Community ma od czasu do czasu takie dziwne odcinki, które wybijają się kompletnie tempem/stylem, nie posiadając przy tym żadnego meta-komentarza i nie będąc parodią niczego (oj, sorry Abed - hołdem, nie parodią). Są trochę jak dowcip nie mający sensu na papierze, ale śmieszący z powodu tego "czegoś" w tym jak został wypowiedziany/przekazany. Jak kawał który śmieszy, nie wiedząc do końca dlaczego. Ten odcinek był szczególnie 'inny', ktoś w komentarzach AVClub napisał, że oglądało się go trochę tak jak ogląda się pijanych znajomych na weselu, będąc jedynym trzeźwym w grupie :)
Ale podobało mi się. "Coś" zaskoczyło, a przy powtórce zwróciłem uwagę na sporo niezłych tekstów.
Tak w ogóle, to czy tylko mi się wydaje czy ten sezon mocniej od innych opiera się na takich właśnie "dziwnych" interakcjach pomiędzy aktorami, w których swoim świetnym 'delivery' sprzedają oni dowcipy niekoniecznie kopiące tyłki na papierze? Szczególnie w tym sezonie rozwala mnie pod tym względem Ellroy i Frankie. Ellroy w ogóle idealnie wpisuje się w grupę i świetnie z nimi gra. Jakby był częścią Greendale od samego początku, parkując swoje Winnebago gdzieś na terenie uczelni od pierwszego sezonu :)
Ale podobało mi się. "Coś" zaskoczyło, a przy powtórce zwróciłem uwagę na sporo niezłych tekstów.
Tak w ogóle, to czy tylko mi się wydaje czy ten sezon mocniej od innych opiera się na takich właśnie "dziwnych" interakcjach pomiędzy aktorami, w których swoim świetnym 'delivery' sprzedają oni dowcipy niekoniecznie kopiące tyłki na papierze? Szczególnie w tym sezonie rozwala mnie pod tym względem Ellroy i Frankie. Ellroy w ogóle idealnie wpisuje się w grupę i świetnie z nimi gra. Jakby był częścią Greendale od samego początku, parkując swoje Winnebago gdzieś na terenie uczelni od pierwszego sezonu :)
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
27-05-2015, 04:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-05-2015, 04:57 przez Proteus.)





