Kolejny po "Sunset Limited" dowód na to, że Cormac to nie tylko świetny powieściopisarz, ale i ze scenariuszami filmowymi radzi sobie bardzo dobrze. "The Counselor" to brutalna, nieoszczędzająca widza historia, o konstrukcji przypominającej grecką tragedię. Co mi się najbardziej podobało, to brak silenia się na jakąś efekciarskość. Wszystko dzieje się w bardzo powolnym tempie, a większość scen jest pełna niedopowiedzeń. Przemoc została potraktowana w sposób charakterystyczny dla McCarthy'ego - na zimno. Tak jak napisał Mefisto, ona po prostu tam jest.
Duże brawa należą się Fassbenderowi, który gra jedyną(no może poza Penelope Cruz)postać z którą można się utożsamić i w jakiś sposób jej kibicować. Pod koniec autentycznie mi było faceta szkoda(scena z płytą jest jednym z najmocniejszych momentów tego filmu).
Ogólnie rzecz biorąc, taki trochę teatr telewizji z kilkoma scenami przemocy. To zdecydowanie bardziej film Cormaca niż Scotta, bo ten tekst mógłby wyreżyserować każdy inny reżyser. "The Counselor" to rzecz dla tych, którym nie przeszkadza brak formalnych fajerwerków i lubią mocne, surowe kino.
8/10
Duże brawa należą się Fassbenderowi, który gra jedyną(no może poza Penelope Cruz)postać z którą można się utożsamić i w jakiś sposób jej kibicować. Pod koniec autentycznie mi było faceta szkoda(scena z płytą jest jednym z najmocniejszych momentów tego filmu).
Ogólnie rzecz biorąc, taki trochę teatr telewizji z kilkoma scenami przemocy. To zdecydowanie bardziej film Cormaca niż Scotta, bo ten tekst mógłby wyreżyserować każdy inny reżyser. "The Counselor" to rzecz dla tych, którym nie przeszkadza brak formalnych fajerwerków i lubią mocne, surowe kino.
8/10
15-11-2013, 21:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-11-2013, 21:47 przez Strummer.)





