Jeśli nie liczyć takich nazwisk jak Mann, Scorsese czy Fincher (bo to jednak inne przypadki), nie jest tak, że Fukunaga to wyjątkowo dobry reżyser, jak na telewizję? Pytam, bo nie widziałem od niego nic poza TD, ale debiut Sin Nombre to był swego czasu przecież głośny tytuł. Na tyle głośny, że zrobił co prawda Jane Eyre, czyli (chyba) festiwalowego smęta, ale za to z Fassbenderem i Wasikowską. Więc nie jest to też pierwszy lepszy leszcz a warsztat przecież pokazał w pierwszym sezonie, no ale co do tego to się wszyscy zgadzamy.
A trzeci odcinek drugiego spoko. Obejrzę do końca na bank. Ale jak tak czytam wasze posty to stwierdzam, że jednak lubię jedynkę bardziej niż myślałem. Niby początek i jednak sam koniec trochę mnie wkurwiał, ale po pierwsze Rust, po drugie klimat (jednak dużo dużo lepszy niż w dwójce), po trzecie zajebiście zgrabne posplatanie różnych płaszczyzna czasowych skutkujące niesamowitą kulminacją napięcia gdzieś tam w środku opowieści z najlepszym fragmentem:
A to jednak przede wszystkim zasługa writera.
Bo dobrze pamiętam, że to był ten moment, kiedy wyjaśniało się jak i po co Rust i Marty spotkali się po latach?
A trzeci odcinek drugiego spoko. Obejrzę do końca na bank. Ale jak tak czytam wasze posty to stwierdzam, że jednak lubię jedynkę bardziej niż myślałem. Niby początek i jednak sam koniec trochę mnie wkurwiał, ale po pierwsze Rust, po drugie klimat (jednak dużo dużo lepszy niż w dwójce), po trzecie zajebiście zgrabne posplatanie różnych płaszczyzna czasowych skutkujące niesamowitą kulminacją napięcia gdzieś tam w środku opowieści z najlepszym fragmentem:
A to jednak przede wszystkim zasługa writera.
Bo dobrze pamiętam, że to był ten moment, kiedy wyjaśniało się jak i po co Rust i Marty spotkali się po latach?
08-07-2015, 00:08





