Jestem zawiedziony. Owszem, film ma niepokojący, trochę lynchowski klimat i jest bardzo ładnie nakręcony - formalnie może robić wrażenie. Ascetyczne kadry i nieprzyjemne dźwięki budują napięcie. Ale to pretensjonalna wydmuszka. Historia jest tak banalna, że czułem się po prostu oszukany, widząc w końcu, że
pod tą całą zabawą chronologią nie kryje się nic więcej. A kwestia, która miała być chyba twistem, jest oczywista od samego początku. Na filmwebie wyczytałem analizę, według której symbolika w finale (brak ognia w piecu i udany egzorcyzm) sugeruje pytanie - czy dziewczyna zabiła ponownie, bo była opętana czy po prostu chora? Matko, ale nie lubię takich akademickich rozkmin, które w sumie nijak nie mają się do historii. I nie lubię gdy film odpowiada na pytania, które w ogóle mnie nie interesują. Bo po pierwsze, reżyser przez cały seans nie przekonał mnie do tej dwuznaczności - szatan czy choroba psychiczna - dopiero w końcówce wrzucając trochę z tyłka scenę z księdzem odprawiającym rytuał. Ja myślałem, że jest po prostu chora. A po drugie, o dziewczynie wiemy tak mało (a to co wiemy jest jeszcze mącone przez niechronologiczny montaż), że rozmyślania na temat jej charakteru czy motywacji są pozbawione sensu. Bohaterka zachowuje się dziwnie i to wyczerpuje całą głębię jej osobowości, więc te wszystkie myki w finale, które mają skłonić mnie do zastanowienia nad jej psychiką, wyglądają na zbyt późną próbę nadania jej jakiegokolwiek charakteru. I dlatego czuję się oszukany.
Muszę pochwalić aktorstwo, zwłaszcza Kiernan Shipka potwierdza olbrzymi talent.
Ps. Film jest strasznie nużący, jedynie niewiarygodną siłą woli zmusiłem się do obejrzenia całości.
4/10