Jakuzzi napisał(a):Dla mnie problem jest jednak o tyle wydumany i zbędny
Wiemy o tym, wiemy. Phil nawet przewidział że to powiesz.
Jakuzzi napisał(a):że mówimy nie o jakimś redakcyjnym plebiscycie
W którym mówiłeś kubek w kubek to samo.
Jakuzzi napisał(a):A z drugiej strony, jeśli się posiłkować oryginalnymi premierami, to z zestawień odpadają setki filmów, które miały premierę w 2014 r., a których nie byłeś w stanie obejrzeć, bo mieszkasz w Polsce, a nie w kraju oryginalnej premiery. Zobacz co by było np. gdyby Birdman miał premierę miesiąc później albo gdybyśmy podawali topy zaraz na początku nowego roku - Twój obecny numer jeden już nie załapałby się na listę.
System oryginalnych premier miałby sens tylko przy założeniu, że masz dostęp do filmów w tym samym czasie, co kraje premier. Wyłączając oglądanie kinówek - które oglądają tylko idioci - jest to jednak nie zawsze możliwe.
Wystarczy pisać w styczniu, chyba że ktoś nie może odżałować tadżykistańskiego filmu obyczajowego który widziało 10 ludzi na świecie a w Polsce wyjdzie dopiero w marcu.
A to ma takie znaczenie, że w przypadku rankingów to mi już dynda czy ranking jest rok czy 10 lat opóźniony, bo są dla mnie tyle samo warte czyli nic i tak ciekawe jak zeszłoroczny deszcz. :)
A w tym temacie po prostu bajzel jest, każdy głosuje na inny rok i jakby ktoś chciał z tego podsumować punkty i zrobić ranking to będzie on tym bardziej g warty.
Data oficjalnej amerykańskiej premiery IMHO wystarcza (zaznaczam OFICJALNEJ a nie jakieś "limited" albo festiwale), bo wszystko co naprawdę warte obejrzenia (co ma szanse dostać się do rankingu) w USA puszczają najpóźniej w grudniu, a w Polsce nadrabiają parę dni później albo na początku stycznia.
Wtedy choćby argument o "Inherent vice" który w Polsce będzie dopiero w kwietniu odpada, bo w USA ma premierę w połowie stycznia 2015.
26-01-2015, 21:35





