"Harry Potter i Kamień Filozoficzny" - Idealny początek magicznej serii. Powtórka po dwóch latach była bardzo przyjemna. Film bardzo długo się rozkręca, a nazwa samego tytułowego kamienia pada dopiero w połowie czasu ekranowego. To nie przeszkadza, bo dzięki temu na pewno nie czujemy niedosytu, co najwyżej lekki przesyt, ale naprawdę lekki, bo nie ma tu sceny, którą bym wywalił. CGI czasami trochę słabuje, a czasami jest poprawne, dopiero teraz zauważyłem, że Harry siedzący na trollu jest komputerowy, słabo to wyglądało. Za to świetne są praktyczne efekty i sam Hogwart, który dzięki zdjęciom wygląda naprawdę potężnie. Największe wrażenie sprawia chyba wygląd goblinów w Banku Gringotta. Daniel, Rupert, a zwłaszcza Emma super zagrali główne postaci, nie wyczułem w nich fałszu. Jeśli chodzi o drugi plan no to mamy tu same perełki: Richard Harris, Robbie Coltrane, Maggie Smith, nawet John Cleese. Świętej pamięci Alan Rickman jest po prostu genialny w roli zimnego sukinsyna, jakim jest tutaj Snape, świetnie wprowadzona postać. Jeśli mowa o wprowadzaniu, to wszystko się tutaj ładnie zaczyna, nie znamy tu prawie jeszcze Weasley'ów, bliźniaków, nawet sam Dumbledore nie odgrywa tu aż tak wielkiej roli. Quirrell to w sumie taki mało znaczący przeciwnik, właściwie służy tylko wprowadzeniu Voldemorta, ale sama postać jest dobra. Początek u Dursley'ów też bardzo dobry. Chris Columbus stworzył klimatyczny film, gdzie czuć tę magię. Jest to kino familijne, ale w końcu jest to film o jedenastolatkach. To film mojego dzieciństwa i zawsze będę miał do niego sentyment. Muzyka Johna Williamsa robi tu świetną robotę, ale słychać czasami podobieństwa do muzyki z "Kevina", nie przeszkadza mi to, fajny smaczek. Co jak co, ale muzyka w każdej części jest świetna. Tak jak wcześniej napisałem, zdjęcia są piękne. I jeśli chodzi o Święta, to w tej serii są najlepiej przedstawione. 8.5/10 Myślę, że jest to idealna ocena, bo ten film nie potrzebuje więcej. Jest idealnym wprowadzeniem do całej historii i mimo, że trwa ponad 2,5 godziny (pierwszy raz oglądałem extended, nowe sceny nie są jakoś szczególnie ważne, ale to dodatkowa gratka dla fanów) to jest to mile spędzony czas. Samych książek nie czytałem ale znam różnice między filmami, a oryginałami i raczej nie zmieniłbym nic w ekranizacjach. Sam powrót do mojej uwielbianej serii wzbudza we mnie ogromny pozytywizm.
Tak jak mówiłem, Święta są tu piękne.
Tak jak mówiłem, Święta są tu piękne.
20-12-2016, 20:17





