Wow. Po prostu Wow. Już dawno nie widziałem takiego miksu znakomitych scen i niezłych patentów z chujnią totalną, czy to w wykonaniu, czy też pomyślunku. I tak, prolog jest świetny i nawet PG-13 nie przeszkadza (choć dziwnie w tym filmie się nieco leje krew - raz twórcom nie przeszkadza, innym razem walą poza kadrem lub w ogóle nie pokazują, bo tak; ale i tak więcej tu posoki jak w TDKR :P); znakomicie zrealizowane są też walki, a i pościg oraz strzelaniny dobrze się oglądało. Z technikaliów: zdjęcia (brak trzęsiawki - yuhuuu!), muzyka (bardzo klasyczna, z deka patriotyczna, ale w pozytywnym znaczeniu - nie ma Incepcji, yuhuuu!), drugi plan aktorski (poza może Herzogiem, który wygląda jakby się urwał z jakiejś adaptacji komiksu - w sumie nadawalby się na Splintera) oraz nieśpieszne tempo (film nie zapierdala na złamanie karku, bo czeba się zmieścić w dwóch godzinach). No i poza tym, seans mija bardzo szybko, w miarę przyjemnie.
Wiele rzeczy jednak nie zagrało. Tom, choć stara się jak może, nie jest Jackiem Reacherem i nawet nie chodzi tu o wygląd. Nie kupuję go po prostu w tej roli. To nie Reacher, a Tom Cruise, który twierdzi, że jest Reacherem. Kolejny zonk obsadowy to Rosamund Pike - nadekspresja zmieszana z drewnem. Scena, w której otwiera zmięty przez Jacka kawałek papieru z notatką - łał! Sooo bad! Mocno ssie także scenariusz. Takich sucharów, jakie tu czasem padają nie pamiętam nawet w przywołanym TDKR, a frazesy i konstrukcje zdania jakimi operuje Jack się po prostu nie kleją. Zresztą całe to śledztwo z kolejnym odkrywaniem kart, choć teoretycznie ma sens, wygląda jak wyjęty z CSI: Whatever. Poza tym film jest masakrycznie głupi - sceny w zamierzeniu śmieszne, jak łubudubu w łazience czy bus stop wywołują zażenowanie; natomiast niektóre zrobione na poważnie budzą śmiech (Jack strzelający w finale bez celownika i rozeznania).
Słowem: powaga i komiksowość się tu zwyczajnie nie lepią lub też mieszają się w tak toporny sposób, że zęby same zgrzytają. Potencjał był. Wyszło co najwyżej nieźle z momentami przebłysku.
6 / 10
Wiele rzeczy jednak nie zagrało. Tom, choć stara się jak może, nie jest Jackiem Reacherem i nawet nie chodzi tu o wygląd. Nie kupuję go po prostu w tej roli. To nie Reacher, a Tom Cruise, który twierdzi, że jest Reacherem. Kolejny zonk obsadowy to Rosamund Pike - nadekspresja zmieszana z drewnem. Scena, w której otwiera zmięty przez Jacka kawałek papieru z notatką - łał! Sooo bad! Mocno ssie także scenariusz. Takich sucharów, jakie tu czasem padają nie pamiętam nawet w przywołanym TDKR, a frazesy i konstrukcje zdania jakimi operuje Jack się po prostu nie kleją. Zresztą całe to śledztwo z kolejnym odkrywaniem kart, choć teoretycznie ma sens, wygląda jak wyjęty z CSI: Whatever. Poza tym film jest masakrycznie głupi - sceny w zamierzeniu śmieszne, jak łubudubu w łazience czy bus stop wywołują zażenowanie; natomiast niektóre zrobione na poważnie budzą śmiech (Jack strzelający w finale bez celownika i rozeznania).
Słowem: powaga i komiksowość się tu zwyczajnie nie lepią lub też mieszają się w tak toporny sposób, że zęby same zgrzytają. Potencjał był. Wyszło co najwyżej nieźle z momentami przebłysku.
6 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
07-01-2014, 03:48





