Trzeci ep podobał mi się najbardziej jak dotąd. Rust to świetna postać, w czym przede wszystkim zasługa McConaughey'a, bo biorąc pod uwagę sam scenariusz, facet będący czymś w rodzaju skrzyżowania Schopenhauera, agenta Coopera i Sherlocka Holmesa, przy każdej okazji wyrażający swoje ekstremalnie pesymistyczne poglądy o życiu, łatwo mógłby stać się drażniącą widza autoparodią. Na szczęście dzięki McConaughey'owi da się gościa może nie polubić (bo to raczej facet nie do lubienia), ale zrozumieć, albo przynajmniej chcieć zrozumieć, bo czuje się, że jest wart poznania i zrozumienia.
No i wreszcie śledztwo ruszyło do przodu, wstawki obyczajowe nie przesłaniają samej sprawy jak w drugim. Wizualnie cały czas majstersztyk. Tylko te cliffhangery na końcu mogliby sobie darować, jakby twórcy myśleli, że bez tego ludzie nie będą oglądać czy co.
No i wreszcie śledztwo ruszyło do przodu, wstawki obyczajowe nie przesłaniają samej sprawy jak w drugim. Wizualnie cały czas majstersztyk. Tylko te cliffhangery na końcu mogliby sobie darować, jakby twórcy myśleli, że bez tego ludzie nie będą oglądać czy co.
03-02-2014, 11:21





