![[Obrazek: 352664_FP_T2_0065r.jpg_rgb.jpg]](http://boxofficemojo.com/img/i/incrediblehulk/352664_FP_T2_0065r.jpg_rgb.jpg)
Powtórkę jednego z pierwszych filmów MCU (którego wielu nie uznaje za część tego uniwersum) zaliczam do udanych. Po tym (trzecim lub czwartym) seansie dalej nie potrafię definitywnie stwierdzić, czy wolę tego Hulka czy wersję Anga Lee ale mogę śmiało stwierdzić, że The Incredible Hulk nie odstaje poziomem od Iron Mana 2 i z pierwszej fazy Marvela na pewno podoba mi się bardziej od Kapitana Ameryki.
Bardzo podoba mi się to, że choć od pierwszej próby kinowego ożywienia Hulka dzieli ten film tylko 5 lat, jest on zupełnie inny od wersji Lee, bardziej rozrywkowy, nastawiony na akcję. Odnośnie akcji to jest ona świetnie poprowadzona. Są trzy duże sekwencję kolejno w pierwszym, drugim, i trzecim akcie, każda kolejna coraz bardziej pokazuje Hulka, jest dłuższa od poprzedniej i bardziej widowiskowa. Między nimi nie ma miejsca na nudę, bo fabuła jest prosta i konkretna, pokazuje wędrówki Bruce'a do odkrycia jak wyrzucić z siebie zieloną bestię i Blonsky'ego jak się w nią zamienić. Złoczyńcy w przeciwieństwie do filmów fazy drugiej są ok. Mają odpowiednią motywację, a Abomination jest wyzwaniem dla głównego bohatera. Całość ogląda mi się nadzwyczaj przyjemnie, bo film ma bardzo żywe kolory, świetnie spisującą się muzykę, i sporo motywów, które przypominają mi kilka ulubionych filmów (pieszy pościg na początku niczym Ultimatum Bourne'a, chowanie się głównej pary z motelu jak Kyle i Sarah w Terminatorze). Zabieg umieszczenia originu Hulka w czołówce był strzałem w dziesiątkę, a humor w przeciwieństwie do późniejszych filmów MCU podany w odpowiedniej (czyt. nieprzesadzonej) ilości.
Co w filmie Leterriera jednak nie zagrało to przede wszystkim dwie rzeczy, które odpychają od ekranu.
1) FATALNA odsada! Nawet nie chce mi się porównywać jej z obsadą wersji z 2003 roku, bo poza cameo Stana i Lou wymieniłbym wszystkich. Nortona nie lubię, a w tej roli choć fizycznie pasował do roli lepiej od Ruffalo czy Bany wypadł najsłabiej. Tyler jako Betty - ktoś oszalał dając jej rolę doktor biologii komórkowej, a ona potwierdziła, że do tej roli się nie nadawała. Gen. Ross to drąca mordę postać z kreskówki, do której idealnie wpasował się Hurt z tupecikiem. Aktorsko jedynie dobrze wypada Tim Roth, który jednak ze swoją posturą nie wygląda na asa marines.
2) Żałosne efekty specjalne!! Bywają ujęcia nie najgorsze (Abomination) ale większość CGI, szczególnie dobrze oświetlony główny bohater to sraczka wyglądająca gorzej od postaci w intrach gier z 2005 roku! Źle to wygląda. I nie podoba mi się, że choć sylwetkę i kolor nowy Hulk ma spoko, to twarz nie przypominała Edwarda-Bannera tylko postać z kreskówki z szerokimi ustami.
Poza tym jest kilka głupich motywów, jak Banner, który w 17 dni bez dokumentów i grosza przy duszy potrafi się dostać z Gwatemali do USA; Gen. Ross sam, bez żadnego kombinezonu ochronnego, wyjmujący z lodówek serum super żołnierzy dla Blonsky'ego; włosy Bannera choć zostają skrócone to u Hulka pozostają tej samej długości, czy finałowe klaśnięcie Hulka i "Hulk smash!" w czasie gdy reszta akcji toczy się w slo-mo. Ale to tylko kilka szczegółów nie rażących za bardzo w trakcie seansu.
Aha, jest Shield, jest Stark (nawet jeśli scena nie ma za bardzo sensu) i mi to wystarcza. TIH częścią Marvelowego Uniwersum jest! 7/10
03-08-2014, 10:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-04-2015, 11:06 przez Juby.)





