Właśnie skończyłem czytać "Wydrwizęba" E. Dębskiego i mam podobne odczucia (w sensie - coś się zaczyna dziać - FUCK IT, do śmieci z tym). W sumie jest to zbiór opowiadań o dwóch gostkach, w tym jednym zmiennokształtnym który ma imię Choleryk... Hondelyk. Najdłuższe z opowiadań, takie polityczne z umierającym królem, który chce doprowadzić do sojuszu kilku państw przeciw wspólnemu wrogowi jest spoko, całkiem zgrabne i ciekawe, ale cała reszta...
SPOILERY jak coś.
Mamy opowiadanie w którym bohaterowie trafiają do dworu jakiegoś gościa, którego koń ma problem z zębami. Więc nasz zmiennokształtny zamienia się dziewczynę, (którą wcześniej wzieli za faceta) i zajmuje się zębami po czym... wyciąga kobyle gwoździa czy coś tam spomiędzy zębów i jadą dalej o_O genialne, nie?
W kolejnym trafiają do wioski, w której jakiś gośc zabronił ludziom wszelkich grzesznych przyjemności, a tych, którzy zakaz łamią, spotykają nieszczęścia sprowadzane przez jakieś niewidzialne moce - co robią bohaterowie? Udzielają ludziom cennej rady, że trzeba się postawić i... wyjeżdżają o_O
W innym opowiadaniu trafiają do miasta w którym władca urządza ustawione turnieje - jeden z bohaterów próbuje wziąc w takim udział, wykrywa przekręt, ogłasza go wszem i wobec za co obaj trafiają do lochu. Przez kolejne kilkadziesiąt stron bohaterowie kombinuja jak się wydostać, a gdy się w końcu udaje, okazuje się, że to był sen i nadal są w lochu. Zaczynają więc kombinować raz jeszcze, wydostają się z lochu i... wyjeżdżają w cholerę.
W innym bohater opowiada swojej kochance jak to się kiedyś zamienił w kobietę i nie mógł się odmienić (czemu? A chooy wam do tego) więc zaczał sobie robić jaja z kolegi żeby ten nie wiedział, która kobita to ta prawdziwa (po co? A po jajco) ale... w końcu się odmienił (jak? a srak, po prostu).
Były jeszcze ze dwa teksty, z których każdy kończy się tak, jakby autor nie był w stanie wymyślić nic poza pomysłem wyjściowym, z którym kompletnie nie wie co zrobić.
SPOILERY jak coś.
Mamy opowiadanie w którym bohaterowie trafiają do dworu jakiegoś gościa, którego koń ma problem z zębami. Więc nasz zmiennokształtny zamienia się dziewczynę, (którą wcześniej wzieli za faceta) i zajmuje się zębami po czym... wyciąga kobyle gwoździa czy coś tam spomiędzy zębów i jadą dalej o_O genialne, nie?
W kolejnym trafiają do wioski, w której jakiś gośc zabronił ludziom wszelkich grzesznych przyjemności, a tych, którzy zakaz łamią, spotykają nieszczęścia sprowadzane przez jakieś niewidzialne moce - co robią bohaterowie? Udzielają ludziom cennej rady, że trzeba się postawić i... wyjeżdżają o_O
W innym opowiadaniu trafiają do miasta w którym władca urządza ustawione turnieje - jeden z bohaterów próbuje wziąc w takim udział, wykrywa przekręt, ogłasza go wszem i wobec za co obaj trafiają do lochu. Przez kolejne kilkadziesiąt stron bohaterowie kombinuja jak się wydostać, a gdy się w końcu udaje, okazuje się, że to był sen i nadal są w lochu. Zaczynają więc kombinować raz jeszcze, wydostają się z lochu i... wyjeżdżają w cholerę.
W innym bohater opowiada swojej kochance jak to się kiedyś zamienił w kobietę i nie mógł się odmienić (czemu? A chooy wam do tego) więc zaczał sobie robić jaja z kolegi żeby ten nie wiedział, która kobita to ta prawdziwa (po co? A po jajco) ale... w końcu się odmienił (jak? a srak, po prostu).
Były jeszcze ze dwa teksty, z których każdy kończy się tak, jakby autor nie był w stanie wymyślić nic poza pomysłem wyjściowym, z którym kompletnie nie wie co zrobić.
19-05-2016, 06:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-05-2016, 07:06 przez Gieferg.)





