(07-08-2017, 18:56)patyczak napisał(a): Co w ogóle jest też ciekawym problemem - na ile takie rzeczy przeszkadzają w czasie oglądania filmu, a w jakim procencie to takie późniejsze dorabianie ideologii, upraszczanie swojej opinii czy raczej próba włożenia jej w jakieś ramy. Inna sprawa, że przyczepienie się scenariusza jej najprostsze.No dla mnie to jest jasne, ze opinie na temat sztuki to najczęściej (a w sumie pewnie i zawsze, ale tak napisze asekuracyjnie ;)) czyste emocje, które sie potem racjonalizuje. Dlatego coraz mniejszą wartosc ma dla mnie krytyka sztuki. Dyskusje, ktore maja na celu zmiane czyjegos zdania, bo "film x ma dziurę y" są bez sensu. Dyskusje na temat sztuki, IMO, maja sens tylko albo jako zaprezentowanie innego spojrzenia, otworzenie umysłu i dotarcie do tego, co naprawde ci się podoba, albo jako takie iskanie się i pierodololo (które tez oczywiscie moze byc przyjemne :)).
Nawet jezeli krytyka ma racjonalny sens - np. scena dla kogoś nie działa, bo operator i ostrzyciel zmuli z ostrością albo popsuli kadrowanie to wcale nie jest to zadna zasada. Jeden tak zrobi i będzie zgrzyt, a inny zrobi dokladnie to samo i wciaz będzie to emocjonalnie działało. Zasady w sztuce nie są, dlatego że są konieczne, tylko dlatego że są narzędziami, które działają i pomagają osiągnąć efekt, który chcesz osiągnąc - ale to nie znaczy, ze robiac inaczej bedzie zle.
Przyczepianie się do fabuły jest najprostsze, bo kazdy moze powiedziec "to bylo nierealistyczne" albo "skąd on wiedział, że jak pokreci za lewy kurek to będzie ciepła woda?!" Jak sie wystarczajaco daleko pojdzie w szukaniu problemow to zawsze sie coś znajdzie. Odnosze wrazenie, moze mylnie, ze zwykle czepianie sie scenariusza to taka skondensowana projekcja wlasnej opinii: "Scenariusz byl slaby, bo wiedzialem, co sie stanie" albo "scenariusz był słaby, bo mnie nie bawia takie żarty".
Sory, taka mała tyrada pośrednio wiążąca się z tym, co piszesz. :P
07-08-2017, 19:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-08-2017, 19:21 przez Gal Anonim.)





