Do kina - zdecydowanie sama. Inaczej ma się sprawa z kinem domowym...
Oboje traktujemy cotygodniowe sesje jak święty rytuał. Razem idziemy do wypożyczalni i tam każdy wybiera sobie po dwa filmy. Dokładnie takie jakie chce, bez oglądania się na gusta partnera. I nie jest to żadna forma egoizmu. Wręcz przeciwnie inspirujemy się nawzajem. Właśnie dzięki takiej obustronnej tolerancji, poznałam świetne kino Briana de Palmy czy Sergio Leone. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na taki wybór, rezygnując na przykład z komedii Woodiego Allena. Z kolei moja lepsza połowa omija szerokim kołem regały z filmami Jarmusha, ale np Ghost Dog bardzo mu się podobał.
Oboje traktujemy cotygodniowe sesje jak święty rytuał. Razem idziemy do wypożyczalni i tam każdy wybiera sobie po dwa filmy. Dokładnie takie jakie chce, bez oglądania się na gusta partnera. I nie jest to żadna forma egoizmu. Wręcz przeciwnie inspirujemy się nawzajem. Właśnie dzięki takiej obustronnej tolerancji, poznałam świetne kino Briana de Palmy czy Sergio Leone. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na taki wybór, rezygnując na przykład z komedii Woodiego Allena. Z kolei moja lepsza połowa omija szerokim kołem regały z filmami Jarmusha, ale np Ghost Dog bardzo mu się podobał.
20-06-2007, 21:27





