Zacznę może od oczywistości. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku serialu "Mr Robot", "Stranger Things" dość nieoczekiwanie stało się największym popkulturowym fenomenem ostatnich lat. Praktycznie wszyscy wokół o nim mówią zachwycając się kunsztem twórców (braci Duffer) i chwaląc praktycznie każdy element tej produkcji.
Dlatego też mimo, że nie lubię ulegać "owczemu pędowi" a także niespecjalnie przepadam za serialami uznałem, iż warto na ten tytuł "rzucić okiem" i przekonać się czy faktycznie entuzjaści wypowiadający się o tym tytule w samych superlatywach mają rację, czy też może mamy tu do czynienia arcydziełem marketingu i "przehypowanym humbugiem". I wiecie co? Po seansie muszę powiedzieć, że mimo wszystko bliżej mi do pierwszej z wyżej wymienionych opcji.
Bo choć opowiadana historia nie jest specjalnie oryginalna (przeciwnie! Można powiedzieć, że jest strasznie schematyczna i opiera się na wyświechtanych kliszach, które widzieliśmy już dziesięć tysięcy razy. Przykładowo z motywem dziecka obdarzonego niezwykłymi mocami, na którym ktoś (w chce przeprowadzać mroczne eksperymenty mieliśmy do czynienia w tegorocznym "Midnight Special" Jeffa Nicholsa) jednak dzięki znakomitej realizacji, kapitalnie wykreowanemu klimatowi (muzyka i zdjęcia), umiejętnym bazowaniu na sentymencie widzów za latami osiemdziesiątymi i "kinem nowej przygody" (ktoś kiedyś trafnie powiedział, że mamy tu do czynienia z bardziej udaną wersją "Super 8" J.J. Abramsa), przyzwoitej grze aktorskiej (wyróżnia się zwłaszcza Millie Bobbie Brown) oraz interesującymi bohaterami całość wciąga do tego stopnia, że nie można oderwać się od ekranu aż nie obejrzy się wszystkich odcinków i nie pozna zakończenia. Na szczęście nie ma ich tak znów wiele, więc jest to fizycznie wykonalne nawet "za jednym posiedzeniem"
Podsumowując. Jeśli jeszcze nie widzieliście "Stranger Things" to gorąco zachęcam do tego, by nadrobić zaległości.
OCENA: 8/10
Dlatego też mimo, że nie lubię ulegać "owczemu pędowi" a także niespecjalnie przepadam za serialami uznałem, iż warto na ten tytuł "rzucić okiem" i przekonać się czy faktycznie entuzjaści wypowiadający się o tym tytule w samych superlatywach mają rację, czy też może mamy tu do czynienia arcydziełem marketingu i "przehypowanym humbugiem". I wiecie co? Po seansie muszę powiedzieć, że mimo wszystko bliżej mi do pierwszej z wyżej wymienionych opcji.
Bo choć opowiadana historia nie jest specjalnie oryginalna (przeciwnie! Można powiedzieć, że jest strasznie schematyczna i opiera się na wyświechtanych kliszach, które widzieliśmy już dziesięć tysięcy razy. Przykładowo z motywem dziecka obdarzonego niezwykłymi mocami, na którym ktoś (w chce przeprowadzać mroczne eksperymenty mieliśmy do czynienia w tegorocznym "Midnight Special" Jeffa Nicholsa) jednak dzięki znakomitej realizacji, kapitalnie wykreowanemu klimatowi (muzyka i zdjęcia), umiejętnym bazowaniu na sentymencie widzów za latami osiemdziesiątymi i "kinem nowej przygody" (ktoś kiedyś trafnie powiedział, że mamy tu do czynienia z bardziej udaną wersją "Super 8" J.J. Abramsa), przyzwoitej grze aktorskiej (wyróżnia się zwłaszcza Millie Bobbie Brown) oraz interesującymi bohaterami całość wciąga do tego stopnia, że nie można oderwać się od ekranu aż nie obejrzy się wszystkich odcinków i nie pozna zakończenia. Na szczęście nie ma ich tak znów wiele, więc jest to fizycznie wykonalne nawet "za jednym posiedzeniem"
Podsumowując. Jeśli jeszcze nie widzieliście "Stranger Things" to gorąco zachęcam do tego, by nadrobić zaległości.
OCENA: 8/10
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
23-10-2016, 02:29





