Jestem gdzieś w większej połowie "Lost Stars". Sięgnąłem po tę książkę, gdyż przez fandom jest uznawana za najlepszą z nowego kanonu, a nawet najlepszą włączając w to stare EU.
WTF!?
Ok, przyznam, że przedstawienie wydarzeń z OT z perspektywy pilotów imperium jest całkiem fajnym pomysłem. Momentami można się uśmiechnąć czytając alternatywne spojrzenie na coś, co tak się dobrze zna z filmów i dzięki temu brnie się przez to jakoś do przodu... ale na midichloriany.... to jest przede wszystkim kurewsko źle napisane romansidło. Pani Grey przerosła w tym nawet samego mistrza Georga Lucasa, gdyż nagle wątek Anakina i Padme nie wydaje się już tak koszmarny. Nie ogarniam, jak ta gwiezdnowojenna wersja "Zmierzchu" zebrała taki poklask? Czy "Aftermath" jest naprawdę AŻ TAK fatalny, że to w porównaniu wydaje się dobre?
No i to także tyle, jeżeli chodzi o spójność z filmami, gdyż trochę się to gryzie z "Rogue One".
WTF!?
Ok, przyznam, że przedstawienie wydarzeń z OT z perspektywy pilotów imperium jest całkiem fajnym pomysłem. Momentami można się uśmiechnąć czytając alternatywne spojrzenie na coś, co tak się dobrze zna z filmów i dzięki temu brnie się przez to jakoś do przodu... ale na midichloriany.... to jest przede wszystkim kurewsko źle napisane romansidło. Pani Grey przerosła w tym nawet samego mistrza Georga Lucasa, gdyż nagle wątek Anakina i Padme nie wydaje się już tak koszmarny. Nie ogarniam, jak ta gwiezdnowojenna wersja "Zmierzchu" zebrała taki poklask? Czy "Aftermath" jest naprawdę AŻ TAK fatalny, że to w porównaniu wydaje się dobre?
No i to także tyle, jeżeli chodzi o spójność z filmami, gdyż trochę się to gryzie z "Rogue One".
07-03-2017, 21:16





