Proteus napisał(a):Tom Sizemore.
Powiedzieć, że facetowi dobrze z ryja patrzy, to lekkie nieporozumienie, bo koleś ma taką aparycję, ze uciekałbym z baru, w którym bym się na niego natknął. Ale gość ma zajebistą charyzmę ulicznika, w dodatku taką, która wybija się 100% naturalnością, gdzie często nawet u uznanych twardzieli kina, wieje trochę udawaną manierą. Zresztą nie musi grać totalnego kozaka jak w Heat, ta jego szorstkość udziela się nawet w dużo spokojniejszych postaciach, które w sumie nic specjalnego na ekranie nie robią i w filmach po prostu "są", a mimo tego zdecydowanie zapadają w pamięć (patrz - jego rola w Szeregowcu for example). Szkoda, że przećpał szczyt kariery.
Pełna zgoda. A charyzma ulicznika pewnie stąd, że urodził się w Detroit :) Dla mnie bardzo podobnym aktorem jest Peter Greene - pojawił się w pilocie "Justified" na 5 minut, a i tak był najlepszy (w całym sezonie). Pracował jako drobny diler narkotykowy w NYC, potem jako taksówkarz, więc niejako "przesiąknął" miastem. Etatowy bad guy lat 90-tych, najbardziej znany z roli Zeda-gwałciciela w "Pulp Fiction". Generalnie koleś grałby we wszystkich moich filmach.
![[Obrazek: 01210002.jpg]](http://i289.photobucket.com/albums/ll206/Berjmaster/01210002.jpg)
10-10-2014, 23:05






