(18-08-2015, 11:02)Negatywny napisał(a): No dwie nowe postacie mają krótkie historyjki, a w RN jedna duża postać ma duża historyjkę. Ja to uznaje za inne, ale nie wiem czemu jedno miałoby być lepsze od drugiego. Różnica w istocie jest tylko taka, że w RN mamy jedną nową konkretną postać, a w GP dwie, ale mniej konkretne.Napisałem ci już dwa razy dlaczego jedno wypada lepiej moim zdaniem niż drugie. Jezeli chcesz to przeczytaj moje posty ponownie, jeżeli cię to nie interesuje to daj sobie spokój. :)
Do tego, co wczesniej o tym pisalem mozesz jeszcze dopisac fakt, ze Ilsa jest niewiadomą. Nie wiadomo, czy jest złoczyńcą, czy jest pomocnikiem przez większość czasu. Ergo konflikt wygląda tak (uwzgledniajac dobrze zarysowane, wazniejsze, postacie): Tomek (i Benji) vs Ilsa vs Syndykat, podczas gdy w MI4 konflikt wyglada tak: Tomek, Patton, Renner (i Benji) vs Złoczyńca. A dodatkowo fakt, ze Patton i Renner dostają tomkowe akcje do rozegrania sprawia, ze łatwiej jest sie zaangazowac w fabule i stawkę, gdy postacie w przebieg fabuly zaangazowane sie poznalo i polubilo. W MI5 mozna sympatyzowac z super-Tomkiem, pośmiac sie z Benjim, a Ilsa jest tajemnicą. Nie wiem czy to lepsze, bo to pewnie juz kwestia subiektywna, dla mnie na pewno przez to MI5 jest mniej angazujace.
Cytat:Przecież nie wymieniles żadnego psującego się gadżetu, który mógłbyś mi przypomnieć, więc nie wiem za bardzo o co się czepiasz. ;)(18-08-2015, 10:12)Crov napisał(a): Przecież wszystko, co wymieniles jest jasne i widoczne. Tu nie ma subtelności. A już na pewno nie w braku tlenu, uciekających kartach czy przesuwających się podestach w Operze. :) (Nie mowie, ze to źle czy dobrze.)
No jeszcze przed chwilą twierdziłeś, że takiego motywu jak psujące się gadżety w filmie nie ma, tymczasem on jest i postacie odwołują się do niego w dialogach. Żeby to było bardziej wyraźne, to jeszcze na koniec Hunt do Hunleya powinien powiedzieć, że wygrali bo skill, a nie luck, ale bardzo ładnie zostawiono to dla widza.
Cytat:Aha, ten motyw, to nie są takie zwykłe, piętrzące się trudności. Zwykłe trudności, to kiedy jeszcze zza krzaków wyskakuje kolejny koleś z maczetą, albo nagle okazuje się, że nie można się włamać do komputera, bo coś tam jeszcze trzeba zrobić. Tu się plany sypią, bo w sztampowych dla szpiegowskich filmów sytuacjach dzieję się coś łamiącego schemat - mistrzowskie zagranie z kajdankami.Wypadajace karty, brak tlenu, ruszajace sie podesty to przecież sztampa. Ale jeżeli ci się podobało i uznajesz je za łamiace schemat to spoko, bawiles sie dobrze i fajnie. ;) (A propos: ja nie twierdze, że psujace sie gadżety i pech bohaterów w MI4 to jakieś turbo-łamiące schematy rzeczy. Po prostu wszystko ladnie doprawione.)
Cytat:No i dokładnie to samo robią "kanapki spadające masłem do dołu" w RN. Czyli, że i w jednym i w drugim filmie powinno ci się to podobać. W jednym szpiegowskiego blichtru ujmują psujące się szpiegowskie gadżety, a w drugim psujące się drobnostki, które zawsze w takich filmach działają na korzyść bohatera.Gdyby "powinno mi się podobac" to by mi się podobało, nie uważasz? ;) Dalej nie wiem, jakie to psujace sie drobnostki z MI5 robia to, o czym pisalem.
Cytat:To jest wielka zaleta MI, że kontynuuje, zamiast zerować wątki z każdym filmem i niczym w grze RPG w każdej nowej części bohater zaczyna z 0 expem.Nota bene, fajne jest w czwórce też to, że własnie Ethan nie ma super dopakowanej expem postaci, a inni agenci są co najwyżej tylko troche mniej fajni niż on. Nie dość, że on ma problemy i nie jest zadowolony z super-akrobacji, to jeszcze jego koledzy wcale nie są dużo gorsi w tym, co robią. To dodaje ekipie dużo kompetencji, a Tomkowi ujmuje przesadnej zajebistości.
18-08-2015, 11:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-08-2015, 11:31 przez Gal Anonim.)





