Natrafiłem od wczoraj na kilka już recenzji, których autorzy narzekają na Tomka właśnie, że niby wypada blado w porównaniu z Gibsonem. Ja w tej sprawie jestem trochę on the fence, bo z jednej strony Mel to kultowiec i wątpię, że w moich oczach przynajmniej, Hardy urośnie kiedykolwiek do tej rangi. Z drugiej strony jeśli któryś z nich zasłużył na przydomek Mad to zdecydowanie Max w wykonaniu Hardy'ego. Z decyzją poczekam na jakiś "solowy" film z Tomem, bo ten mógłby spokojnie nazywać się Furiosa.
17-05-2015, 21:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-05-2015, 21:20 przez Perfik.)





