Większość czytałem lata temu, często w masowych ilościach, a jako ze jest tego w pizdu i więcej, to ciężko mi powiedzieć jak to się aktualnie trzyma. Ale biorąc pod uwagę jak mi nie podchodzą Marvele, a wśród zapowiedzi nic ciekawego nie ma, to chyba będzie sobie trzeba powtórzyć co ciekawsze i nadrobić zaległości.
Najmilej wspominam serię "Republic"(początkowo w 1998 zatytułowane po prostu "Star Wars") która obejmuje czasy sprzed TPM aż po rozkaz 66. W dużej mierze skupia się to na różnych Jedi w czasach Republiki, gdzie połowa z tego to Wojny Klonów. Ze względu na mnogość postaci, jest tutaj kilka różnych, niekiedy przeplatających story arców, czasem lepszych, czasem gorszych, ale już sama historia Quinlana Vosa jest na tyle dobra, że warto to ogarnąć. Istnieje też kilka mini serii które w mniejszy lub większy sposób nawiązują do tej (jak. "Obsession" które ma mały cult following w fandomie). Ogólnie jest to chyba jedna z najulubieńszych serii fanów, a także jeden z powodów nienawiści skierowanego ku "The Clone Wars".
"Knights of the Old Republic" też było bardzo dobre, ale wymaga jest tutaj raczej dobra znajomości fabuły i postaci z obu części gry, bo wtedy frajda jeszcze większa, gdyż jest to całkiem zgrabnie napisany prequel. Całkiem sympatyczny pomysł na głównego bohatera, który dla odmiany nie jest żadnym wybrańcem, czy super utalentowanym wojownikiem... a Jedi beztalenciem, którego Zakon najchętniej by się pozbył, a także fajne postaci drugoplanowe i kilka twistów w fabule.
"Dark Times" też mi się podobało, ale nigdy nie skończyłem, gdyż seria ciągle miała długie przerwy w wydawaniu co kolejnych numerów. W końcu straciłem zainteresowanie, a gdy się już zakończyła, to nie pamiętałem fabuły na tyle dobrze by to wznowić, a jakoś nie mogłem znaleźć czasu by zacząć czytać od początku. Ale to co przeczytałem, było dobre, nawet bardzo. Plus znajduje się tam jeden z najmroczniejszych i chyba najbardziej pojebanych twistów w całej historii SW. Prawdę mówiąc to trochę zdziwko, że to przeszło... no chyba, że to odkręcają w numerach których nie czytałem.
"Dawn of the Jedi" ma trochę problemów, ale jest to seria, która przedstawia najwcześniejszy okres w historii SW (ponad 25 tysięcy lat przed filmami). Sporo fajnych pomysłów na "uwstecznienie" uniwersum jak prekursorzy Jedi- Bendu, Force Houndy czy miecze świetlne napędzane ciemną stroną mocy, oraz znane z KOTORa pradawne Imperium Rakatan. Może nie żadne "must read", ale i tak o lata świetlne lepsze od Marvelowskich tytułów.
"Empire" oraz kontynuacja "Rebellion" bywało różne. W przypadku tego pierwszego znalazło się kilka udanych opowiastek jak story arc "Betreyal" inspirowany Operacją Walkiria, czy historia Biggsa Darklightera. "Rebellion" to już jednak średniak był.
"Tales of the Jedi" zestarzało się okropnie pod chyba każdym względem i ciężko to polecić teraz. ALE jest to jednak prekursor całej mitologii Starej Republiki, na której oparła się reszta EU- od książek, po komiksy oraz gry. To tutaj swoje źródło mają Korriban, Valley of the Dark Lords, Marka Ragnos, Ajunta Pall, Ulic Qel-Droma czy Mandalor. Do najlepszych czytadeł to nie należy, ale w ramach ciekawostki warto obczaić. Za to chętnie widziałbym oparty na tym filmowy spin off w klimatach "Johna Cartera".
Co do historii post-ROTJ... mam osobisty bias- nie lubię ich. Zbyt dużo idiotyzmów jak na mój gust. Ale jest kilka ciekawych rzeczy.
"Crimson Empire" Trylogia - czyli najfajniejsza historia z tego okresu. Rozpad Imperium oraz wojna domowa pomiędzy frakcjami, a wszystko z perspektywy byłego Imperialnego Gwardzisty, ciągle będącego bezwzględnie lojalnym Imperatorowi, nawet po jego śmierci. Spoko rzecz, także świetnie nadająca się na filmowy spin-off.
"Dark Empire" i kontynuacje- to nie jest dobry komiks. Tak właściwie to jest to zły komiks. Ale jest tutaj tak dużo idiotycznie-kultowych pomysłów, że warto się zainteresować.
Trylogia Thrawna- czyli komiksowa adaptacja książek. Osobiście, to niezbyt mi się podobało, ale jak ktoś chce ogarnąć o co chodzi z tą słynną trylogią, a nie ma zbytnio ochoty na czytanie książek, to jest to sensowna alternatywa.
"Invasion" podobało mi się chyba bardziej niż powinno. Ale niestety nie mogę polecić- raz że nie ma to zakończenia (cliffhanger :( ), a dwa, że jest to mocno umiejscowione w mitologii EU z okresu post-ROTJ, bez większych wyjaśnień dla mniej zaznajomionego czytelnika. Yuuzhan Vong, nieżyjący Chewie czy dzieciaki Skywalkerów ustalone przez przeszłe opowieści, to tutaj punkt wyjściowy.
"Legacy" ma wielu miłośników, ale nigdy nie przebiłem się przez kilka pierwszych numerów. Od lat obiecuję sobie, że do tego wrócę, ale kolejny Skywalker i kolejne imperium Sithów brzmi wtórnie do bólu.
Istnieje także ogromna ilość mini serii oraz one-shotów. Tak z głowy to sobie mogę przypomnieć teraz, całkiem sympatyczne kilkunastostronicowe origin-story Grievousa zatytułowane "The Eyes of Revolution", jego mini seria "General Grievous" też była udana, ale raczej ze względu na momenty, niż historię. "Darth Vader and the Ghost Prison" (będące czymś w rodzaju prequela do "Betreyal" z "Empire") też wrył mi się w pamięć, ze względu na to, że wszystkie postacie tam występujące, to banda skurwysynów :P Plus całkiem fajne rysunki to miało. MILION lat temu czytałem "Open Seasons" o przeszłości Jango Fetta, kojarzę że była to jedna z bardziej kompetentnych historii o tej postaci, ale nie wiem jak to teraz wypada. Boba Fett miał trochę fajnych historii, ale tytułów już niestety nie kojarzę.
To tak z głowy, ale przydałaby się rewizja.
Najmilej wspominam serię "Republic"(początkowo w 1998 zatytułowane po prostu "Star Wars") która obejmuje czasy sprzed TPM aż po rozkaz 66. W dużej mierze skupia się to na różnych Jedi w czasach Republiki, gdzie połowa z tego to Wojny Klonów. Ze względu na mnogość postaci, jest tutaj kilka różnych, niekiedy przeplatających story arców, czasem lepszych, czasem gorszych, ale już sama historia Quinlana Vosa jest na tyle dobra, że warto to ogarnąć. Istnieje też kilka mini serii które w mniejszy lub większy sposób nawiązują do tej (jak. "Obsession" które ma mały cult following w fandomie). Ogólnie jest to chyba jedna z najulubieńszych serii fanów, a także jeden z powodów nienawiści skierowanego ku "The Clone Wars".
"Knights of the Old Republic" też było bardzo dobre, ale wymaga jest tutaj raczej dobra znajomości fabuły i postaci z obu części gry, bo wtedy frajda jeszcze większa, gdyż jest to całkiem zgrabnie napisany prequel. Całkiem sympatyczny pomysł na głównego bohatera, który dla odmiany nie jest żadnym wybrańcem, czy super utalentowanym wojownikiem... a Jedi beztalenciem, którego Zakon najchętniej by się pozbył, a także fajne postaci drugoplanowe i kilka twistów w fabule.
"Dark Times" też mi się podobało, ale nigdy nie skończyłem, gdyż seria ciągle miała długie przerwy w wydawaniu co kolejnych numerów. W końcu straciłem zainteresowanie, a gdy się już zakończyła, to nie pamiętałem fabuły na tyle dobrze by to wznowić, a jakoś nie mogłem znaleźć czasu by zacząć czytać od początku. Ale to co przeczytałem, było dobre, nawet bardzo. Plus znajduje się tam jeden z najmroczniejszych i chyba najbardziej pojebanych twistów w całej historii SW. Prawdę mówiąc to trochę zdziwko, że to przeszło... no chyba, że to odkręcają w numerach których nie czytałem.
"Dawn of the Jedi" ma trochę problemów, ale jest to seria, która przedstawia najwcześniejszy okres w historii SW (ponad 25 tysięcy lat przed filmami). Sporo fajnych pomysłów na "uwstecznienie" uniwersum jak prekursorzy Jedi- Bendu, Force Houndy czy miecze świetlne napędzane ciemną stroną mocy, oraz znane z KOTORa pradawne Imperium Rakatan. Może nie żadne "must read", ale i tak o lata świetlne lepsze od Marvelowskich tytułów.
"Empire" oraz kontynuacja "Rebellion" bywało różne. W przypadku tego pierwszego znalazło się kilka udanych opowiastek jak story arc "Betreyal" inspirowany Operacją Walkiria, czy historia Biggsa Darklightera. "Rebellion" to już jednak średniak był.
"Tales of the Jedi" zestarzało się okropnie pod chyba każdym względem i ciężko to polecić teraz. ALE jest to jednak prekursor całej mitologii Starej Republiki, na której oparła się reszta EU- od książek, po komiksy oraz gry. To tutaj swoje źródło mają Korriban, Valley of the Dark Lords, Marka Ragnos, Ajunta Pall, Ulic Qel-Droma czy Mandalor. Do najlepszych czytadeł to nie należy, ale w ramach ciekawostki warto obczaić. Za to chętnie widziałbym oparty na tym filmowy spin off w klimatach "Johna Cartera".
Co do historii post-ROTJ... mam osobisty bias- nie lubię ich. Zbyt dużo idiotyzmów jak na mój gust. Ale jest kilka ciekawych rzeczy.
"Crimson Empire" Trylogia - czyli najfajniejsza historia z tego okresu. Rozpad Imperium oraz wojna domowa pomiędzy frakcjami, a wszystko z perspektywy byłego Imperialnego Gwardzisty, ciągle będącego bezwzględnie lojalnym Imperatorowi, nawet po jego śmierci. Spoko rzecz, także świetnie nadająca się na filmowy spin-off.
"Dark Empire" i kontynuacje- to nie jest dobry komiks. Tak właściwie to jest to zły komiks. Ale jest tutaj tak dużo idiotycznie-kultowych pomysłów, że warto się zainteresować.
Trylogia Thrawna- czyli komiksowa adaptacja książek. Osobiście, to niezbyt mi się podobało, ale jak ktoś chce ogarnąć o co chodzi z tą słynną trylogią, a nie ma zbytnio ochoty na czytanie książek, to jest to sensowna alternatywa.
"Invasion" podobało mi się chyba bardziej niż powinno. Ale niestety nie mogę polecić- raz że nie ma to zakończenia (cliffhanger :( ), a dwa, że jest to mocno umiejscowione w mitologii EU z okresu post-ROTJ, bez większych wyjaśnień dla mniej zaznajomionego czytelnika. Yuuzhan Vong, nieżyjący Chewie czy dzieciaki Skywalkerów ustalone przez przeszłe opowieści, to tutaj punkt wyjściowy.
"Legacy" ma wielu miłośników, ale nigdy nie przebiłem się przez kilka pierwszych numerów. Od lat obiecuję sobie, że do tego wrócę, ale kolejny Skywalker i kolejne imperium Sithów brzmi wtórnie do bólu.
Istnieje także ogromna ilość mini serii oraz one-shotów. Tak z głowy to sobie mogę przypomnieć teraz, całkiem sympatyczne kilkunastostronicowe origin-story Grievousa zatytułowane "The Eyes of Revolution", jego mini seria "General Grievous" też była udana, ale raczej ze względu na momenty, niż historię. "Darth Vader and the Ghost Prison" (będące czymś w rodzaju prequela do "Betreyal" z "Empire") też wrył mi się w pamięć, ze względu na to, że wszystkie postacie tam występujące, to banda skurwysynów :P Plus całkiem fajne rysunki to miało. MILION lat temu czytałem "Open Seasons" o przeszłości Jango Fetta, kojarzę że była to jedna z bardziej kompetentnych historii o tej postaci, ale nie wiem jak to teraz wypada. Boba Fett miał trochę fajnych historii, ale tytułów już niestety nie kojarzę.
To tak z głowy, ale przydałaby się rewizja.
11-12-2016, 05:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2016, 17:29 przez Grievous.)





