Nie do końca mnie przekonało. Za mało tutaj reżyserskiej energii aby zgrabnie lawirować między screwball comedy, a poważniejszymi scenami. Całość jest dość ospała i pomimo dobrych ról Gadot i Pine'a wcale nie iskrzy. Skoro wybrali się już do 1999 roku po absolutnie koszmarne efekty specjalne, mogli też pożyczyć trochę wdzięku i lekkości od Mumii Sommersa. Lekkość to może dobre słowo w kontekście reżyserskiej ręki, ale niezbyt trafione przy poszczególnych scenach, te poważniejsze zawsze są o krok od czegoś naprawdę poruszającego (zepsute dialogiem lub montażem), w komediowych zabrakło jednak scenopisarskiego ucha i sprawnych nożyczek montażysty. To tak jak z dialogiem o penisie między Pinem a Gadot, to powinno być komediowe złoto, ale coś nie do końca iskrzy, czuć, że Jenkins wcale nie ma komediowego wyczucia, a sama Gadot ładnie odgrywa slapstickową niewinność w stylu Christophera Reeve'a, ale wyraźnie ustępuje partnerowi pod względem czegoś co można nazwać timingiem, komediowym wyczuciem.
Ale żeby nie było, że narzekam na Gal i Chrisa, oni niosą ten film, szczególnie na tle bardzo bezbarwnej zgrai pomocników na czele z będącym na absolutnym autopilocie Ewenem Bremmerem. Po przeciwnej stronie barykady mamy ograniczającego się do nudnych, groźnych min Danny'ego Hustona, który raczej powtarza tutaj po prostu rolę z "30 dni nocy". O Elenie Anayi zapomniałbym już w trakcie napisów końcowych, gdyby nie jej przypominająca postać z "Broadwalk Empire" maska. Jakże daleka jest Wonder Woman od tej wyniosłej, niezbyt sympatycznej damy z BvS, trudno jej nie kibicować, trudno nie wzruszyć się jej losem, trudno z nią nie sympatyzować, a jednocześnie potrafi szybko przejść z trybu kentowskiego nieogara społecznego w szaty dumnej i świadomej misji Amazonki. Pine, no cóż, już raz posłużyłem się Mumią, niech będzie, że to trochę udoskonalony Fraser, tyle, że bez nuty awanturnika, a z pewną dozą sceptycyzmu, nawet pesymizmu wobec nadchodzących wydarzeń, co ciekawie wzbogaca jego postać.
Miałem jeszcze wspomnieć jeszcze o efektach. Wyglądają tak jakby ostatnią superprodukcję Jenkins oglądała w czasach Spider-Mana Raimiego. Zachłyśnięcie się matrixowymi efektami jakiego nie widziałem chyba od czasu młodego McG, koszmarne green screeny, bardzo złe pacynki które zastępują bohaterów przy każdym podskoku. Jednak jeśli tylko wytrzymacie pierwszych 15 minut i uznacie po tym, że nie następuje właśnie penetracja waszych oczu Lucynką z Walking Dead, to nie powinniście mieć potem większych pretensji.
Nie do końca podoba mi się rozegranie finału:
6/10
Ale żeby nie było, że narzekam na Gal i Chrisa, oni niosą ten film, szczególnie na tle bardzo bezbarwnej zgrai pomocników na czele z będącym na absolutnym autopilocie Ewenem Bremmerem. Po przeciwnej stronie barykady mamy ograniczającego się do nudnych, groźnych min Danny'ego Hustona, który raczej powtarza tutaj po prostu rolę z "30 dni nocy". O Elenie Anayi zapomniałbym już w trakcie napisów końcowych, gdyby nie jej przypominająca postać z "Broadwalk Empire" maska. Jakże daleka jest Wonder Woman od tej wyniosłej, niezbyt sympatycznej damy z BvS, trudno jej nie kibicować, trudno nie wzruszyć się jej losem, trudno z nią nie sympatyzować, a jednocześnie potrafi szybko przejść z trybu kentowskiego nieogara społecznego w szaty dumnej i świadomej misji Amazonki. Pine, no cóż, już raz posłużyłem się Mumią, niech będzie, że to trochę udoskonalony Fraser, tyle, że bez nuty awanturnika, a z pewną dozą sceptycyzmu, nawet pesymizmu wobec nadchodzących wydarzeń, co ciekawie wzbogaca jego postać.
Miałem jeszcze wspomnieć jeszcze o efektach. Wyglądają tak jakby ostatnią superprodukcję Jenkins oglądała w czasach Spider-Mana Raimiego. Zachłyśnięcie się matrixowymi efektami jakiego nie widziałem chyba od czasu młodego McG, koszmarne green screeny, bardzo złe pacynki które zastępują bohaterów przy każdym podskoku. Jednak jeśli tylko wytrzymacie pierwszych 15 minut i uznacie po tym, że nie następuje właśnie penetracja waszych oczu Lucynką z Walking Dead, to nie powinniście mieć potem większych pretensji.
Nie do końca podoba mi się rozegranie finału:
6/10
02-06-2017, 10:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-06-2017, 10:39 przez Szaman.)
Spoiler




