Riddick daje wszystko czego mógłby oczekiwać fan, więc jak dla mnie solidne 8/10 i czekam na blueraya żeby obejrzeć jeszcze raz.
Niestety nie sądzę, żeby udało się przekonac tym filmem nieprzekonanych.
Dalej są same spojlery, a nie opanowałem jeszcze tej forumowej sztuczki z przykrywaniem ich, więc jak ktoś nie oglądał niech nie czyta.
Riddick zachowuje tytuł najfajniejszej współczesnej postaci sci-fi. Tekściory poza paroma wyjątkami trzymają poziom, sceny akcji jak dla mnie mistrzostwo świata, żadnej epilepsji u kamarzysty i piękna żąglerka mistrzowskimi cięciami i spowolnieniami, dzięki czemu wszystko wygląda przekonująco. Riddick nie ma super mocy, nie ma żadnego kungfu itp rzeczy, Riddic jest cichy, szybki, silny, i z dwoma norzami w trzech ruchach rozkłada na łopatki 5 ciu uzbrojonych po zęby twardzieli. Love it. Riddick ma też łab na karku, przed walką uodparnia się na jad, rozstawia pułapki, rozwala wrogów psychologicznie i wypala sobie rany w klacie, żeby walczyć dalej. Love it. Nie jest jednak bogiem więc czasem nie przewidzi, że ktoś może być na tyle głupi, żeby wyciągnąć pukawkę z buta i próbować strzelić mu w plecy. Na koniec piękna scena desperackiej walki na skale wyjęta prosto z ilustracji do heroicznego fantasy, miałem mokro w majtach.
W recenzjiach można było przeczytać, że riddick znika w środku filmu i że to jest słabość scenariusza, ale chyba zwyczajnie ktoś nie rozumie dlaczego Riddick rządzi. Normalnie, to garstka kosmicznych zabijaków broni się przed jakimś strasznym potworem i jest to typowy schemat, tutaj, garska kosmicznych zabijaków broni się przez potworem - głównym bohaterem. Genialne.
Jedyne co można temu filmowi zarzucić, to jest to faktycznie rimejk/sequel pitch black. Zamiast transportu więźniów dwa statki najemników, zamiast nocy - deszcz, cel: wydostać się z planety.
Osobiście dalej uważam, że najlepszym filmem z serii były kroniki. Porażkę tego filmu można wytłumaczyć jedynie tragiczną kampanią marketingową. Sam w tamtym momencie trafiłem do kina przez przypadek, bo po zwiastunach się na ten film nie wybierałem. gdyż zapowiadały boleśnie schmeatyczny film akcji w kosmosie, coś ale powiedzmy kosmiczne mission impossible 2.
Na razie riddic zarobił satysfakcjonujące 18,7 bańki, ale niestety jest to wynik dający szanse na zwrot kosztów i nic więcej, więc póki co zapowiada się, że kolejny raz prawdziwie ciekawa produkcja nie doczeka sie kontynuacji.
Niestety nie sądzę, żeby udało się przekonac tym filmem nieprzekonanych.
Dalej są same spojlery, a nie opanowałem jeszcze tej forumowej sztuczki z przykrywaniem ich, więc jak ktoś nie oglądał niech nie czyta.
Riddick zachowuje tytuł najfajniejszej współczesnej postaci sci-fi. Tekściory poza paroma wyjątkami trzymają poziom, sceny akcji jak dla mnie mistrzostwo świata, żadnej epilepsji u kamarzysty i piękna żąglerka mistrzowskimi cięciami i spowolnieniami, dzięki czemu wszystko wygląda przekonująco. Riddick nie ma super mocy, nie ma żadnego kungfu itp rzeczy, Riddic jest cichy, szybki, silny, i z dwoma norzami w trzech ruchach rozkłada na łopatki 5 ciu uzbrojonych po zęby twardzieli. Love it. Riddick ma też łab na karku, przed walką uodparnia się na jad, rozstawia pułapki, rozwala wrogów psychologicznie i wypala sobie rany w klacie, żeby walczyć dalej. Love it. Nie jest jednak bogiem więc czasem nie przewidzi, że ktoś może być na tyle głupi, żeby wyciągnąć pukawkę z buta i próbować strzelić mu w plecy. Na koniec piękna scena desperackiej walki na skale wyjęta prosto z ilustracji do heroicznego fantasy, miałem mokro w majtach.
W recenzjiach można było przeczytać, że riddick znika w środku filmu i że to jest słabość scenariusza, ale chyba zwyczajnie ktoś nie rozumie dlaczego Riddick rządzi. Normalnie, to garstka kosmicznych zabijaków broni się przed jakimś strasznym potworem i jest to typowy schemat, tutaj, garska kosmicznych zabijaków broni się przez potworem - głównym bohaterem. Genialne.
Jedyne co można temu filmowi zarzucić, to jest to faktycznie rimejk/sequel pitch black. Zamiast transportu więźniów dwa statki najemników, zamiast nocy - deszcz, cel: wydostać się z planety.
Osobiście dalej uważam, że najlepszym filmem z serii były kroniki. Porażkę tego filmu można wytłumaczyć jedynie tragiczną kampanią marketingową. Sam w tamtym momencie trafiłem do kina przez przypadek, bo po zwiastunach się na ten film nie wybierałem. gdyż zapowiadały boleśnie schmeatyczny film akcji w kosmosie, coś ale powiedzmy kosmiczne mission impossible 2.
Na razie riddic zarobił satysfakcjonujące 18,7 bańki, ale niestety jest to wynik dający szanse na zwrot kosztów i nic więcej, więc póki co zapowiada się, że kolejny raz prawdziwie ciekawa produkcja nie doczeka sie kontynuacji.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
09-09-2013, 09:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2013, 10:02 przez Negatywny.)





