Nie podzielam narzekań na brak fabuły. Nie znam książki, ale przecież epizodyczność, brak chronologii i ogólny burdel fabularny to wyraźnie efekt zamierzony, wynikający z tematyki. Kupuję takie oparcie całości na formie, szczególnie, że realizacja jest na bardzo wysokim poziomie, z każdym kolejnym filmem Smarzowski poprawia warsztat (w porównaniu do takiego Domu Złego to przepaść). Zdjęcia, montaż super. Z drugiej strony Smarzowski nie idzie na całość (albo nie potrafi wycisnąć więcej z dostępnych środków) i chociaż, szczególnie jak na polskie warunki, warsztat Smarzowskiego trzeba docenić to raczej nie imponuje on na tyle, żeby wynieść film na wyższy poziom. No i to jest chyba problem - skoro film opiera się aż tak bardzo na formie, wymagania wobec tego aspektu rosną. A tutaj zabrakło jakiegoś totalnego szaleństwa.
Fabularnie też zabrakło jakiejś kulminacji, mocniejszych punktów odniesienia. Na dobrą sprawę pijackie sekwencje, skoro i tak stanowią chaotyczny miks, mogłyby zostać dowolnie przemieszane i wyszłoby na to samo. Albo dowolnie skrócone i efekt byłby taki sam a może lepszy dzięki skondensowaniu materiału.
Chyba poważniejszym problemem jest dla mnie jednak doklejenie do głównego wątku epizodów drugoplanowych. Po pierwsze, bo niewiele wnoszą one do historii Jerzego. Po drugie, bo to irytująca powtórka z poprzednich filmów Smarzowskiego. Te same postaci, te same żarty. Zupełnie nie rozumiem po co. Może w książce sprawdzało się to lepiej. Może chodziło o zapełnienie tej fabularnej "pustki". Niepotrzebnie. Bez tego film byłby lepszy, bo bardziej spójny, konsekwentny, formalnie odważny. Ale nie wiem, czy starczyłoby materiału na pełny metraż.
Obawiam się czegoś gorszego. Tego, że Smarzowski w ten sposób próbuje przypodobać się widzom, którzy w jego filmach widzą główne komedię, śmieją się z rzucania kurwami, blow jobów w lesie i srania do szafy. No bo chyba gdyby zrobił "tylko" film bez chronologicznej fabuły, będący bardziej impresją stanu upojenia alkoholowego, ale bez żartów, mógłby stracić część widowni. Ale mam wrażenie, że film zrobiłby lepszy.
Nie potrafię ocenić w skali 1-10.
Fabularnie też zabrakło jakiejś kulminacji, mocniejszych punktów odniesienia. Na dobrą sprawę pijackie sekwencje, skoro i tak stanowią chaotyczny miks, mogłyby zostać dowolnie przemieszane i wyszłoby na to samo. Albo dowolnie skrócone i efekt byłby taki sam a może lepszy dzięki skondensowaniu materiału.
Chyba poważniejszym problemem jest dla mnie jednak doklejenie do głównego wątku epizodów drugoplanowych. Po pierwsze, bo niewiele wnoszą one do historii Jerzego. Po drugie, bo to irytująca powtórka z poprzednich filmów Smarzowskiego. Te same postaci, te same żarty. Zupełnie nie rozumiem po co. Może w książce sprawdzało się to lepiej. Może chodziło o zapełnienie tej fabularnej "pustki". Niepotrzebnie. Bez tego film byłby lepszy, bo bardziej spójny, konsekwentny, formalnie odważny. Ale nie wiem, czy starczyłoby materiału na pełny metraż.
Obawiam się czegoś gorszego. Tego, że Smarzowski w ten sposób próbuje przypodobać się widzom, którzy w jego filmach widzą główne komedię, śmieją się z rzucania kurwami, blow jobów w lesie i srania do szafy. No bo chyba gdyby zrobił "tylko" film bez chronologicznej fabuły, będący bardziej impresją stanu upojenia alkoholowego, ale bez żartów, mógłby stracić część widowni. Ale mam wrażenie, że film zrobiłby lepszy.
Nie potrafię ocenić w skali 1-10.
22-01-2014, 03:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2014, 03:21 przez PropJoe.)





