Bardzo dobre bezkompromisowe kino. Cormaca czuć tu w każdej scenie, w każdym słowie każdego (czasem przydługiego i tradycyjnie u niego uderzającego w filozoficzne tony) dialogu. Aktorsko - jest solidnie i to bardzo, ale nie ma fajerwerków. Może dziwić też, że tyle sław dostało tutaj takie ogony. 90% obsady to równie dobrze mogły być noname'y, zamiast tego postawiono jednak na znane nazwiska - czy dobrze to, czy źle, to już nie mnie oceniać, niemniej dobrze było popatrzeć na dawno nie widzianą w dużym kinie Rosie Perez. Technicznie bez zarzutów, choć ani zdjęcia, ani montaż, ani muzyka się tu nie wybijają, a po prostu są i tworzą świat przedstawiony. A ten, jak to u Cormaca, jest pozbawiony zahamowań i, co gorsza nadziei. Nie jest to więc kino przyjemne nie tylko w formie (akcji jest mało i jest pozbawiona fajerwerków - po prostu nagle dzieją się rzeczy złe i tyle; z kolei całość jest zmontowana tak, że trzeba uważać, by nic nie przeoczyć), jak i w treści (bohaterowie nawet jak gadają o biznesie, to nic nie mówią wprost). Znamienne jest jedynie to, iż w przeciwieństwie do jego książek, tu bohaterowie na początku mają wybór i są szczęśliwi (jeśli tak to można określić). I podczas, gdy niemal w każdej jego powieści protagoniści od początku znajdują się w piekle, tak u Scotta piekło dopiero po nich sięga, na ich własne życzenie.
A co do podstawowych treści - Cormac nigdy nie bał pokazać się zezwierzęcenia, więc i tutaj nie brakuje dosadnych momentów. Przemoc nie jest więc ani gloryfikowana, ani ukrywana - to po prostu część świata, w jaki wszedł tytułowy bohater. Z kolei seksem podszyta jest cała historia od początku do końca, ale ponieważ grają głośne nazwiska, to nie spodziewajcie się żadnych widoków - wszelkie walory pozostają poza kadrem, a ospoilerowana wyżej scena z autem jest bardziej śmieszna, niż podniecająca i to celowo
Generalnie jestem więc na plus, no ale ja Cormaca lubię. Ci, którzy mają z nim problemy powinni odpuścić, bowiem nazwisko reżysera tym razem zupełnie nie zobowiązuje.
8- / 10
A co do podstawowych treści - Cormac nigdy nie bał pokazać się zezwierzęcenia, więc i tutaj nie brakuje dosadnych momentów. Przemoc nie jest więc ani gloryfikowana, ani ukrywana - to po prostu część świata, w jaki wszedł tytułowy bohater. Z kolei seksem podszyta jest cała historia od początku do końca, ale ponieważ grają głośne nazwiska, to nie spodziewajcie się żadnych widoków - wszelkie walory pozostają poza kadrem, a ospoilerowana wyżej scena z autem jest bardziej śmieszna, niż podniecająca i to celowo

Generalnie jestem więc na plus, no ale ja Cormaca lubię. Ci, którzy mają z nim problemy powinni odpuścić, bowiem nazwisko reżysera tym razem zupełnie nie zobowiązuje.
8- / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
15-11-2013, 20:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-11-2013, 20:14 przez Mefisto.)





