Chuck Palahniuk - Fight Club - w pytę książka, bo po pierwsze: rewelacyjnie napisana. Płynny, gładki, idealnie wchodzący styl, który uwielbiam, bo brak w nim elementów zbędnych. Brak przede wszystkim niepotrzebnych opisów. Akcja dzieje się w barze? "Bohater wszedł do baru". I tyle, nie muszę wiedzieć, jak wygląda bar. Wiem, jak wygląda bar. Potrafię to sobie wyobrazić. Skupmy się na sprawach istotnych.
Po drugie: rzecz lepsza od filmu, bo sensowniejsza, bez wepchniętego na siłę lewackiego przekazu. W filmie Tyler próbuje uwolnić ludzkość o tego złego kapitalizmu w postaci banków. Chce to zrobić, wysadzając pięć siedzib największych banków i wymazując wszystkie długi i bogactwa. Tylko lewacki debil z Hollywood mógł na to wpaść: tak jakby banki miały wszystkie dane na jednym serwerze, którego zniszczenie spowoduje magiczne wymazanie zobowiązań. W książce nie ma nic z takich bzdur. Tyler to ewidentny czarny charakter, któremu nie da się kibicować. Nie chce stworzyć anarcho-socjalizmu, tylko cofnąć ludzkość do stanu pierwotnego; niemalże zrobić z ludzi zwierzęta. Wysadzenie największego budynku w mieście nie ma mieć natychmiastowego efektu. A przede wszystkim...
Kiedy znałem tylko film, wiadomość o powstającej kontynuacji raczej mnie zmartwiła - przecież tam nie ma czego kontynuować w żaden sensowny sposób. Ale książka to inna sprawa. Czekam na ciąg dalszy, bo Palahniuk ma ogromne pole do popisu.
Książka Fight Club to historia po prostu mądrzejsza niż film Fight Club, a przy tym zrealizowana na równie wysokim poziomie. Palahniuk jak mało kto ma dryg do opisywania obrzydliwości. Po prostu widzę przed oczami zmasakrowaną twarz narratora - z dziurą w policzku, a w końcu z rozerwanymi oboma policzkami, z opuchlizną na całej twarzy, ze szczątkami połamanych zębów.
10/10
Po drugie: rzecz lepsza od filmu, bo sensowniejsza, bez wepchniętego na siłę lewackiego przekazu. W filmie Tyler próbuje uwolnić ludzkość o tego złego kapitalizmu w postaci banków. Chce to zrobić, wysadzając pięć siedzib największych banków i wymazując wszystkie długi i bogactwa. Tylko lewacki debil z Hollywood mógł na to wpaść: tak jakby banki miały wszystkie dane na jednym serwerze, którego zniszczenie spowoduje magiczne wymazanie zobowiązań. W książce nie ma nic z takich bzdur. Tyler to ewidentny czarny charakter, któremu nie da się kibicować. Nie chce stworzyć anarcho-socjalizmu, tylko cofnąć ludzkość do stanu pierwotnego; niemalże zrobić z ludzi zwierzęta. Wysadzenie największego budynku w mieście nie ma mieć natychmiastowego efektu. A przede wszystkim...
Kiedy znałem tylko film, wiadomość o powstającej kontynuacji raczej mnie zmartwiła - przecież tam nie ma czego kontynuować w żaden sensowny sposób. Ale książka to inna sprawa. Czekam na ciąg dalszy, bo Palahniuk ma ogromne pole do popisu.
Książka Fight Club to historia po prostu mądrzejsza niż film Fight Club, a przy tym zrealizowana na równie wysokim poziomie. Palahniuk jak mało kto ma dryg do opisywania obrzydliwości. Po prostu widzę przed oczami zmasakrowaną twarz narratora - z dziurą w policzku, a w końcu z rozerwanymi oboma policzkami, z opuchlizną na całej twarzy, ze szczątkami połamanych zębów.
10/10
08-07-2015, 12:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-07-2015, 12:23 przez military.)

Spoiler




