Największy ekspert sezonu nagród reporting in (czyt. jedyna osoba, która z dumą marnuje czas na śledzenie najmniejszych choćby rozdań i zna statystyki jak własną kieszeń). W zeszłym roku nie pisałem artykułów o Oscarach na główną, w tym jestem do dyspozycji, więc zobaczymy, jak będzie. A tymczasem, już bardziej serio...
"Carol" to znakomite, piękne kino (9/10 ode mnie) i fakt, że wszystko wskazuje na to, że film cieszy się statusem jednego z faworytów uważam raczej za błogosławieństwo. Zwłaszcza, że Haynes wciąż nie ma nominacji za reżyserię (jedynie za scenariusz) i w tym roku wreszcie się to zmieni. Swoją drogą, Blanchett prawdopodobnie nigdy nie była lepsza. Z kolei "Spotlight" faktycznie jest bliżej rzemiosła niż pasji, ale to i tak bardzo solidna rzecz. Na pewno jedna z najlepszych tegorocznych obsad.
A poza głównymi kategoriami, faworytem w kategorii film nieanglojęzyczny jest "Son of Saul", jeden z najmocniejszych obrazów ostatnich lat. W ogóle mamy szerokie spektrum nieoczywistych zawodników, dalekich od tego, co można wpisać w "comfort zone" Akademików, do czego nie mam zamiaru nikogo przekonywać, wystarczy się przyjrzeć. Jedyne, nad czym sam ubolewam, to sympatyczny zaledwie "Marsjanin" uważany za jednego z przodowników. Mam nadzieję, że kapituła nie ulegnie hype'owi.
W nieoczywiste ramy wpisuje się choćby "Mad Max", którego mimo przynależności do franczyzy rozpatrywałbym osobno - Max wrócił na ekrany kin po przeszło dwóch dekadach, z innym odtwórcą głównej roli, a koniec końców okazał się być jednym z najcieplej przyjętych filmów akcji w historii kina oraz istnym ewenementem, także owszem, nie wykluczałbym zagięcia czasoprzestrzeni, film wykroczył poza definicję blockbustera i również branża postrzega go jako "coś więcej", rzadki przypadek, ale euforia objęła wszystkich.
Na tyle mocno, by przynajmniej zgarnął nominacje za te bardziej prestiżowe kategorie techniczne, jak montaż czy zdjęcia. Szansa na film/reżyserię też się rysuje, Miller wygrał nagrodę krytyków z LA, a historia mówi, że w ostatnich 25 latach tylko dwóch reżyserów nie przekuło tego na nominację oscarową (PTA za "Mistrza"; był też Assayas, ale jego film zakwalifikował się na Emmy). Sęk w tym, że mamy już nieźle ustawionych 2 "technicznych reżyserów" - Iñárritu i Scotta. Oby Miller w razie czego wypchnął tego drugiego. Theron natomiast nie ma szans.
Nie będę się na razie rozwodził nad stanem wyścigu, bo jesteśmy świeżo po szokujących nominacjach SAG (tak jak normalnie trafiało się wyraźnie 80%+, tak tym razem załapałem w prognozach 14/25 - liczę 4 kategorie aktorskie + obsadę), a jutro Złote Globy i parę rzeczy się wyklaruje, ale przede wszystkim cieszę się, że ten rok - zwłaszcza aktorsko - może być mocno nieprzewidywalny, są niezłe jaja z klasyfikacją niektórych aktorów (Mara na drugim planie na SAG, na pierwszym na Globach - co zrobi Akademia?; Keaton i Ruffalo reprezentujący "Spotlight" zdają się wzajemnie eliminować, więc Keatona mogą przekierować na pierwszy, itd.), parę filmów (np. "The Hateful Eight") weszło do gry późno, także jakaś rotacja będzie jeszcze na pewno.
No, Leo akurat może spać spokojnie, bo tym razem gwiazdy ułożyły się dla niego pomyślnie jak nigdy - Oscar wreszcie jest jego. I pewnie nie będzie to jedyna statuetka dla "The Revenant".
"Carol" to znakomite, piękne kino (9/10 ode mnie) i fakt, że wszystko wskazuje na to, że film cieszy się statusem jednego z faworytów uważam raczej za błogosławieństwo. Zwłaszcza, że Haynes wciąż nie ma nominacji za reżyserię (jedynie za scenariusz) i w tym roku wreszcie się to zmieni. Swoją drogą, Blanchett prawdopodobnie nigdy nie była lepsza. Z kolei "Spotlight" faktycznie jest bliżej rzemiosła niż pasji, ale to i tak bardzo solidna rzecz. Na pewno jedna z najlepszych tegorocznych obsad.
A poza głównymi kategoriami, faworytem w kategorii film nieanglojęzyczny jest "Son of Saul", jeden z najmocniejszych obrazów ostatnich lat. W ogóle mamy szerokie spektrum nieoczywistych zawodników, dalekich od tego, co można wpisać w "comfort zone" Akademików, do czego nie mam zamiaru nikogo przekonywać, wystarczy się przyjrzeć. Jedyne, nad czym sam ubolewam, to sympatyczny zaledwie "Marsjanin" uważany za jednego z przodowników. Mam nadzieję, że kapituła nie ulegnie hype'owi.
W nieoczywiste ramy wpisuje się choćby "Mad Max", którego mimo przynależności do franczyzy rozpatrywałbym osobno - Max wrócił na ekrany kin po przeszło dwóch dekadach, z innym odtwórcą głównej roli, a koniec końców okazał się być jednym z najcieplej przyjętych filmów akcji w historii kina oraz istnym ewenementem, także owszem, nie wykluczałbym zagięcia czasoprzestrzeni, film wykroczył poza definicję blockbustera i również branża postrzega go jako "coś więcej", rzadki przypadek, ale euforia objęła wszystkich.
Na tyle mocno, by przynajmniej zgarnął nominacje za te bardziej prestiżowe kategorie techniczne, jak montaż czy zdjęcia. Szansa na film/reżyserię też się rysuje, Miller wygrał nagrodę krytyków z LA, a historia mówi, że w ostatnich 25 latach tylko dwóch reżyserów nie przekuło tego na nominację oscarową (PTA za "Mistrza"; był też Assayas, ale jego film zakwalifikował się na Emmy). Sęk w tym, że mamy już nieźle ustawionych 2 "technicznych reżyserów" - Iñárritu i Scotta. Oby Miller w razie czego wypchnął tego drugiego. Theron natomiast nie ma szans.
Nie będę się na razie rozwodził nad stanem wyścigu, bo jesteśmy świeżo po szokujących nominacjach SAG (tak jak normalnie trafiało się wyraźnie 80%+, tak tym razem załapałem w prognozach 14/25 - liczę 4 kategorie aktorskie + obsadę), a jutro Złote Globy i parę rzeczy się wyklaruje, ale przede wszystkim cieszę się, że ten rok - zwłaszcza aktorsko - może być mocno nieprzewidywalny, są niezłe jaja z klasyfikacją niektórych aktorów (Mara na drugim planie na SAG, na pierwszym na Globach - co zrobi Akademia?; Keaton i Ruffalo reprezentujący "Spotlight" zdają się wzajemnie eliminować, więc Keatona mogą przekierować na pierwszy, itd.), parę filmów (np. "The Hateful Eight") weszło do gry późno, także jakaś rotacja będzie jeszcze na pewno.
No, Leo akurat może spać spokojnie, bo tym razem gwiazdy ułożyły się dla niego pomyślnie jak nigdy - Oscar wreszcie jest jego. I pewnie nie będzie to jedyna statuetka dla "The Revenant".
09-12-2015, 22:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-12-2015, 22:39 przez Galadh.)





