No fajnie, ale stawiasz obok siebie z jednej strony filmy, które oferują napierdalankę jako wartość i rozrywkę samą w sobie i w którym głupota jest jednym z elementów, o które się nawet nie pyta ;) (ja rzuciłem filmami karate, Ty -- w zasadzie trafniej -- filmami Seagala), a z drugiej strony "Eastern Promises", w którym tak naprawdę w ogóle o napierdalankę nie chodzi, a tym bardziej o rozrywkę, i gdzie głupotę ciężko zaakceptować.
Albo prościej: wszystkie filmy-nawalanki nawet jeśli bezceremonialnie ukazują uszkodzenia ciała i co tam jeszcze, są niejako z definicji umowne. A tutaj tej umowności nie ma.
Swoją drogą dostrzegasz, że w gruncie rzeczy mocno jadę Mentalem? Bo ja właśnie doszedłem do takiego wniosku ;)
Albo prościej: wszystkie filmy-nawalanki nawet jeśli bezceremonialnie ukazują uszkodzenia ciała i co tam jeszcze, są niejako z definicji umowne. A tutaj tej umowności nie ma.
Swoją drogą dostrzegasz, że w gruncie rzeczy mocno jadę Mentalem? Bo ja właśnie doszedłem do takiego wniosku ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie
04-01-2008, 19:46






