to moze ja zareklamuje kryminały Krajewskiego:
Festung Breslau
Koniec świata w Breslau
Widma w mieście w Breslau
no i arcydzieło:
Dżuma w Breslau
ostatnia pozycja rozwala mega hardkorowym klimatem i podskórną ironią, która działa na czytelnika niczym korzenna przyprawa. główny bohater - cuchnący jak destylator detektyw Mock - prowadzi śledztwo (wbrew woli przełożonego) w sprawie zamordowania dwóch prostytutek. kobiety zostały uduszone i pozbawione zębów. intryga jest fenomenalna - w miarę rozwoju akcji wpadamy na trop podziemnej organizacji, "oczyszczającej" miasto z ludzkiego syfu. członkowie bractwa noszą długie prochowce, na głowach mają skórzane kapelusze na modłę Dust Devila albo Kingowskiego Rolanda, a na twarzach maski przeciwgazowe zaopatrzone w zakrzywione ptasie dzioby.
oto próbka stylu Krajewskiego. podobnie jak u Kinga, tak i u niego mamy do czynienia z silnie spersonalizowaną narracją trzecioosobową:
Mock podszedł do zwłok. Nachylił się nad nimi i wzdrygnął z obrzydzeniem. Nie lubił owłosionych pach i nóg. I wtedy ogarnął go wstręt do samego siebie. Patrzysz na nie jak ich klient, głupi skurwysynu. Dwie kobiety zostały uduszone, może zostawiły jakieś dzieci, a ty zastanawiasz się nad depilacją ich pach? Ty pierdolony zwyrodnialcu, burdele cię zniszczyły, wymuszona miłość cię zdegenerowała, krętki blade są w twoim mózgu. Czy jest jakiś arsen lub bizmut na mózgowy syfilis? Zamknął oczy, aby powstrzymać piekące łzy.
a teraz dialog. morderca zostawia na miejscu zbrodni liścik adresowany do Mocka. chce, aby detektyw przyznał się do winy (Mock nie ma pojęcia, o co chodzi). w dochodzeniówce trwa narada:
Komisarz (do Mocka): Mord musi być spektakularny, bo tylko w ten sposób morderca zwróci ludziom uwagę na pańską rzekomą winę. A co może być bardziej spektakularnego niż wykucie oczu pedałom w skórzanych gaciach?
Mock (na kacu): Wie pan co? Mam straszne przeczucie... Ponieważ nie wiem, do czego mam się przyznać, będę milczał.... Niczego nie powiem... A on...
Lasarius (lekarz-patolog): A wtedy w nim będzie narastała frustracja. Będzie czekał i czekał na pańskie przyznanie się do winy. Aż... (szuka odpowiedniego słowa)
Smolorz (partner Mocka): Aż się ostro wkurwi.
Mock do zgromadzonych w celi alfonsów: Posłuchajcie mnie uważnie, skurwysyny, bo jest za duży upał, aby dwa razy cokolwiek powtarzać. Mam tutaj zdjęcia zamordowanych prostytutek. Macie je zidentyfikować. (zapala papierosa i dmucha dymem w głąb celi). Jestem pewien, że nikt z was ich nie rozpozna. Umywacie ręce, wiem. Trudno, mówicie sobie, zdechł jeszcze jeden wół roboczy. Zmuszę inną kurwę do pracy. Tak sobie myślicie. Może moją dziwkę zabił jakiś ostry urka. Po co mu się narażać? Jakaś kurwa śmiała się z jego ptaszka, to ją zaciukał. Sama sobie winna! Tak myślicie, skurwysyny? Jesteście twardzi, kiedy trzeba przyłożyć dziewczynie pięścią w twarz, bo zachciało jej się pić i kupiła sobie lemoniadę za grosze, zamiast wam je oddać (przeciąga grzebieniem po włosach, wypluwa niedopałek na posadzkę celi i unosi w górę ręce z fotografiami) Nie rozpoznacie tych dziewczyn. Wiem o tym.
inna perełka: Panie komisarzu, z całym szacunkiem, ale pierdole Kleinfelda i jego teorie. Na tym świecie zabijało się w imię Boga i cesarza. Morduje się ludzi, mając na ustach imię władcy. W ciągu ostatnich trzech dni w tym mieście mordowano w moje imię. Nazwisko Eberhard Mock stało się znakiem firmowym skurwiela. Zamordował czterech pedałów i być może osierocił małe dziecko, które płakało wczoraj w moich ramionach. Proszę wybaczyć, ale nie chce dziś spisywać alfonsów i sprawdzać dziwkom książeczek zdrowia. Będę tu siedział z wami i myślał nad zniszczeniem skurwysyna, który zabija w imię moje.
krótko: polecam. Polacy piszą genialne kryminały - wcale nie gorsze niż ich amerykańscy, szwedzcy czy angielscy odpowiednicy. pytanie: Dlaczego nikt tego nie ekranizuje? Dialogi rodem z najlepszych amerykańskich filmów sensacyjnych (o westernach nie wspominając) mamy na wyciągniecie ręki, a zamiast tego do pisania scenariuszy zaprzęga się bande cieciów na rope.
Festung Breslau
Koniec świata w Breslau
Widma w mieście w Breslau
no i arcydzieło:
Dżuma w Breslau
ostatnia pozycja rozwala mega hardkorowym klimatem i podskórną ironią, która działa na czytelnika niczym korzenna przyprawa. główny bohater - cuchnący jak destylator detektyw Mock - prowadzi śledztwo (wbrew woli przełożonego) w sprawie zamordowania dwóch prostytutek. kobiety zostały uduszone i pozbawione zębów. intryga jest fenomenalna - w miarę rozwoju akcji wpadamy na trop podziemnej organizacji, "oczyszczającej" miasto z ludzkiego syfu. członkowie bractwa noszą długie prochowce, na głowach mają skórzane kapelusze na modłę Dust Devila albo Kingowskiego Rolanda, a na twarzach maski przeciwgazowe zaopatrzone w zakrzywione ptasie dzioby.
oto próbka stylu Krajewskiego. podobnie jak u Kinga, tak i u niego mamy do czynienia z silnie spersonalizowaną narracją trzecioosobową:
Mock podszedł do zwłok. Nachylił się nad nimi i wzdrygnął z obrzydzeniem. Nie lubił owłosionych pach i nóg. I wtedy ogarnął go wstręt do samego siebie. Patrzysz na nie jak ich klient, głupi skurwysynu. Dwie kobiety zostały uduszone, może zostawiły jakieś dzieci, a ty zastanawiasz się nad depilacją ich pach? Ty pierdolony zwyrodnialcu, burdele cię zniszczyły, wymuszona miłość cię zdegenerowała, krętki blade są w twoim mózgu. Czy jest jakiś arsen lub bizmut na mózgowy syfilis? Zamknął oczy, aby powstrzymać piekące łzy.
a teraz dialog. morderca zostawia na miejscu zbrodni liścik adresowany do Mocka. chce, aby detektyw przyznał się do winy (Mock nie ma pojęcia, o co chodzi). w dochodzeniówce trwa narada:
Komisarz (do Mocka): Mord musi być spektakularny, bo tylko w ten sposób morderca zwróci ludziom uwagę na pańską rzekomą winę. A co może być bardziej spektakularnego niż wykucie oczu pedałom w skórzanych gaciach?
Mock (na kacu): Wie pan co? Mam straszne przeczucie... Ponieważ nie wiem, do czego mam się przyznać, będę milczał.... Niczego nie powiem... A on...
Lasarius (lekarz-patolog): A wtedy w nim będzie narastała frustracja. Będzie czekał i czekał na pańskie przyznanie się do winy. Aż... (szuka odpowiedniego słowa)
Smolorz (partner Mocka): Aż się ostro wkurwi.
Mock do zgromadzonych w celi alfonsów: Posłuchajcie mnie uważnie, skurwysyny, bo jest za duży upał, aby dwa razy cokolwiek powtarzać. Mam tutaj zdjęcia zamordowanych prostytutek. Macie je zidentyfikować. (zapala papierosa i dmucha dymem w głąb celi). Jestem pewien, że nikt z was ich nie rozpozna. Umywacie ręce, wiem. Trudno, mówicie sobie, zdechł jeszcze jeden wół roboczy. Zmuszę inną kurwę do pracy. Tak sobie myślicie. Może moją dziwkę zabił jakiś ostry urka. Po co mu się narażać? Jakaś kurwa śmiała się z jego ptaszka, to ją zaciukał. Sama sobie winna! Tak myślicie, skurwysyny? Jesteście twardzi, kiedy trzeba przyłożyć dziewczynie pięścią w twarz, bo zachciało jej się pić i kupiła sobie lemoniadę za grosze, zamiast wam je oddać (przeciąga grzebieniem po włosach, wypluwa niedopałek na posadzkę celi i unosi w górę ręce z fotografiami) Nie rozpoznacie tych dziewczyn. Wiem o tym.
inna perełka: Panie komisarzu, z całym szacunkiem, ale pierdole Kleinfelda i jego teorie. Na tym świecie zabijało się w imię Boga i cesarza. Morduje się ludzi, mając na ustach imię władcy. W ciągu ostatnich trzech dni w tym mieście mordowano w moje imię. Nazwisko Eberhard Mock stało się znakiem firmowym skurwiela. Zamordował czterech pedałów i być może osierocił małe dziecko, które płakało wczoraj w moich ramionach. Proszę wybaczyć, ale nie chce dziś spisywać alfonsów i sprawdzać dziwkom książeczek zdrowia. Będę tu siedział z wami i myślał nad zniszczeniem skurwysyna, który zabija w imię moje.
krótko: polecam. Polacy piszą genialne kryminały - wcale nie gorsze niż ich amerykańscy, szwedzcy czy angielscy odpowiednicy. pytanie: Dlaczego nikt tego nie ekranizuje? Dialogi rodem z najlepszych amerykańskich filmów sensacyjnych (o westernach nie wspominając) mamy na wyciągniecie ręki, a zamiast tego do pisania scenariuszy zaprzęga się bande cieciów na rope.
14-03-2008, 20:44






