Eastern Promises
#21
Cytat:Aleksiej powinien był umrzeć od ciosów, które otrzymał, a w każdym razie które mógł i powinien otrzymać, (2) cała scena w kilku momentach trochę cierpi na syndrom filmów karate, gdzie Bruce Lee okłada jednego gościa, a pozostałych siedemnastu czeka, aż się z nim upora ;)

Cronenberg spisał się całkiem dobrze. scena robi wrażenie. ostatnio nieczęsto zdarzają się takie perełki. od razu przypomniał mi sie genialny Maratończyk Schlesingera i wyjątkowo brutalna scena łamania kręgosłupa.

ale żeby nie było, że ja mam racje, a Negrin nie ma, to powiem, że Negrin ma :) zachowanie zbirów poraża miejscami niefrasobliwością. szczególnie w momencie, gdy jeden z nich - zamiast zadać śmiertelny cios, rozszarpując tętnice szyjną - decyduje się na dziwaczny manewr i tnie Vigo po plecach. nie wiem, kto go szkolił, ale gołym okiem widać, że to amator z ulicy. z innych rzeczy: wkurza mnie zachowanie tych dwóch dziadków, którzy nic sobie nie robią z faktu, ze do sauny weszło dwóch karków w skórzanych kurtkach. siedzą na tyłkach i gawędzą jakby byli w parku.

Odpowiedz
#22
Słusznie mówisz, Mentalu, tylko w takim razie czy można uznać, że to jest "perełka"? Bo że brutalne, cronenbergowskie i robi wrażenie -- to jasne. Bo przecież ci goście to nie byli, jak to nieźle określiłeś, amatorzy z ulicy.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#23
jeśli pokażesz mi lepszą scenę na przestrzeni ostatnich, dajmy na to, 8 lat, wycofam te "perełkę". lepsza w sensie wiarygodności w zachowaniu napastników. oczywiście chodzi mi o filmy głównego nurtu, a nie jakieś tam podziemne zwyrodnienia :)

Odpowiedz
#24
Nie wiem, czy pokażę. Możliwe, że nie dam rady, biorąc pod uwagę, że scena jest, powiedzmy, mało mainstreamowa. Tu Ci przyznam rację bez bólu. Ale od kiedy sceny stają się "perełkami" przez to, że brakuje im konkurencji?

Zresztą po mojemu ta scena robi duże wrażenie naturalizmem, cielesnością (za przeproszeniem ;) ), brutalnością, siłą, ale już na pewno nie wiarygodnością w zachowaniu napastników. Myślałem, że już powyżej ustaliliśmy zgodnie, że napastnicy zachowują się wybitnie niewiarygodnie :)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#25
szkopuł w tym, że trudno mi wskazać bez przygotowania scenę z innego filmu, w której napastnicy zachowywaliby sie bardziej wiarygodnie. pod tym względem bijatyka w łaźni z Eastern promises w ogóle nie odbiega od innych podobnych starć, np. z pierwszych filmów Seagala. ta sam, dzisiaj już prawie nieobecna, bezceremonialność w ukazywaniu uszkodzeń ciała i ten sam dobroduszny gest ze strony atakujących: "postoimy, poczekamy".

małe sprostowanie: u Seagala chociaż tańczyli. U Cronenberga stoją jak słupy soli :)

Odpowiedz
#26
No fajnie, ale stawiasz obok siebie z jednej strony filmy, które oferują napierdalankę jako wartość i rozrywkę samą w sobie i w którym głupota jest jednym z elementów, o które się nawet nie pyta ;) (ja rzuciłem filmami karate, Ty -- w zasadzie trafniej -- filmami Seagala), a z drugiej strony "Eastern Promises", w którym tak naprawdę w ogóle o napierdalankę nie chodzi, a tym bardziej o rozrywkę, i gdzie głupotę ciężko zaakceptować.

Albo prościej: wszystkie filmy-nawalanki nawet jeśli bezceremonialnie ukazują uszkodzenia ciała i co tam jeszcze, są niejako z definicji umowne. A tutaj tej umowności nie ma.

Swoją drogą dostrzegasz, że w gruncie rzeczy mocno jadę Mentalem? Bo ja właśnie doszedłem do takiego wniosku ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#27
zgadzam się ze wszystkim, co piszesz i stawiam sprawę uczciwie: dla mnie akcja w łaźni to perełka, bo dawno nie oglądałem, jak jeden koleś wbija drugiemu kolesiowi nóż w oko, a przy okazji wszystko odbywa się na poważnie, bez młodzieżowego szlaeństwa. po prostu brakuje mi takiej przemocy: łamania rąk, gruchotania stawów kolanowych, wyduszania oczu, skręcania karków, wkładania głowy między drzwi i framugę. na tym sie wychowałem :) tak postrzegam brutalność w kinie i jak jakiś Green-cośtam serwuje mi przygodny nieustraszonego Bourne'a, to parskam śmiechem, ponieważ wiem, ze nie tak to powinno wyglądać. to trochę tak, jakbyś osadzonym w Pelican Bay pokazywał Prison Break. Cronenberg dał mi maks w tej dziedzinie. większy realizm równałby się śmierć bohatera albo trwałe kalectwo. koniec filmu, dobranoc :)

Odpowiedz
#28
Super, że się zgadzasz, zapamiętam to sobie i będę wspominał z rozżewnieniem ;)

Ale wiesz co? Na końcu uderzasz znowu w swoją śpiewkę, a tymczasem takie "Eastern Promises" i ta właśnie scena, o której tu mówimy, świetnie ilustruje UZASADNIONE stosowanie przemocy. Ja po tej scenie, po jej końcówce i wreszcie tym nożu w oko... nie powiem, że mi było niedobrze, bo bez jaj, ale było mi nieswojo. O, może tak to postawmy. I dobrze, i słusznie. Miało mi być. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak nieswojo może być komuś bardziej czułemu na tego typu numery. Ale taki był zamysł tej sceny. Jest okropna, paskudna (tak, tak, przez to robi wrażenie) i pokazuje -- ba! pozwala POCZUĆ -- jak bezwzględni to są ludzie. Ale Ty zaraz wyjeżdżasz z Bourne'em i to jest taki strzał kulą w płot, że o raju. Bo tamto jest zupełnie inne kino, w zupełnie innym celu zrobione, w zupełnie innym duchu i innej stylistyce -- i koniec. Kino sensacyjno-szpiegowskie w gruncie rzeczy w starym duchu (nie, "starym" to nie znaczy a la lata 80.), tyle że zrealizowane w bardzo nowoczesnej stylistyce. Tam zwyczajnie nie ma miejsca na dosadną, naturalistyczną (to wyraźnie moje mot du jour) przemoc. Tyle. Przykro mi, że za każdym razem na ten sam temat schodzi, ale taką jakaś masz, bracie, fiksację.

EDIT:
Mental napisał(a):Cronenberg dał mi maks w tej dziedzinie. większy realizm równałby się śmierć bohatera albo trwałe kalectwo. koniec filmu, dobranoc :)
Owszem. Jeśli pamiętasz, to od tego zacząłem, że on nie powinien był tego przeżyć. A ponieważ przeżyć miał... to trzeba to było inaczej zrealizować. Jak? Sorry, nie jestem ani reżyserem, ani tym bardziej choreografem scen walki. Wiem tylko, że należało tak zaaranżować ten motyw, żeby Nikolaj miał zdroworozsądkowo większą szansę i żeby jego zwycięstwo nie zrobiło z niego nadludzia.
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#29
gdzie dwóch facetów sie bije, tam kości sie lamią i karki skręcają. Bourne wielokrotnie stawał przed dylematem: z piąchy czy z dynki i w niczym nie przypominało to Cronenberga, Seagala i innych killerów. jasna sprawa czy mam śpiewać dalej? :) mało tego, Bourne stracił kobietę. Riggs też stracił kobietę. różnica polega na tym, że Bourne wymachuje nogami i lekko krwawi z nosa, a taki Riggs bierze gościa i miażdży mu łeb drzwiami od samochodu. i nie mow mi tu o nowoczesnym kinie sensacyjno-szpiegowskim, bo walka wręcz to walka wręcz: jest stara jak świat i nigdy sie nie zmieni. zawsze będzie esencją brutalności.

ps: polecam do wglądu trzeci sezon Deadwood. jest tam mały duel, który może zaboleć.

Cytat:Jeśli pamiętasz, to od tego zacząłem, że on nie powinien był tego przeżyć. A ponieważ przeżyć miał... to trzeba to było inaczej zrealizować. Jak? Sorry, nie jestem ani reżyserem, ani tym bardziej choreografem scen walki.

widać, nikt w Hollywood nie jest, bo wszyscy od 30 lat popełniają ten sam błąd :)

Odpowiedz
#30
w sumie spojlery

A mnie ten film zmiażdżył - od pierwszej sceny "u fryzjera", niestety nie do ostatniej, ale do sceny w łaźni na pewno. Dawno, a może nawet nigdy, nie widzialam tak ukazanej przemocy. Muszę przyznac, ze siedzialam zafascynowana brutalnością, bezwzglednością, realizmem tych scen... Oplucie zwłok, i ogólnie dialogi przy zwłokach...
" Now I'm going to do his teeth and cut off his fingers." Mistrzostwo.

Aktorstwo w filmie to perełka. Nie mówiąc już o Viggo, ale taki Cassel... mam slabosc do ról w ktorych facet pije dużo alkoholu... scena w ktorej pijany wchodzi z Viggo do domu, pada na kolana z przepicia i dostaje kopy od ojca... Boska. I Saymor - poczatkowo naprawde wydawał się takim miłym staruszkiem, a po scenie w szpitalu zdębiałam... Taka płynna i realistyczna przemiana.
Niby watek Naomi był całkiem do rzeczy, ale mi tez by nie przeszkadzało gdybym po prostu dostała historie o stosunkach wewnątrz mafii... Co mnie wkurzyło to zakończenie. Coś mi nie pasowało. Myślalam nad tym, ze można było posunąć wszystko jeszcze dalej i zabić dziecko... Ale generalnie nie narzekam. No tylko pocałunek => [*] . Można było popatrzyć sobie w oczy i byłoby to wymowniejsze...

Ogólnie ten rok zaczął się dla mnie jakoś wyjątkowo dobrze, bo wszystko co do tej pory obejrzałam zrobiło na mnie spore wrażenie. Teraz mnie czeka Gone Baby Gone, wiec już zacieram ręce Duży uśmiech

PS. Swoją drogą biorąc pod uwagę pomysłowość polskich translatorów ostatnio Eastern Promises powinni nazwać jakoć w stylu "Co ci obiecali Tatiano" Oczko

Odpowiedz
#31
Rozalia napisał(a):PS. Swoją drogą biorąc pod uwagę pomysłowość polskich translatorów ostatnio Eastern Promises powinni nazwać jakoć w stylu "Co ci obiecali Tatiano" ;)
Ty wiesz, że to jest nawet niezłe? :D Tylko nie mów tego głośno, bo ktoś władny jeszcze usłyszy, a wtedy możemy się zdziwić... :P Bo jeśli tak się zastanowić, to z tym tytułem trzeba by coś zrobić. "Wschodnie obietnice" -- to nie brzmi dobrze.

Swoją drogą, powtórzę jeszcze raz: nie polskich translatorów, nie polskich translatorów. Polskich dystrybutorów. Jako polski translator (któremu wydawca też różne rzeczy robi z tytułami) muszę to podkreślać ;)
Klub OFILMIE | Podcast filmowy Radio Ofilmie

Odpowiedz
#32
o ile film w ogóle będzie pokazywany w Polsce, bo na razie chyba daty premiery jeszcze nie ma? może nie mogą wymyślić tytułu Oczko

Odpowiedz
#33
Negrin, widzę kolega po fachu (:

Negrin napisał(a):Swoją drogą, powtórzę jeszcze raz: nie polskich translatorów, nie polskich translatorów.

pewnie że nie translatorów, tylko tłumaczy (:
najlepsze, co można zrobić z dobrą radą, to podać ją dalej

Odpowiedz
#34
Negrin napisał(a):"Wschodnie obietnice" -- to nie brzmi dobrze.

Czy ja wiem?
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#35
Wreszcie obejrzałem. Naprawdę mocny film. Już od pierwszych scen widzimy, że reżyser nie będzie cackał się z widzem i nie zrobi pięknego gangsterskiego eposu a'la "Godfather" czy "Dawno temu w Ameryce". Cała historia jest znakomicie opowiedziana i autentycznie ciekawi widza. Rola Viggo jako małomównego drajwera jest najlepszą kreacją w całym filmie. A już szczytem majstersztyku jest scena walki w łaźni. Ogólnie rzecz biorąc "Eastern Promises" to kolejny znakomity film z 2007 roku. Brutalność tego filmu po prostu miażdżyła. Realistycznie zostały pokazane wszelkie najstraszniejsze i najgorsze działania jakich może podjąć się człowiek. Cała postać wykreowana przez Cassela wzbudzała moją niechęć i odrazę swoim zachowaniem. Podobnie jego ojciec. Film trwa jedynie 1h40min, ale nie uważam tego za wadę. Cronenberg i Viggo wymietli.Uśmiech
8+/10

PS. Wie ktoś o co chodzi z tytułem? Może o to, że jak już ruska mafia coś obieca to dotrzymuje słowa? Cholera wie.

Odpowiedz
#36
Podejrzewam, że chodzi o to, co obiecuje się dziewczynom wyjeżdżającym z wschodu na zachód. To też wygląda na metaforę historii postaci Nikolaia.

Odpowiedz
#37
Mam mieszane uczucia, zdaje sie ze film jest "taki se". Przewidywalny, nie oferujacy nic nowego, no i nie ma usprawiedliwienia dlaczego powstal. Rozrywka to to nie jest, wielkie kino tez nie, nic waznego do powiedzenia tez nie ma (bo "ruska mafia jest zla" juz slyszelismy). Poza tym film jest tak powazny, ze az karykaturalny, a scena "narady" przed wreczeniem Viggowi gwiazd pasowalaby bardziej do jakiejs Wysokiej Rady Elfow niz do mafii (a raczej Rady Krasnoludow - przysiaglbym, ze jeden gosciu, ten z wasami do pasa, wypelzl spod jakiejs gory). Nie wiem, moze tak jest naprawde, ale... Przypomina mi sie casus Jeta Li, ktory przed kamera musi walczyc wolniej, czyli de facto gorzej, bo w jego normalnym tempie nie wyglada to zbyt dobrze. Tu jest tak samo: trzeba bylo troche stonowac te scene, bo np. mnie sie na niej chcialo smiac (tak samo jak kiedy Viggo wbil noz w czyjes oko). Smieszylo mnie tez to ostentacyjne pokazywanie rozcietych gardel - jeden koles nawet musial szalik przed kamera odslonic, chcac w swoich ostatnich chwilach dac rezyserowi jeszcze jedno dobre ujecie.

Taki tam sredniak, niedorobiony, wtorny, nieangazujacy Godfather. 5\10

Odpowiedz
#38
Jestem z tobą, Military. Po czasie mam identyczne odczucia. Nie angażujący, do zapomnienia. Ot co.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#39
Wlasnie do mnie dotarlo, ze za role w tym filmie Mortensena nominowali do zoltego rycerzyka. ZA CO?! Chyba za fenomenalna gre pindolem. Bo nie widze innych aspektow jego roli, ktore wyroznialyby sie wsrod setek filmow nakreconych w tym roku. Kiedys Oskara dostawal jakis Brando za Vita Corleone, i ta kreacja zapisala sie w historii. Dzisiaj nominowano Mortensena za role Stereotypowego Ruska.

Odpowiedz
#40
......

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości