włos. Baldwin bardzo dobry, ale to jednak Ford dał twarz Ryanowi i to zawsze jego mam przed oczami, kiedy czytam serię Clancy'ego. Może dlatego, że w którymś momencie autor pisze, że Ryan miał "poczciwą" twarz? Czyli tak jak Ford.
W ogóle dobrych aktorów w całej trójce jest od zarąbania i dosłownie każdy tworzy niezapomnianą, świetnie zagraną postać. Moje ulubione to James Earl Jones x 3, Glenn w "Polowaniu..." (ogólnie bardzo lubię faceta), Bean i Thora w "Czasie patriotów" (w następnej części miała już niestety o wiele mniej wymagającą rolę) i Dafoe w "Stanie zagrożenia" (charyzma tego faceta wgniata mnie w fotel), a także Joaquim de Almeida (kawał drania, nie?). Nawiasem mówiąc, nie wiadomo, czy adm. Greer u Clancy'ego był czarny, specjalnie zwracałem na to uwagę podczas czytania, ale nie było ani słowa o tym, tylko tyle, że był siwy.
Czwarty film nawet niezły, ale nie ma startu do tamtych trzech. Clancy'emu podobno się spodobało, że Ryan został odmłodzony, ale ja mam to gdzieś, bo Affleck był do dupy, a Liev Schreiber nie miał szans godnie zastąpić Dafoe'a jako Clarka.
Tak czy owak, trzy pierwsze to jedna z najlepszych trylogii, jakie zdarzyło mi się oglądać (i jakie mam na półce).
W ogóle dobrych aktorów w całej trójce jest od zarąbania i dosłownie każdy tworzy niezapomnianą, świetnie zagraną postać. Moje ulubione to James Earl Jones x 3, Glenn w "Polowaniu..." (ogólnie bardzo lubię faceta), Bean i Thora w "Czasie patriotów" (w następnej części miała już niestety o wiele mniej wymagającą rolę) i Dafoe w "Stanie zagrożenia" (charyzma tego faceta wgniata mnie w fotel), a także Joaquim de Almeida (kawał drania, nie?). Nawiasem mówiąc, nie wiadomo, czy adm. Greer u Clancy'ego był czarny, specjalnie zwracałem na to uwagę podczas czytania, ale nie było ani słowa o tym, tylko tyle, że był siwy.
Czwarty film nawet niezły, ale nie ma startu do tamtych trzech. Clancy'emu podobno się spodobało, że Ryan został odmłodzony, ale ja mam to gdzieś, bo Affleck był do dupy, a Liev Schreiber nie miał szans godnie zastąpić Dafoe'a jako Clarka.
Tak czy owak, trzy pierwsze to jedna z najlepszych trylogii, jakie zdarzyło mi się oglądać (i jakie mam na półce).
21-08-2013, 22:49





