![[Obrazek: r26HWeU.jpg]](http://i.imgur.com/r26HWeU.jpg)
Half Life 2: Episode 2
EPISODE 2 to niby zwykły dodatek, a nie żadna monumentalna gra jak HL2 czy HL1, ale gdybym miał pominąć kwestie tego jak rewolucyjny czy ważny, dany tytuł był w dniu premiery, i po prostu miał wybrać tę część serii, do której najbardziej lubię wracać; tę która moim zdaniem jest najlepiej wykonana od początku do końca, zarówno pod względem technicznym jak i koncepcyjnym, to byłby to właśnie ten skromny "Epizod Drugi".
HALF-LIFE 2 był wielki, ale nie idealny. W dniu premiery było trochę marudzenia, na rozpisanie niektórych rozdziałów i np. lekko dłużące się kawałki z pojazdami. Valve słynie z idealnego "reżyserowania" i polerowania rozgrywki, gdzie nawet wtedy gdy nie pokazują niczego rewolucyjnego pod względem samej mechaniki, ich set piece'y, w których umieszczają gejmplej, są jednak tak umiejętnie prowadzone, skonstruowane i przemyślane, że gracz od początku do końca jest zatopiony w miodnej rozgrywce i klimacie. HALF-LIFE 2 nie był pod tym względem do końca perfekcyjny, było tam kilka momentów które skorzystałyby na dodatkowym dopieszczeniu. Gdy rok później Valve wypuściło EPISODE 1, było dużo marudzenia, że to tylko zwykły dodatek, i to jeszcze wyjątkowo lichy, bo przechodziło się go w około 3-4 godziny. Ja jednak EPISODE 1 przeszedłem na maksa wkręcony, na jednym tchu, nie tylko dlatego, że był krótki, ale właśnie dlatego, że był tak miodny i umiejętnie skonstruowany i wyreżyserowany. Po przejściu EPISODE 1 pomyślałem, że tak właśnie powinien wyglądać HALF-LIFE 2, od samego poczatku. Rozgrywka była świetnie rozpisana, z praktycznie każdym momentem ociekającym klimatem i grywalnością, bez żadnych dłużących się, czy zmarnowanych etapów. Mocne tempo od początku do końca. Wprawdzie całość urwała się zdecydowanie za szybko, bo sprawny gracz mógł to przejść w kilka godzin, ale sama gra była wyśmienita. EPISODE 2 oferuje to samo co EP1, tyle że w jeszcze bardziej dopieszczonej i pomysłowej formie, nie pozostawiającej uczucia niedosytu z powodu długości.
Do tej gry podchodzę jak do dobrego filmu. W sensie - przyjemność którą można skończyć za jednym podejściem, w jeden wieczór, ale która jest tak zgrabnie rozpisana, z wyraźnym fabularnym początkiem, środkiem i końcem, że przy napisach końcowych czuję, że przeszedłem porządny, zamknięty rozdział opowieści, a nie jakiś koślawo ucięty wyrywek (i to pomimo słynnego cliffhangera). Człowiek jest syty po tym, nawet jeżeli z zegarkiem w łapie wychodzi jedynie, gdzieś tak z 6 godzin. A satysfakcjonuje to jak cholera. Ta gra, w dniu premiery, to było chyba szczytowe osiągnięcie Valve w gładkim połączeniu gejmpleju i fabuły. Całość jest bardzo filmowa, wypełniona dramatycznymi momentami i świetnymi postaciami, ale prezentująca to wszystko, bez odbierania kontroli graczowi i przypominania co chwilę, że to tylko gra, z elementami fabuły wciśniętymi pomiędzy sekwencje strzelania, tak jak to robi większość FPS'ów. Zamiast tego gracz prowadzony jest, w sposób, który przykuwa jego uwagę do fajnych momentów, ale który go nie ogranicza. EPISODE 2 to taki typ FPS'a, który nawet jeżeli na papierze miałby się okazać korytarzykiem, to jednak nie sprawia takiego wrażenia podczas rozgrywki. To bardzo ładnie wyreżyserowana i skonstruowana gra, gdzie na każdym kroku widać, że twórcy głowili się co tu zrobić, by gracz przez cały czas miał co ciekawego do roboty i do oglądania.
Prawie każdy set piece w tej grze jest zajebisty, zapadający w pamięć i mega grywalny. EPISODE 2 to taki rollercoaster miejscówek, Valve serwuje jedną atrakcję, po to by uciąć ją w odpowiednim momencie, tak by gracz nie zdążył się nią znudzić, czy za bardzo z nią "obyć", i od razu przenosi go do kolejnej interesującej sytuacji. Wymiany ognia są wciągające i zróżnicowane (rewelacyjne walki z Hunterami - nowym rodzajem przeciwników - to świetny przykład tego jak wrogów w strzelankach można wykorzystać z pomysłem, zamiast po prostu wrzucać ich do mapy, dla gracza do odstrzelenia w korytarzyku). Tempo tej gry jest idealne. I przez tempo rozumiem zarówno czysty gejmpej, jak i samą fabułę. Gra pięknie rozwija naszą podróż z Alyx (btw. dziewczyna nie straciła wiele przez lata, to nadal czołówka growych NPC i kobiecy sidekick na podium z Elizabeth i Ellie. Może nie tak technicznie zaawansowana jak dwie koleżanki, ale nadrabiająca przygodami z graczem i uśmiechem) umiejętnie prowadząc do ostatniego rozdziału, który jest chyba jednym z moich ulubionych finałów w grach. Gdy nasi bohaterowie docierają w końcu do spokojnej przystani jaką jest baza WHITE FOREST, twórcy serwują chwilę spokojnego oddechu po przygodach, gdzie można się zrelaksować i chłonąć fabułę, po czym zaraz tę sielankę urywają w drastyczny sposób, który prowadzi nie tylko do jednego z najlepszych cliffhangerów w historii, ale także do masowej bitwy ze Striderami, która dla mnie siedzi w ścisłej czołówce najbardziej emocjonujących kawałków czystego gejmpleju w grach, niezależnie od gatunku czy platformy.
Gra nadal wygląda też świetnie. Jestem fanem silnika Source, z którego wyciśnięto tutaj maks i który daję radę nawet dziś. To jak Valve bawi się fizyką w niektórych momentach, robi duże wrażenie nawet w porównaniu z efektami w dzisiejszych FPS'ach. Episode 2 prezentuje również ten charakterystyczny dla Half-Life'ów styl "subtelnej post-apokalipsy", prezentującej opuszczony świat. Choć akurat pod tym względem dodatek jest nieco mniej depresyjny od takiego HL2, bo więcej tu ładnych plenerów leśnych.
Nie wystawiam pełnej dychy, bo to mimo wszystko jest to skromny dodatek, a nie żadna pełnoprawna giera, ale pod względem wykonania, jak na swoje czasy, to perfekcja. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych strzelanek. W przyszłości jeszcze niejeden wieczór poświecę na powtórki.
9/10
Btw. Od premiery EPISODE 2 minęło 7 lat. 7 LAT KURNA. Zabolał mnie ten fakt.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
03-07-2014, 01:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-07-2014, 03:31 przez Proteus.)





